Najbardziej patologiczna branża? Fachowcy od remontów!

Opublikowano Luty 28, 2016 | przez lucky bastard

Życie home-renovation

Opublikowano Luty 28, 2016 | przez lucky bastard

0

Nie wiem, czy to ja jestem pechowy, czy w naszym kraju to absolutny standard, ale szeroko pojęta branża remontowa zdaje się stać na żenująco niskim poziomie. A właściwie ona już nie stoi, ona leży (najczęściej poprzez przedawkowanie alkoholu) i szoruje po dnie. Szykowanie sobie mieszkania przy użyciu rozmaitych fachowców to zadanie tak parszywe i wredne, że samo myślenie o nim może boleć. A przynajmniej tak było w moim przypadku.

Remont generalny wymaga zaangażowania wielu ekip. U mnie tak się akurat złożyło, że każda coś dokumentnie spierdoliła. Mniej więcej wyglądało to tak:

Specjalista od okien źle je pomierzył. A konkretnie jedno, co oczywiście wyszło dopiero przy montażu, po 6-tygodniowym okresie oczekiwania. Facet mimo wszystko próbował je jeszcze wpasować, kombinował na wszystkie strony, chciał nawet zmniejszyć otwór poprzez podniesienie parapetu, ale w końcu odpuścił. Zadzwonił tylko do szefa, a ten szczęśliwie spostrzegł, że ma na magazynie pasujący egzemplarz.

Nowe okno faktycznie pasowało jak ulał, ale… brakowało do niego klamki. Fachowiec miał kolejne zlecenie, więc zobowiązał się przywieźć ją w ciągu tygodnia. Kiedy w końcu to uczynił i zamocował klamkę, okazało się że w poziomy otwór wstawiono pionowe okno, które po otwarciu leciało człowiekowi na łeb. Według fachowca to jednak nie powinno przeszkadzać i był strasznie zawiedziony, kiedy uparłem się, by dostarczył mi towar, za który zapłaciłem.

Facet od cyklinowania podłóg nie poradził sobie z cyklinowaniem. Czegoś nie zabrał, coś mu przestało działać, podobno wypadek losowy. Sęk w tym, że robota, która miała potrwać jeden dzień, trwała dwa tygodnie. Wszystko więc się poprzesuwało, wypadłem z kolejki u kolejnych fachowców i musiałem na szybkości organizować przechowanie dla zamówionych wcześniej mebli. Cała robota skończyła się natomiast napierdalaniem wielką maszyną po 22, co doprowadziło do furii wszystkich nowych sąsiadów. A na koniec było po prostu brzydko – szpachla wychodziła, zostało wiele rys, a lakier został rozłożony nierównomiernie. Lepiej nie będzie – z rozbrajającą szczerością orzekł specjalista.

Dalej ekipa transportowa rozwaliła na klatce schodowej terakotę. Mimo huku, który musiał być słyszalny nawet w kilku sąsiednich blokach, panowie twierdzili, że to nie oni i że kafelek był rozwalony już wcześniej. Z kolei gazownik nieprawidłowo wykonał instalację gazową, co zostało podważone dopiero przez kontrolę ze spółdzielni. Rzecz jasna miało to miejsce kilka tygodni później, kiedy wszystko było wyszykowane i na nowo trzeba było brać się za brudną robotę.

Elektryk tak ogarnął instalację, że po dwóch dniach wysiadł prąd i nie dało się go przywrócić bez większej ingerencji. Hydraulik nieprawidłowo pociągnął rury, co oczywiście musiał później poprawiać. Natomiast inny hydraulik – ten od grzejników – zamówił zły model, z odpowietrzeniem w niedostępnym miejscu. Glazurnik stanął na wannie i rozwalił jedną płytkę, do czego się oczywiście nie przyznał, a facet od mebli przerysował swoimi formatkami wszystkie ściany, więc trzeba było jeszcze raz malować.

A specjalista od malowania oczywiście też swoje zepsuł. Nie zagruntował przy malowaniu, co wyszło kilka tygodni później, kiedy zamówiłem wielką naklejkę na ścianę. Działa to tak, że nakleja się grafikę na folii transportowej, przyciska do ściany i po paru chwilach zdejmuje samą folię. U mnie rzeczona folia zeszła wraz z połową ściany, a warta kilka stówek naklejka nadawała się tylko do wyrzucenia.

***

Przy takich doświadczeniach człowiek ma ochotę rzucić własne zajęcia i samemu nauczyć się fachu. Byle tylko nie obcować więcej z tym stadem nadętych, syczących i wrażliwych na swoim punkcie ekspertów. Takiemu to – mimo oczywistych błędów – nie można nawet zwrócić uwagi, bo się obrazi, zabierze sprzęt i wyjdzie w połowie roboty. Z nimi nie można też porozmawiać przed robotą na temat pieniędzy, bo nigdy nie wiedzą ile im wyjdzie. Jedyne, co są w stanie powiedzieć, to: „będzie pan zadowolony”. Tyle że to nigdy nie okazuje się prawdą.

A najśmieszniejsze, że tego typu specjaliści zazwyczaj witają się słowami: „rany, kto to panu robił?” Innymi słowy, to bardzo skrupulatni i dokładni ludzie, ale z małym wyjątkiem – tracą czujność, kiedy przychodzi im oceniać własną robotę…

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑