Największy brudas świata nie mył się 60 lat. Niestety, ale niektórzy zaczynają do niego równać

Opublikowano Styczeń 21, 2014 | przez Pato

hardcore

Uwielbiam takie newsy. Pierdółki o grubasie z Wielkiej Brytanii, który dla miłości schudł 273 kilogramy albo totalny odjazd o nastolatku, mającym manię wdychania pieluch nasączonym moczem. Życie to jednak pisze najlepsze scenariusze. Czytam i nie wierzę. A teraz jeszcze to – facet z Iranu, który nie mył się od 60 lat…

Amou Haji – zapamiętajcie te personalia. Człowiek-ikona, jedyny w swoim rodzaju. Prawdopodobnie pierwsza osoba, która przez sześć dekad nie poznała mydła. Przeczytałem o tym w „The Mirror” i uznałem, że to historia warta przytoczenia. Facet pali w fajce suszone odchody zwierząt i śpi w dziurze przypominającej grób. Podobno kiedyś starał się poznać żonę, ale żaden serwis randkowy nie przyjął jego aplikacji.

Próbował nasz Haji różnych tricków, ale od widoku wody dostał alergii. Stwierdził, że odtąd dbać będzie jedynie o włosy i gdy tylko robią się za długie przypala je płonącym kijem. Z marzeń o żonie zrezygnował. Ma 80 lat i nigdy nie ruchał.

Dlaczego o tym piszę? Bo lubię absurdy, a ten jest z serii hardcore. Po drugie – gdy już miną głupie śmiechy, zacznie się refleksja. O myciu.

Żaden z nas oczywiście nie ma znajomych, którzy przez 60 lat będą mieszkać w jaskini i wpieprzać gówno jeżozwierza, ale problem z higieną jest i trzeba o nim mówić. Brudasy coraz częściej zajmują przestrzeń publiczną. Co gorsza – nie wstydzą się tego. Znam studentów, którzy śmieją się, że chodzą piąty dzień w tych samych skarpetach. Znam dziewczyny, leżące cały tydzień w łóżku w tej samej, wypoconej od seksu koszulce. Śmierdzą jak Jenna Jameson po pięciogodzinnym nagraniu. Oglądają popołudniami głupawe sitcomy. Raz na jakiś czas podnoszą dupę z wyra tylko po, by wyjść do toalety i oczywiście nie spuścić za sobą wody.

To już naprawdę robi się męczące. Na Wyszło ukazywały się już teksty o tym, że jesteśmy narodem śmierdzieli, ale ta sytuacja jest tak nagminna, że trzeba o tym przypominać. A historia o największym brudasie świata jest ku temu dobrą okazją.

Dezodorant. Mydło. Żel pod prysznic. Podstawowe trio, które pozwala nam iść w przeciwnym kierunku niż klejący się Amou Haji. Rzeczy tak proste, że aż głupi pisać tak prostacki tekst. Przypominać o tym, co każdy powinien wyssać z mlekiem matki. Niestety, ale jak słyszę historie o współlokatorach podcierających tyłek gazetą, to najchętniej poczęstowałbym ich maczetą.

To nie średniowiecze, ani nie XIX-wieczne pole bawełny. A jednak zdarza się. W środku Europy, w stolicy Polski. W pracy, w tramwajach, w pubach. Na najbardziej prestiżowej uczelni – też. To niesamowite, ale często ławy zajmują tam ludzie, którzy jeszcze nie nauczyli się, że po wyjściu z toalety myje się ręce…

Jak mawiał Paulo Coelho – wchodząc w gówno, nie dziwcie się, że śmierdzi.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑