Natalia Przybysz nagrała nową płytę pod tytułem „Prąd”. Mocno kopie

Opublikowano Listopad 27, 2014 | przez MB

prąd

Na sklepowych półkach pojawił się czwarty solowy album znanej z Sistars Natalii Przybysz. Płyta nosi tytuł „Prąd” i naprawdę elektryzuje.

Gdy zespół sióstr Przybysz zarządził pierwszą przerwę w działalności, Natalia nagrała dwie solowe płyty utrzymane w klimatach soulu, r’n’b i hip hopu. W 2013 roku odkryła jednak dla siebie bluesa i wzięła się za bary z repertuarem Janis Joplin. Podołała. „Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin” okazał się strzałem w dziesiątkę. Przybysz przedstawiła się słuchaczom jako artystka poszukująca i głodna wyzwań, zaprezentowała duże możliwości głosowe. Najprawdopodobniej też zakochała się w muzyce lat 60. i 70, bo płyta „Prąd” to kontynuacja drogi obranej na „Kozmic Blues”.

Muzycznie nowy album Natalii Przybysz to perełka. Jest zestawieniem bluesa, rocka, akustycznej ballady i folku. W brzmieniu jest jednocześnie amerykański i bardzo swojski. Tymon Tymański powiedział o nim, że to Jack White w kobiecym wydaniu i faktycznie sporo w tym prawdy. Słychać też The Black Keys i PJ Harvey. W kilku utworach wokalistka inspiruje się polskim rocknrollowym brzmieniem spod znaku Czesława Niemena, zespołu Breakout i Miry Kubasińskiej. Wokalnie jednak Przybysz nadal utrzymuje swój soulowy sznyt i nie robi z siebie na siłę hard rockowej laski. Podobnie jak w piosenkach Janis Joplin, to połączenie ponownie świetnie się sprawdza. Raz eksploduje wielką siłą, raz przyjemnie się snuje, raz przypomina blues-rockową wizję. Pod tym względem stylistycznie tworzyłaby doskonałą parę z Organkiem, o którym pisaliśmy już na łamach Wyszło. Zdecydowanie powinni coś razem nagrać.

Dla jakości „Prądu” równie istotny jest fakt, że Przybysz nie pitoli w tekstach. Nie smęci jak kurwa w deszcz, tylko opowiada prawdziwe historie. O niespełnionym uczuciu, o wielkiej miłości i o tym, że Polska jest piękna i że ma ciekawsze rzeczy do roboty, niż sprzątanie i gotowanie. Nie boi się śpiewać o seksie, orgazmach i swoich kompleksach. Jest szczera. W nowych utworach czuć dramatyzm osobistych przeżyć i żarliwość życia. Pod względem literackim Przybysz weszła na poziom niedostępny dla rzeszy polskich wokalistek.

Pod względem muzycznym zresztą też. Łączy style i konwencje. Z gracją odrestaurowuje stare brzmienie i gra na przekór modzie. Zdecydowanie jedna z najważniejszych płyt roku. Być może najważniejsza. Mocno kopie i porusza.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑