Najlepszego, panie Bohdanie! Oby dane panu było skomentować wygraną Polaka w Wielkim Szlemie

Opublikowano Sierpień 10, 2013 | przez ZP

bohdan

Gdy słyszę „halo, tu Łymbledon”, za każdym razem myślę sobie, że to niesamowite, iż ponad 90-letni facet zamiast srać pod siebie i jeść papkę w domu starców, siedzi przed mikrofonem i daje czadu. Tak, uwielbiam Bohdana Tomaszewskiego.

Większość moich znajomych, tenisowych fanów, na niego psioczy. Nie podoba im się sposób, w jaki mówi ani to, jak analizuje grę. Ich zdaniem dziadek powinien pielić w ogródku kwiaty, a nie gadać do milionów ludzi.

Zawsze kiedy  marudzą na Tomaszewskiego, staję w jego obronie. Wykłócam się o pana Bohdana na maksa, ponieważ dla mnie jest fenomenem. Nie interesuje mnie to, że czasem nie nadąża za akcją. Gdzieś mam, że zdarza mu się wypowiadać lekko niewyraźnie. To wszystko jest nieważne wobec faktu, że ktoś w tak podeszłym wieku zachowuje tak niebywałą sprawność umysłu. I klasę.

Uwielbiam te jego dygresje. Gdy nawiązuje do jakichś wydarzeń z lat 50., gęba cieszy mi się na całego. Myślę sobie wtedy tak: to niesamowite, że jest mi dane słuchać gościa, który przyjaźnił się z Leopoldem Tyrmandem. Który miał 18 lat kiedy wybuchła II wojna światowa, a mimo to nadal jest aktywny zawodowo! I to aktywny w sposób naprawdę imponujący – komentowanie tenisowego spotkania, które często trwa kilka godzin, wymaga naprawdę dobrej kondycji.

Uwielbiam te jego (staro)polszczyznę. Mówi w sposób wyważony, dystyngowany, jak prawdziwy, przedwojenny warszawiak. Kiedy tego słucham, mam wrażenie jakbym przenosił się w czasie. Świetne.

Uwielbiam te jego nienaganną prezencję. Kilka razy minąłem się z Tomaszewskim podczas tenisowych turniejów i w redakcji „Przeglądu Sportowego”. Za każdym razem byłem pod wrażeniem jego ubioru. Schludny, czysty, elegancki. Szpakowaty starszy pan od którego czuć klasę (od większości jego rówieśników raczej czuć moczem). Wygląda dokładnie tak fenomenalnie, jak na fotce do tego tekstu, choć naturalnie uroda już nie ta. Swoją drogą jak patrzę na pana Bohdana z dawnych lat, to myślę sobie, że musiał mieć u kobiet wcale niezłe branie. Coś tak czuję, że Hank Moody mógłby się od Tomaszewskiego z lat 50. i 60. uczyć jak działać na kobiety.

Od kiedy zacząłem pisać ten tekst, po głowie chodzi mi jedna myśl: żałuję, że panu Bohdanowi nie było dane skomentować sukcesu wielkoszlemowego naszego tenisisty. Wojciech Fibak był od niego dosyć daleko, Jerzy Janowicz całkiem blisko, Agnieszka Radwańska nawet bardzo.

Żadna z tych postaci nie sprawiła komentatorowi Polsatu olbrzymiej radości, jaka wiąże się z wygraniem turnieju w Australii, Francji, Anglii czy USA, ale nie ma co nad tym faktem specjalnie załamywać rąk – zarówno Aga jak i Jerzyk pograją jeszcze kilka ładnych sezonów, więc coś czuję, że Tomaszewski zdąży spełnić swoje marzenie. Nie wierzę, żeby ten twardziel przestał czarować przed mikrofonem przed setką, a więc jeszcze jakieś osiem lat pracy przed nim, w tym czasie nasi powinni coś tam ustrzelić. A właśnie, pan Bohdan obchodzi dziś 92. urodziny, stąd ten tekst. Najlepszego!

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑