Naleśniki nową pizzą? Kulinarne zagadki HollyŁódź

Opublikowano Lipiec 30, 2013 | przez Gofrey

pozytywka

Podejrzewam, że podobna sytuacja ma miejsce w całym kraju, ale zawężę swoje przemyślenia do terenu jednego miasta na samym środku naszego urokliwego państwa. Otóż w Łodzi dostrzegam dziwną tendencję, której nie byłyby w stanie przewidzieć nawet najtęższe analityczne umysły tego świata. Nikt już nie pamięta, kto oddał pierwszy strzał. Nikt już nie pamięta, kto zaczął. Kto pierwszy wycelował broń w stronę pulchniutkiego placka rozszarpując go na drobne kawałki i zastępując plackiem… cienkim.

Może to zbyt śmiałe stwierdzenie, może wręcz głupota, wysnuta na podstawie ledwie kilku pojedynczych przykładów, ale odnoszę wrażenie, że część rynku kulinarnego dotychczas zagospodarowana przez pizzerie padła obiektem bestialskiego ataku inwazyjnie wyrastających w całym mieście… naleśnikarni. Zaczęło się – jak mniemam – całkiem niewinnie. Ot, taki łodzianizm – na pizzę mówiliśmy i mówimy „placek”.

– Chodźmy na placka – padało na ulicach Bałut i Śródmieścia częściej, niż „smacznego”, częściej, niż „dziękuję”, kto wie, może nawet częściej, niż „e-oBRY”, które w tych stronach stosuje się zamiennie ze zwyczajowym „dzień dobry”.

Wtedy chyba musiał tu wpaść ktoś, kto nie był świadomy. Ktoś spoza. Ktoś, kto w normalnych okolicznościach spotkałby się z ostracyzmem i odrzuceniem, a następnie wyodrębnieniem od grupy. Pojawił się ktoś, kto zrozumiał wszystko dosłownie i stwierdził, że w mieście brakuje placków. Takich placków-placków, nie placków-pizz.

Otworzyła się pierwsza, druga, trzecia naleśnikarnia, a każda z nich oferuje nie tylko znakomitą jakość wykonania potrawy, ale i szeroki wachlarz dostępnych dodatków oraz sosów. Jak bliźniak pizzy, tylko z większymi możliwościami wariowania, z większą ambicją poszczególnych kucharzy, by czymkolwiek się wyróżnić, chyba nawet z nieco lepszymi cenami.

Ciasto szpinakowe, zwykłe, smak na ostro, na słodko, na słono. Naleśniki wegetariańskie, mięsne, z owocami, z sosem, z polewą, z Nutellą, a nawet z wiórkami kokosowymi. Jakby wyparcia pizzy było mało, naleśniczki planują też inwazję na gofry pozbawiając ich szans już na wstępie, dzięki łączeniu smakowitych dodatków w postaci bitej śmietany czy wiórków kokosowych z o wiele przyjemniejszym dla podniebienia ciastem naleśnikowym w miejsce zwyczajowego suchego i kruchego gofra. Tajny zrzut spadochronowy kilku wybitnych jednostek zamienił się już we frontalny atak – nowe miejscówy gwarantujące to smażone cudo wyrastają jak puste puszki po juwenaliach, a każda z nich oferuje coraz bardziej wymyślne naleśniki.

Główne przewagi naleśników nad pizzą? Po pierwsze – bywają tańsze. Po drugie – nie powodują wyrzutów sumienia nieodłącznie związanych z wpieprzaniem tuczącej pizzy. Po trzecie – nawet jeśli nie są szczególnie zdrowe i dietetyczne – na tle pizzawki wyglądają na typowe danie fit. Po czwarte – mogą być podawane na słodko. Po piąte wreszcie – są nowe, smaczne i jeszcze w miarę oryginalne, więc skutecznie przyciągają uwagę.

By tekst był pełen, lista najlepszych łódzkich naleśnikarni (choć tak naprawdę jeszcze nie byłem w słabej).

1) Pozytyvka przy Grand Hotelu – świetna atmosfera, miła obsługa, dużo smaków.

1a) Naleśniczówka, Nowomiejska – inny, trochę bardziej domowy klimat, równie miła obsługa i podobna dowolność w wyborze składników, nieco taniej, niż w Pozytyvce, ale nieco odbija się to na „estetyce” miejsca (adnotacja: najczęściej odwiedzana przeze mnie naleśnikarnia, Gofrey approves)

1b) Zapiekarnia i Plackolandia – w sumie częściej obracam tam zapiekany, naleśników jest mało i nie są tak wybitne jak słynne na całą Łódź zapieksy, ale czułbym się źle pomijając pierwszą miejscówkę, w której zajadałem się naleśnikami.

***
Ludzie polecają jeszcze Manekina, ale nigdy tam nie byłem. Jakieś opinie?

foto: www.gazeta.pl

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑