nc+, czyli drogi kliencie mamy cię gdzieś

Opublikowano Maj 31, 2014 | przez Dżordż

 nc+_logo

Umowę z nc+ podpisałem między innymi dlatego, żeby móc oglądać regularnie Ligę Mistrzów piłkarzy ręcznych. Właśnie dziś, własnie teraz trwa Final Four, na który jednak nie mogę patrzeć. Nie dlatego, że nagle coś mi odbiło i uznałem, iż nie chcę, powód jest inny: w dziale obsługi klienta nc+ pracują nieudacznicy.

Pierwsze kilka tygodni „związku” z platformą cyfrową to była bajka: kanały odbierały jak ta lala, a zadowolony konsument, czyli ja, mógł delektować się przed telewizorem wydarzeniami sportowymi do woli. Niestety, jak to bywa w różnego rodzaju relacjach z czasem uczucie wygasło. A dokładniej: w tym przypadku niespodziewanie wygasł mi obraz. Coś się spieprzyło i nc+ nie chciało przez kilka dni przeskoczyć poziomu ekranu aktywacyjnego. Z początku myślałem, że wyłączyli mi telewizję ponieważ zapomniałem zapłacić, ale to jednak nie był powód.

Właściwie do dziś nie wiem o co chodziło, najważniejsze, że już po bodaj drugim telefonie do działu obsługi klienta udało się ten problem rozwiązać. Szczęśliwy z faktu, że znowu wracam do gry, zasiadłem w środowy wieczór wygodnie w fotelu z piwkiem w dłoni, zapiąłem pasy i odpaliłem któryś z Canali + co by obejrzeć mecz Lecha Poznań z Ruchem Chorzów.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy zamiast stadionu przy Bułgarskiej zobaczyłem biały napis na czerwonym tle „Aby wykupić ten kanał lub przy braku uprawnień zadzwoń pod numer telefonu (..)”.

Hm, no przecież moja umowa z nc+ przewiduje, że przez dwa lata – a nie dwa tygodnie – będę miał wszystkie możliwe Canale +, heloł. Pomny tego faktu, jeszcze spokojny, ale jakby już troszkę mniej, dzwonię do działu obsługi. Po wciśnięciu stu dwudziestu różnych cyfr nakierowujących mnie do odpowiedniego fachmana, po potwierdzeniu temuż człowiekowi swoich niemalże wszystkich danych, może poza PIN-em do karty, usłyszałem coś w stylu:

– Problem zostanie naprawiony jeszcze tego wieczora.

Otóż nie został ani tego, ani następnego. W czwartek nie przeszkadzało mi to zbytnio, w piątek już tak, ponieważ chciałem obejrzeć na Eurosporcie 2 mecze Rolanda Garrosa, a tak się niefortunnie składa, że poza Canalami + pozbawiono mnie właśnie tej stacji a także nSportu.

Chcieć nie chcieć znowu musiałem przejść proces łączenia się z działem obsługi, dla waszej wiadomości – czasem trwa to dłużej niż lektura „Procesu” Kafki. Naturalnie zanim wyłuszczyłem człowiekowi mój problem, musiałem przypomnieć swój e-mail a także numer telefonu bo – jak wiadomo – to jest w tej sytuacji najważniejsze.

– W ciągu godziny będzie pan miał pełen pakiet – taka była puenta mojej konwersacji z kolejnym geniuszem z działu obsługi.

Rzecz działa się po 12, chwilę potem wyszedłem z domu. Po 20 sprawdzam telewizję, Canalów oczywiście nie ma, podobnie jak całej reszty programów o których wspominałem.

Rad nie rad sięgam po telefon. Kiedy po kilku minutach oczekiwania próbuję – jeszcze w miarę cierpliwie – wytłumaczyć następnemu facetowi o co chodzi, pan przerywa mi i – a jakże by inaczej – pyta o numer telefonu i maila. W duchu dostaje szału, mam ochotę go zwyzywać, ale jakoś się powstrzymuję, tłumaczę sobie, że to nie jego wina, taka praca.

– Proszę wyłączyć dekoder, wyjąć z niego kartę, a następnie włożyć i podłączyć sprzęt ponownie do prądu. Wtedy wszystko się aktywuje – zapewnia mnie rozmówca.

Naturalnie tak się nie stało. Zdziwiony gość tłumaczy, że przełączy mnie teraz do działu technicznego, gdzie po raz enty wyjaśniam o co kaman, już naprawdę poirytowany, w końcu w piątek wieczór człowiek ma ciekawsze rzeczy do roboty niż niekończące się wiszenie na słuchawce.

Mężczyzna mówi, że sprawdzi co i jak i zaraz się odezwie, czekam kilka minut aż… połączenie zostaje zerwane. Naturalnie nikt do mnie nie oddzwania, kto by się człowiekiem przejmował, jestem w końcu tylko skromnym klientem.

Myśl o tym, żeby znów przejść cały proces weryfikacyjny budzi we mnie odruch wymiotny, ale cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Niestety, nie wytrzymałem. Nie jestem pierdolonym mistrzem zen, nie trenuję jogi, nie znam technik relaksacyjnych. Z tychże powodów zjebałem kolejnego gamonia, który dopytywał mnie o e-mail. Załamany swoim położeniem zagroziłem też, że jeśli do soboty rano nie włączą mi programów za które płacę, wypowiem umowę. Pan wysłuchał tego wszystkiego w miarę cierpliwie, a następnie kazał przełączyć mi się na kanał 11. Ponoć wtedy dział IT nc+ jest w stanie naprawić szkodę,w każdym razie gościu tak to tłumaczył.

– Ile to potrwa?

– Nie wiem proszę pana, ale na pewno dziś wieczorem wszystko będzie ok – mniej więcej coś takiego wypowiedział koło 21 ów chłopina, dokładnie nie pamiętam, nerwy odebrały mi już wówczas zdolność logicznego myślenia.

Niestety, kolejny pracownik działu obsługi zrobił sobie z mordy cholewę: kanałów nie mam oczywiście do teraz. Doprowadza mnie to do szału, ponieważ jak wspomniałem właśnie trwa turniej Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych na który ostrzyłem sobie zęby od tygodni. Ale czy kogoś w nc+ to obchodzi? Wątpliwe.

Klient zawarł umowę, klienta mamy gdzieś.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑