Najwięksi hardcorowcy w grach i ich osiągnięcia

Opublikowano Październik 16, 2014 | przez lucky bastard

geek

Trudno dziś znaleźć kogoś, kto nigdy nie był zapalonym graczem. Kto nie zarywał nocek dla jakiejś konkretnej gry, a na koniec nie chciał pochwalić się swoim osiągnięciem. Przyjrzyjcie się jednak, czego potrafili dokonać niektórzy hardcorowcy. To szczyty jeśli chodzi o wirtualne podboje, ale z kategorii takich, że właściwie zastanawiasz się nad zdrowiem psychicznym stojących za tymi osiągnięciami. Zapraszamy.


Call of Duty. Prawie każdy tłukł kiedyś w tę czy inną wersję z serii. W rzeczonym przypadku chodzi o jedną z nowszych gier i rozgrywkę multiplayer. Otóż legendą jest tu gracz o nicku „only use knife” i jak sama nazwa wskazuje, posługuje się tylko nożem. W świecie gry, gdzie każdy uzbrojony jest po zęby, on cały czas biega z tasakami.

I jest w tym nieprawdopodobnie dobry. Doszedł do takiej perfekcji, że rzuca nożem na odległość, nie tylko po prostej, ale np. z jednej części planszy na drugą. Nad murem, nad innymi przeszkodami, po wyskoku – obojętnie, zwykle i tak trafia. Ma już podobno 30.000 wirtualnych ofiar na swoim koncie.

 

W Skyrim też znaleźliśmy podobnego hardcorowca, a może nawet większego. Ten już w ogóle nie bawił się w żadne bronie, wszystkich rozpieprza gołymi dłońmi.

Tak jest, wychodzi z samymi rękami na niedźwiedzie i wygrywa! Bije się z gigantami, tłucze z wilkami, z kim się tylko da.

 

Uff! Po tych psychopatach czas dla odmiany na największego pacyfistę w historii gier. W World of Warcraft zabijasz już od pierwszej misji. Możesz walczyć z potworami, możesz z innymi graczami, ale zasada pozostaje jedna: siecz, tłucz, rąb. Dlatego trzeba docenić fakt, że gracz Noor osiągnął najwyższy poziom w grze… nie zabijając nikogo.

Jak to zrobił? Cóż, są misje, w których trzeba coś przynieść, zanieść, z kimś porozmawiać. Dostajesz też punkty doświadczenia za szeroko pojęte zbieractwo materiałów, potem przekuwanie ich w mocne przedmioty. Da się osiągnąć najwyższy poziom, tylko potrwa bardzo długo: w przypadku tego gracza, dwa lata. Bez żadnej walki, czyli dla większości: nuda.

 

Czas na strategów, tu też zawsze znajdą się ciekawe scenariusze. Na pewno kojarzycie Civilization, to przecież jedna z najbardziej kultowych serii strategicznych. Zaczynasz jako plemię, a potem możesz grać ile ci się podoba. Nie ma limitu czasowego, ale dajcie spokój, ile można?

Otóż najwyraźniej bardzo długo. Użytkownik Lycerius grał przez dziesięć lat jedną partyjkę Cywilizacji 2. Doszedł do roku 3991, a świat w tym czasie zmienił się w piekło.

– bieguny stopniały wskutek wojen nuklearnych. Tylko w dawnych górach mieszkają jeszcze ludzie.

– Nie ma dużych miast. Wymarło 90% populacji. Ludzie głodują, bo większość pieniędzy idzie na zbrojenia.

– Zostały trzy „mocarstwa” na świecie, które są w stanie wojny od 1700 lat. Broń nuklearna w użyciu na okrągło. Demokracja nie istnieje.

To tylko gra, jasne, ale ciekawe, prawda? Jak to się wszystko potoczyło. Apokaliptyczny scenariusz.

 

W powyższym przypadku w dużej mierze mechanika gry dała taki a nie inny obraz wirtualnego świata. Ale gracz Vincent Ocasla minął się z powołaniem, najwyraźniej powinien  być bowiem imperatorem.

Co zrobił? Cóż, przeszedł Sim City 3000. Choć tej gry… nie da się przejść, bo to otwarty symulator. Twórcy nie przewidzieli jednak, że trafi się ktoś taki jak Ocasla, a ten stworzył – według prawideł gry – miasto optymalne, idealne. Największe, jakie tylko może być, mające sześć milionów mieszkańców. Nazwał je „Magnasanti”.

To nie była partyjka wieczorami, planował budowę wirtualnego miasta miesiącami, używając zaawansowanej matematyki, obliczeń itd. Wyszła z tego niezła antyutopia: w Magnasanti nie ma dróg, szpitali, szkół, straży pożarnej. Nie ma żadnych miejsc rozrywki, jest bardzo wysokie bezrobocie oraz skażenie powietrza. Nikt z mieszkańców się jednak nie buntuje, bowiem jest tak wiele doskonale wyszkolonej policji, że trzyma ich ona w szachu. Ludzie są ogłupieni, mają słabe zdrowie, żyją w mieście policyjnym.

Tak wygląda wirtualna antyutopia Sim City 3000. W ogóle, poza naszym pacyfistą, każdy z powyższych przypadków nieco psychiczny, nie sądzicie?

 

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑