Nauka to potęgi klucz. Nawet 100 zł za godzinę korepetycji

Opublikowano Październik 7, 2013 | przez MB

korepetycje

W obecnej chwili rynek korepetycji może być wart nawet kilka miliardów złotych. Może, bo oficjalnie nigdzie nie figuruje. Istnieje w szarej strefie. Na nieopodatkowany hajs bezpośrednio do łapy chętni znajdą się zawsze. Zatem zamiast narzekać na brak gotówki, zastanówcie się w czym jesteście najlepsi i zacznijcie tego uczyć.

Statystki pokazują, że prawie 50 procent rodzin uzupełnia grafik swoich dzieci o zajęcia pozalekcyjne, a 16 procent opłaca kursy przygotowawcze. Więc albo polskie dzieciaki są tak głupie, albo polskie szkoły są tak fatalne (osobiście skłaniam się ku drugiej ewentualności). 350 zł – tyle przeciętnie rodzice wydają na dokształcanie swoich pociech.

Największym wzięciem cieszą się przedmioty ścisłe, takie jak biologia i chemia. Aż 30 procent maturzystów postanowiło wziąć z nich korki. Podobnie z matmą, która jakiś czas temu wstrząsnęła swoją obecnością na maturze w postaci przedmiotu obowiązkowego. Podobno zawstydzająco łatwa, ale i tak przerażająca.

Nauczyciele i profesorowie tak duże zainteresowanie korepetycjami tłumaczą pędem do wiedzy. Takiego wała. Podczas całej swojej kariery edukacyjnej nie poznałem nikogo, kto chętnie dymałby na lekcje rozszerzające z polskiego albo geografii. Wszystko rozbija się o złe przygotowanie, złe prowadzenie przedmiotów w placówkach oświaty oraz nadgorliwość rodziców, którzy żyją w przekonaniu, że ich dzieci powinny być najlepsze we wszystkim.

Godzina lekcji przedmiotów o popularności przeciętnej, takich jak historia albo WOS, stoi 30-60 zł. Dużo? Wcale nie. Za 60 min sam na sam z mistrzem fizyki płaci się zazwyczaj 50-80 zł. Dużo? Wcale nie. Za korki z chemii i bioli często buli się nawet okrągłą stówę.

W takim razie rachunek jest prosty. Za cztery godziny miesięcznie Mózg jest w stanie zgarnąć 400 zł. I to przy minimalnym nakładzie sił. Pracując osiem godzin, 800 zł itd.

Biznes jak marzenie. Wystarczy tylko trochę wiedzy i kilkoro mniej zdolnych nastolatków, by żyć jak Pan.

W tym kontekście powiedzonko powtarzane przez rodziców jak mantra, znajomo brzmiące „ucz się, ucz, nauka to potęgi klucz”, nabiera zupełnie innego znaczenia. Kto wie, być może gdybym za dzieciaka został postawiony przed perspektywą konkretnego zarobku dzięki znajomości całek, byłbym prymusem. Bo warto. Na pewnym etapie każdy dzieciak jest łasy na korzyści materialne. Zamiast swetra albo pary spodni woli dostać hajs i wydać go na chipsy i Snickersy.

Oprócz porzekadeł, pamiętne jest także narzekanie na zupełny brak sensu nauki pewnych rzeczy, gdyż nigdy nie przydają się w życiu. Rozwój „biznesu korkowego” udowadnia, że wcale tak być nie musi.

Chodzi oczywiście pogłoska, że taka zachęta psuje dzieciaka i przysłania mu prawdziwą wartość zdobywania wiedzy. Ale czy w procesie edukacji nie chodzi o to, żeby zapewnić sobie godziwą przyszłość? Czy podstawówka, gimnazjum, liceum i studia nie mają zapewnić w przyszłości porządnego szmalu? Oczywiście, że tak. 100 zł za godzinę? To dobry deal.

Uczymy się, żeby trzepać hajs. Jak nie można uczciwie, to trzeba kombinować. A debile szukający korepetytora znajdą się wszędzie. Nie trzeba za nimi długo chodzić, a, jak pokazują statystki, łatwo na nich zarobić.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑