Najbardziej niedorzeczne trendy wśród amerykańskich raperów

Opublikowano Sierpień 24, 2013 | przez MB

grill

Podziwiamy ich wszyscy. Chcemy mieć ich hajs, ich kluby NBA, ich roznegliżowane laski w teledyskach. Chcemy błyszczeć na pokazach mody, mieć vipowskie miejsca na każdym meczu NFL i rozbijać się odpimpowanymi Hammerami. Jedyne, czego byśmy nie chcieli to wyglądać jak oni. Niektóre z trendów wśród amerykańskich raperów są niedorzeczne i śmieszne. Nie kupujemy ich.

Koszulki za duże o trzy rozmiary

Najczęściej noszą je zakompleksione chuderlaki, albo obleśne tłuściochy (o nich kilka punktów niżej). Być może raperzy o niekontrolowanej potliwości. Co do tego nie mam pewności. Wór, prześcieradło, zasłona, wszystkie wyglądają jak strój przeciętnego amerykańskiego nawijacza. Znajduję jednak jeden praktyczny element tego typu stroju. Pod koszulką w rozmiarze XXXL łatwo schować gnata, narkotyki albo prostytutkę.

Spodnie za duże o dziesięć

Z planu przemytu nic by jednak nie wyszło, gdyby nie obszerne spodnie. W tylnej kieszeni kokaina, w przedniej kilk skręconych blantów. Nasi rodzice pukali się w czoło, widząc swoje dzieciaki biegające po podwórku z opuszczonym krokiem. Oglądając dzisiejszą hip-hopową modę z pewnością strzeliliby sobie w łeb. I darujmy już sobie żarty o kupie, którą potencjalnie tam noszą. Nie ma jej tam, ok? Wyłącznie koks. A w koksie nie ma nic śmiesznego.

Grill

Najbardziej nieaptyczna i szpecząca z błyskotek. Wydaje się również bardzo niewygodna, o czym jednak nigdy się nie przekonam, bo nawet za autograf 50 Centa, czegoś takiego do ryja sobie nie włożę. Tona żelastwa w jamie ustnej na pewno skutecznie niszczy szkliwo i wyciera wszystkie plomby. Z czymś takim nie wejdziesz z nikim w ślinę, co najwyżej oślinisz. Nie zjesz też kiełbasy i nie popijesz browarem. Gówno, jakieś, a nie grill.

Łańcuchy rozmiarów krowich uprzęży

Typowy efekt megalomanii. Amerykańscy raperzy lubią być zauważalni. Sami siebie uważają za bogów, którzy zeszli z Olimpu. A każdy bóg ma jakiś atrybut. Raperzy mają złoto. Im więcej, tym lepiej. Im raper bardziej przygarbiony, tym bogatszy. Rozmiar łańcucha jest równoznaczny z hierarchią panującą wśród hip-hopowych artystów. Dlatego Jay-Z zawsze będzie miał największy.

Dziary na całym ciele

Zazwyczaj zaczynają od imion, podobizn swoich matek, dzieci i idoli. Potem pojawiają się symbole zwierzęce, przyroda, nagie laski i łacińskie sentencje. A potem już byle co.

– Co mam panu wytatuować, Panie Lil Wayne? – Nieważne, cokolwiek.

Kombinezony

Że niby co? Kosmonauci? Płetwonurkowie? Bałwanki? Nie da się tego końca rozgryźć. Najczęściej szeleszczące, pstrokate i obrzydliwie błyszczące. Look at me, I’m fabulous? Raczej, patrzcie na mnie, zapomniałem zdjąć piżamę.

Tłuściochy

Czy rockmani afiszują się ze swoją nadwagą? Nie. Czy robią to jazzmani? Niekoniecznie. Kto za to lubi błyszczeć nie tylko złotem, ale i ohydnym cielskiem? Raperzy. Bizzare, Fat Joe i inni koledzy z cholesterolem równym miliard. A najgorsze jest to, że swoimi klipami, w których lepią się do nich gorące jak kiełbasa z grila laski, wzbudzają w swoich otyłych fanach nadzieję na podobne życie. A przecież oczywiste jest, że gdyby nie mamona, którą szastają jak Wedel czekoladą, nawet dziewucha bez ucha nie zwróciłaby na żadnego z nich uwagi. Sorry.

Kilt
Wiadomo nie od dziś, że raperzy cenią sobie luźne i przewiewne stroje.  Ale żeby od razu wycierać scenę jajami? To chyba przekracza granice swobody. W kiltach chętnie pokazują się Kanye West oraz P. Diddy. Czyli Ci, którzy raczej wstydu nie mają, choć powinni. Szkoci to raczej skromny naród i żaden z nich raczej długo na dudach by nie pograł.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑