Najsmutniejsze prawo świata, czyli ani popić, ani pojeść

Opublikowano Maj 27, 2014 | przez Gofrey

367240ae7ac5ff5a320ebff549d4d2bd

Lato nie sprzyja refleksjom, sprzyja za to chlaniu i wpieprzaniu nieprzyzwoitych ilości kiełbasy oraz innych grillowych rarytasów. Gdy spojrzymy na słoneczne dni w wielkich miastach, głębokie przemyślenia nasuwają się same. Wniosek, który ciśnie się na ustach po każdym ślicznym weekendzie – jakie my, kurwa jego mać, mamy okropne prawo.

Nie należymy do anarchistów, w redakcji mamy co prawda kilku wywrotowców, jak i zwolenników dość swobodnego interpretowania kodeksów karnych i innych, równie groźnych notek, ale zasadniczo ufamy, że prawa są dość przydatnym wynalazkiem. Niestety, co lato przekonujemy się, że część z nich ma na celu wyłącznie trzymanie Polaków w nastroju cierpiętnictwa i wiecznego niezadowolenia, a konsekwentne przestrzeganie restrykcyjnych zakazów to nic innego jak sabotaż.

Jakie prawa powinny zostać dopisane do wszystkich możliwych „kart człowieka” i tym podobnych dokumentów? Pierwsze: prawo do prawilnego, uczciwego i relaksującego piwa w cieniu parkowych drzew. Przepraszamy, ale nie przekonacie nas, że zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych chroni dzieci przed jego zgubnym wpływem, nie przekonacie nas też, że mandaty wlepiane licealistom dają im nauczkę na przyszłość, a zawijanie studenciaków pod wpływem przyczynia się do rozwoju polskiej nauki. Nie, piwo było, jest i będzie pite, bo ludzie nie potrafią odmówić sobie zroszenia gardła tym trunkiem w te przeklęte upały.

O ile jednak zakaz spożywania alkoholu da się jeszcze jakoś logicznie wybronić promocją nałogów czy innym podobnym mykiem, o tyle – kto wie, może nawet bardziej irytujący – zakaz organizacji grillów pod pretekstem „zakłócania porządku” jest zwyczajną złośliwością. Teoretycznie nie jest zakazane, ale spróbuj takie coś rozpalić w mieście… Strażnicy Teksasu alias „Straż Miejska” z pewnością znajdą paragraf, by uniemożliwić ci spokojne przetrawienie kaszanki. Zresztą, z drugiej strony, nawet jeśli nie dopieprzą się do grilla, to i tak nie przymkną oka na towarzyszące mu zazwyczaj napoje. Tu więc wracamy do punktu wyjścia…

Koniec końców efekt jest taki, że w mieście znajduje się wąziutkie grono osób zrelaksowanych i wypoczętych, które spędziły weekend na działce wpieprzając kiełbaski i popijając piwo oraz ogromna grupa frustratów, którym pozostał schab i rosół przy szklance kompotu, zamiast rajskiego wypoczynku w jednym z parków.

Ech, gdyby tak można było zrobić grilla z piwkiem tuż pod blokiem i pozdrawiać przechodzące literki prawa uniesieniem kufla… Chyba nawet frekwencja w eurowyborach poszybowałaby wysoko w górę, o nastrojach wśród rodaków nawet nie wspominamy.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑