Nasze przewinienia to wina genów. Panowie, jesteśmy uratowani!

Opublikowano Listopad 2, 2013 | przez MB

happy

Bliżej nieokreślone badania amerykańskich naukowców częściej bywają przedmiotem popkulturowych żartów i elementem konwencji niż wiarygodnym źródłem wiedzy o świecie i człowieku. Jednak wyniki testów sprzed kilku miesięcy radzę wziąć sobie głęboko do serca, ponieważ w kryzysowych sytuacjach mogą ocalić skórę niejednemu z nas.

Skok w bok? Żaden problem. O naszym pociągu do nowych partnerów seksualnych decyduje wazopresyna (dziwka!). Nie żadna tam słaba wola. To nie tak, że każdy facet to świnia i musi zaliczyć na wyjeździe. Niektórzy z nas mają niski poziom wazopresyny w organizmie. To tzw. hormon wierności, który utrzymując się na odpowiednio wysokim stopniu, pozwala pamiętać nam jak dobrze czujemy się w stałym związku. Niestety, żaden mężczyzna nie jest w stanie tego kontrolować i niestety nie każdy ma go odpowiednio dużo. Wszystko uwarunkowane jest genetycznie. Natura złośliwa…

Istnieje bowiem również coś takiego jak DRD4, czyli inaczej gen zdrady. Jest odpowiedzialny za gotującą się i buzującą w męskim organizmie dopaminę. Ta z kolei równoznaczna jest z silnym odlotem w trakcie dymania. Oczywiście największy haj odczuwalny jest w trakcie pierwszego aktu niewierności. Z każdym następnym odlot jest mniejszy, dlatego samiec coraz częściej szuka kolejnych szparek.

DRD4 to tak wielki skurwiel, że nie dość, iż poniekąd uzależnia naszego kutasa (i przy okazji nasz mózg) od adrenaliny związanej z pukaniem gdzie popadnie, to w dodatku wyłącza racjonalne myślenie. W praktyce oznacza to, że uwodzony i nakręcany przez laskę facet, stopniowo wyłącza się. Nie myśli, nie kalkuluje, nie analizuje. Pała staje i zaczyna swój marsz. Dlatego zdradzona dziewczyna zamiast rzucać obelgami w kierunku swojego chłopaka, powinna bezpośrednio zwrócić się do fallusa. Istnieje duża szansa na to, że podstawiony pod ścianą chłystek nie będzie miał lepszego wytłumaczenia niż „nie mam pojęcia jak do tego doszło”.

Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście pierwotna natura gacha, jako reproduktora i buhaja, którego jedynym życiowym celem jest przedłużenie gatunku.

Jednak nie tylko z seksem wiąże się większość kwasów między partnerami. Drugim powodem jest alkohol. Ale i tu amerykańscy naukowcy śpieszą z pomocą, by usprawiedliwić wszystkich nadużywających.

Odpowiedzią na wszystko jest RASGRF-2. Nie wszyscy go mają, ale Ci, którzy już dostąpili tego szczęścia, odczuwają znacznie większy alkoholowy głód. I muszą go zaspokoić. Dlaczego? Ponieważ walenie shotów sprawia im przyjemność. Tak jak jedzenie czekolady albo oglądanie „Prawa Agaty”.

I tutaj ponownie wracam do dopaminy, którą śmiało można uznać za nasze największe nieszczęście. A że większość mężczyzn posiada jej aż w nadmiarze, więc alko sprawia nam niezwykłą wręcz przyjemność. Co więcej, nie chodzi tylko i wyłącznie o samo spożywanie alkoholu. Duże znaczenie odgrywają także okoliczności. Genetycznie uwarunkowane jest również picie alkoholu z przyjaciółmi. Czyli w kupie raźniej. Ot, tak zostaliśmy stworzeni.

Lecz akurat w trakcie tych badań uczeni trochę się zapędzili, ponieważ już teraz planują prace nad lekami, uwaga, blokującymi frajdę z wlewania w siebie wina. Wyobrażacie sobie, że laska dorzuca Wam takie ustrojstwo do bigosu?

Zamiast tego powinni szukać genu odpowiadającego za zażywanie narkotyków, częstą masturbację, oglądanie pornografii, bywanie w klubach ze striptizem i wciąganie niezdrowego żarcia.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑