Najgorsza polska reprezentacja XXI wieku – drużyna koszykarzy

Opublikowano Wrzesień 8, 2013 | przez Dżordż

lampgprt

Kiedy na mundialu w Korei Południowej i Japonii ośmieszał nas portugalski konus Pauleta, miałem nadzieję, że oto oglądam najgorszą polską reprezentację XXI-wieku. Wierzyłem, że za mojego życia nie będę musiał patrzeć na tak katastrofalną drużynę. Niestety, potem przyszedł rok 2008 i mistrzostwa Europy…

Ekipa Leo Beenhakkera zagrała o klasę gorzej od zespołu Jerzego Engela – gdyby nie Artur Boruc, te ciamajdy przegrałyby każde z grupowych spotkań czterema, pięcioma bramkami, taka prawda.

Oglądając ten turniej wiedziałem już, podobnie jak cały nasz naród, że w 2012 to my zorganizujemy Euro. Modliłem się wówczas żebyśmy za cztery lata nie wypadli gorzej niż w Austrii i Szwajcarii. I rzeczywiście tak się stało – jak dla mnie kadra Frania Smudy, mimo braku awansu do ćwierćfinału, spisała się w ojczyźnie nieco lepiej niż chłopaki notorycznie cuchnącego fajami Holendra. A skoro tak, to przeszło mi przez myśl, że może już nie będę musiał oglądać w żadnej dyscyplinie zespołowej tak kiepskiej Polski, jak ta z 2008 roku. W tym naiwnym przekonaniu trwałem do września 2013 roku, kiedy to rozpoczął się Eurobasket…

Nasi dzielni reprezentanci mieli być odkryciem tego turnieju, o czym… sami mówili. Marcin Gortat zapowiadał, że zlejemy Hiszpanów, a tak w ogóle to powalczymy o medal. Pozostali zawodnicy specjalnie nie odcinali się od tych deklaracji.

Wszyscy koszykarze uważali, że musimy coś ugrać, bo przecież naszym trenerem jest prawdziwy cudotwórca – Dirk Bauermann. Niemcy stawiają raczej na futbol i piłkę ręczną, a ten koleś i tak zdobył z rodakami medal mistrzostw Europy w koszykówce, więc prawdziwy z niego kafar – takie przekonanie panowało w naszym kraju.

Bauermann stał się w oczach naszych dziennikarzy i zawodników prawdziwym Bogiem. Panem nieomylnym. Nawet Beenhakker nie był tak hołubiony na początku swojej pracy w Polsce, kiedy to wpadał do nas jako były trener słynnego Realu Madryt. Wiem co piszę – i wtedy, i teraz byłem bardzo blisko polskiego sportu.

Już pierwszy mecz mocno nadszarpnął ten mit genialnego Niemca. Oto biało-czerwoni zostali zmasakrowani przez Gruzinów, którzy rzeczywiście są kapitalni, ale w produkcji wina, a nie grze w koszykówkę. Osłabieni brakiem dwóch kolesi z NBA rywale walczyli z takim zacięciem, jakby bronili Tbilisi przez najazdem wrogiej armii. A nasi liderzy? Marcin Gortat i Maciej Lampe nie byli nawet tłem dla przeciwników. Byli tłem tła.

Ok, ale jedna wpadka może zdarzyć się każdemu. Rozwalimy Czechów, poprawią się humory – taka panowała opinia po pierwszym meczu.

Nie wydawało się to specjalnie trudne zadanie – przecież w kraju Pepików w kosza grają najmniej utalentowani sportowcy, czyli ci, którzy nie załapali się na hokejową taflę i piłkarskie boiska. Niestety, trzeci odrzut pomarańczy czeskiej wystarczył na naszych gwiazdorów. Kiedy przegraliśmy spotkanie nr 2, stało się jasne, że jedziemy do domu.

No ale może zanim wrócimy do kraju, pokażemy jeszcze charakter – myślałem nieśmiało. Nic z tego. Najpierw będący na tych mistrzostwach w przeciętnej formie Chorwaci zlali nam dupy. Strach pomyśleć, jak mocno by nam wpieprzyli, gdyby mieli w składzie zawodników na poziomie dawnej gwiazdy NBA Toniego Kukoca.

Prawdziwa masakra odbyła się jednak dziś. Nie wiem, czy ktoś życzliwy przetłumaczył Hiszpanom, co przed Eurobasketem mówił o nich Gortat, ale faktem jest, że południowcy wyszli na nas na pełnej kurwie, po czym zniszczyli zespół Bauermanna. Takiego wpierdolu to nie dostała nawet drużyna Smudy, kiedy Iniesta, Xavi i spółka ograli ją 6:0.

Szczerze to nie zdziwię się jeżeli po tym spotkaniu Barcelona wymówi Lampemu kontrakt. A władze NBA wydadzą oświadczenie, w którym wyraźnie zadeklarują, że dla Gortata nie ma miejsca w ich lidze.

Cała ta nasza kadra, może poza weteranem Michałem Ignerskim, to jakaś parodia. Dwugłowy potwór (Lampe-Gortat) miast budzić strach całej Europy, wywoływał rozbawienie. Do śmiechu doprowadza też gra Łukasza Koszarka, naszego playmaykera. Uroczyście przyrzekam, że już nigdy nie będę się nabijał z najgorszych nawet środkowych pomocników piłkarskiej kadry. Każdy z nich wygląda przy wspomnianym rozgrywającym jak nadczłowiek.

Moim skromnym zdaniem, Koszarek mógłby zakończyć karierę i zająć się aktorstwem – z racji podobieństwa do Piotra Adamczyka mógłby zostać jego dublerem czy coś. A całą tą reprezentację powinno się rozwiązać. Dlaczego? Odpowiedź dał dziś na swoim Twitterze Krzysiek Stanowski: „Nie powinniśmy rywalizować w sportach, którymi interesuje się więcej niż 7 krajów na świecie. Sprawdzone”.

Amen.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑