Narkoman, błazen, detektyw, superbohater. Wszystkie twarze Roberta

Opublikowano Kwiecień 29, 2013 | przez ZP

downeyglowne

 

– Zapalisz ze mną trawkę, synu? – Chętnie, tato. A co to takiego? – Zobaczysz, posmakuje Ci.

Jeśli wierzyć amerykańskim dziennikarzom mniej więcej do takiego dialogu doszło między Robertem Downeyem jr, a jego ojcem, gdy gwiazdor miał… osiem lat. Normalne dzieciaki w tym wieku bawią się resorakami i klockami. Mały nowojorczyk w 1973 roku był daleki od tego typu uciech. Zamiast klasycznych zajęć dla dzieci, jarał jointy. I słuchał z rodziawioną gębą opowieści staruszka-artysty o filmie i teatrze.

Narkotyzowanie się weszło mu w krew tak bardzo, że o mało co nie zszedł z tego świata. W drugiej połowie lat 90. Downey jr, wtedy już zaprawiony w bojach heroinista, przedawkował. Nie raz i nie dwa. Jechał z koksem tak ostro, że ostatecznie wylądował w więzieniu, w którym spędził łącznie pół roku. Robert miał wtedy opinię zdolnego gówniarza, który znakomicie zagrał Charliego Chaplina (nominacja do Oscara), a potem zniszczył swoje życie.

downeyChaplin

Wielu widziało w nim kolejnego Kurta Cobaina czy Rivera Phoenixa. Fani, producenci i znajomi każdego dnia byli przygotowani na to, że w wiadomościach ukaże się informacja typu: Downey jr nie żyje. Aktora znaleziono martwego w jego domu w Los Angeles.

Nic takiego się nie stało. Zamiast tego światło dziennie ujrzał inny news: Iron Man 3 z Robertem w tytułowej roli rozkurwił kosmos. Film w pierwszy weekend wyświetlania go w 42 krajach świata zarobił 195 mln dolarów! A to zapewne początek finansowego eldorado – obraz nie ukazał się jeszcze w USA i Chinach.

Seria o marvelowskim bohaterze to znakomite efekty specjalne. To błyskotliwe dialogi. To zawrotne momentami tempo akcji. Ale przede wszystkim to mistrzowska kreacja Downeya jr. Jestem pewien, że bez niego cykl nie byłby takim hitem – trzy części przyniosły już dochód w wysokości ponad miliarda zielonych!

downeyIron

To nie jest tak, że w rolę Tony’ego Starka mógłby się wcielić każdy znany aktor koło pięćdziesiątki. Johny Deep, Nicolas Cage,  Will Smith – to wszystko rozpoznawalni, bardzo zdolni goście, ale nie wierzę, że byliby w tej konkretnej roli tak kapitalni, jak Robert. On po prostu ma to coś: kiedy trzeba jest w Iron Manie prowokujący, bezczelny, kiedy sytuacja tego wymaga, Stark przemienia się w czułego, wrażliwego faceta. Mistrzostwo świata. Zresztą nie pierwsze i nie ostatnie w wykonaniu Downey’a jr.

Dla mnie ten gość nie grał Chaplina – on był Charlim. Nie wiem, ile godzin spędził na przygotowywaniu się do roli, ile filmików z wąsatym bohaterem dawnych lat obejrzał, ile wywiadów z nim przeczytał, ale udało mu się go odtworzyć kapitalnie. Zresztą podobnie jak Sherlocka Holmesa. Pamiętam swoją pierwszą reakcję kiedy usłyszałem, że Downey jr zagra błyskotliwego detektywa. To było coś w stylu: fuck, nie. Zajebisty aktor, ale nie podoła. Nie ta bajka.

downeysherlocjk

Po dziesięciu minutach w kinie w myślach kpiłem sam z siebie. Robert z Judem Law stworzyli jeden z najfajniejszych męskich duetów w filmie w XXI wieku. Byli dobrani idealnie, jak Flip i Flap. Zarówno na pierwszej, jak i na drugiej części wyłem ze śmiechu. Jak dla mnie panowie wykreowali Holmesa i Doktora Watsona na nowo, a wszystko to dzięki nadaniu im komediowych, momentami groteskowych cech.

Tak sobie myślę, że Amerykanin nie byłby tak znakomitym fachowcem, gdyby nie przeżył tych wszystkich upokorzeń związanych z ćpaniem. Że właśnie osiągnięcie dna pozwoliło mu odbić się od niego bardzo mocno, zupełnie jakby miał na sobie kostium Iron Mana, a następnie wylecieć bardzo wysoko w górę. W Nowym Jorku mawiają: the sky is the limit. Te słowa absolutnie tyczą się Roberta. Dużego chłopca z głową w chmurach, który dzięki swojej wyobraźni zachwyca miliony ludzi na całym świecie.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑