Najbardziej zakłamana liga świata. Akademicki futbol amerykański

Opublikowano Luty 8, 2016 | przez ZP

NCAA

Futbol amerykański, ulubiony sport jankesów. Wizytówką jest Superbowl, finał zawodowej NFL, który powoli zmienia się w międzynarodowy fenomen. Ale poza NFL jest też liga akademicka, „college football”, gdzie rywalizują ze sobą drużyny uniwersyteckie, a rozmach też jest gigantyczny: areny, na które chodzą dziesiątki tysięcy widzów. Warte setki milionów kontrakty telewizyjne, trenerzy opłacani kilkunastoma milionami dolarów rocznie… uniwerki potrafią wygrać rywalizację o szkoleniowca nawet z zespołami NFL. I w tym wszystkim sportowcy, którzy nie tyle zbierają ochłapy ze stołu, co muszą zadowolić się okruchami okruchów.

Dzieje się tak dlatego, że zawodnicy właściwie nie dostają żadnych pieniędzy. Owszem, mogą liczyć na stypendium, pokrycie kosztów (jak wiadomo, uniwerki w USA są płatne i nie kosztują mało), ale do ręki w sumie nic. Choć grają w meczach pokazywanych na ESPN w najlepszym czasie antenowym, choć w 2012 obroty tylko dziesięciu najlepszych drużyn wyniosły 800 milionów dolarów, choć Baylor własnie zbudował stadion za trzysta baniek, a Alabama na samą szatnię wydała dziewięć milionów, a wewnątrz ma nawet… coś na kształt wodospadu. Eksperci pytani, czy liga akademicka żyje w finansowej bańce, czy jest przepłacona, mówią – nie. Nic na to nie wskazuje. To wielki biznes, któremu wróży się tylko coraz większą popularność i sukces.

Alabama(1)

stadion Baylor

Powiecie – tak, o to w tym wszystkim chodzi, to rozbuchana do granic możliwości, ale rywalizacja uniwersytetów, więc wszystko jest cacy. Zawodnicy mają dobrą okazję do wypromowania się i pójścia w zawodowstwo, wszystko gra. Jest jednak inaczej: to diabelnie wymagający sport, a rywalizują pod taką presją, że nie ma mowy o łączeniu gry z nauką. Choćby chciał (choć po prawie większość nie chce, stawia tylko na futbol), to nie ma na to najmniejszych szans, nie pogodzi czasowo tak wymagającej dyscypliny sportowej, gdzie tyle samo godzin co na treningach musisz spędzać na odprawach taktycznych i siłowni. Sportowcy są więc zwalniani z zajęć, ich oceny wyciągane sztucznie tylko pod to, żeby mogli dalej grać – nie ma to większego sensu. Oszustwa oswojone byle tylko iluzja amatorskości mogła trwać.

Iluzja, która oczywiście wspaniale sprawdza się dla szefów. W najlepszych sportach płace zjadają znaczną część budżetu, nawet 70-80% – pozbawieni takiego bagażu szefowie NCAA oraz drużyn pływają w forsie. Dlatego tak się bronią, nie chcąc oddać choćby najmniejszego kawałka tortu, bo wiedzą, że to może być początek rewolucji – kamyczek, który zapoczątkuje lawinę. Nawet gdy mówi się więc o powiększaniu stypendiów, jakich śladowych zarobkach, w żaden sposób nieprzystających do zarobków gwiazd na miarę popularności ligi – jest to ucinane.

Zawodnicy, owszem, mają szansę na angaż w NFL, ale przecież wszyscy tam nie trafią, tylko najlepsi. Inni natomiast nie mają nawet szansy na plan B, a więc naukę na uniwerku, bo nie ma na to czasu. Swoisty paradoks: jeśliby się jakimś cudem uczyli, poświęcali na to wiele godzin, a nie przebili się do NFL, to potem mogliby sobie wyrzucać, że nie zrobili wszystkiego aby tam się dostać.

Nie jest też wcale tak, że drużyna zarabia tak wiele, iż dzięki temu cały uniwersytet pływa w kasie. Zespoły są coraz bardziej niezależne, a więzy skomplikowane, ba, bywa tak, że inne sporty muszą… ustępować drogi, bo są problemu w futbolu. Wymowny przykład z Maryland: aby drużyna miała dość środków i co za tym idzie liczyła się w grze o trofea, usunięto osiem innych sekcji.

Podsumowując: niewolnictwo to mocne słowo, nie zamierzamy go używać – nikt do gry zawodników rzecz jasna nie zmusza. Ale fakt, że ta maszynka do zarabiania pieniędzy w tak oczywisty sposób pomija grupę najbardziej narażoną na osobiste szkody, jest ciężki do zaakceptowania…

PS. Łapcie frekwencję z meczów NCAA. Rzuca na kolana.

tabela

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑