Nergal w „Gali”, Kuźniar w X Factorze, czyli upadłe autorytety

Opublikowano Maj 26, 2013 | przez MB

nergala

Polski show-biznes coraz częściej upomina się o prawdziwe autorytety w swoich dziedzinach. W teorii powinno oznaczać to podwyższenie medialnych standardów. W rzeczywistości osoby o niezbrukanej dotąd opinii poddają się regułom gry i robią z siebie idiotów.

Bez wątpienia największy blamaż zaliczyli Dawid Woliński oraz Marcin Tyszka. Jeden to znakomity projektant, drugi – uznany fotograf światowej sławy (trzaskał m.in. okładki dla „Vogue’a”).

Pierwszy krok w kierunku kompromitacji postawili w momencie dołączenia do składu jury Top Model, programu, którego poziom spokojnie można pozostawić bez komentarza. Drugim, siedmiomilowym, był tvn’owski show „Woli i Tysio na pokładzie”, gdzie wybitni przedstawiciele świata mody tarzali się w gównie hipopotama. Na własne życzenie zostali telewizyjnymi błaznami i pośmiewiskiem Internetu.

Tyszka wdaje się w pyskówki z celebrytami i chamsko komentuje ich ubiór, Woliński błyszczy świeżo wytyranym na siłce kaloryferem, zdjęcia dedykując Beyonce. Obaj tłumaczą, że robią to wyłącznie dla zabawy. Każda zabawa ma jednak granice. W tym przypadku zostały przekroczone te dobrego smaku.

W angażowanie prestiżowych fachowców celują programy typu talent show. Prym wiedzie zdecydowanie TVP 2, która do „Bitwy na głosy” oraz „The Voice of Poland” zatrudniła odpowiednio Tomasza „Titusa” Pukackiego, lidera metalowego Acid Drinkers, oraz Marka Piekarczyka, wokalistę legendarnego TSA. W tym przypadku mamy do czynienia z ewidentnym skokiem na kasę. Płyty gorzej się sprzedają, rynek koncertowy jest skostniały, a zarabiać trzeba. Pytanie tylko, czy warto to robić kosztem opinii niezależnych artystów, którzy dla polskiej muzyki zrobili tyle co Adam Małysz dla narodowego poczucia patriotyzmu?

Ani Titus, ani Piekarczyk nie są dobrymi jurorami. Zostali wpakowani w miejsce, w którym ewidentnie nie czują się komfortowo. A widz to widzi i się wstydzi.

W tej samej stacji zaistniał Nergal (Adam Darski). Jego osoba to jednak odrębny przypadek medialnej kompromitacji. Z Behemothem zaszedł najwyżej jak się da. Niezależnie od tego, czy się słucha takiej muzy, czy nie, przyznać trzeba, że to światowa czołówka. Zespół koncertuje w Stanach, Brazylii, Japonii, Wielkiej Brytanii, Australii i wszędzie sprzedaje w chuj płyt. Zasłużył na szacunek fanów, dziennikarzy oraz środowiska. Obecnie zasługuje na kopa w dupę. Groźny, wymalowany, oddający hołd Szatanowi muzyk pokazujący się w kolorowych pisemkach w towarzystwie Dody stracił uznanie z prędkością światła. Choć ponoć miłość nie jest kwestią wyboru. Za to okładki w „Gali”, promocje napojów energetycznych oraz wymądrzanie się w komercyjnych programach już tak.

Słynne farsy przypisać trzeba także opiniotwórczym dziennikarzom TVN-u. Jedna trochę starsza, druga całkiem świeża. Pierwszą edycję Big Brothera w 2001 roku poprowadził Grzegorz Miecugow. Dziennikarz już wówczas z imponującym dorobkiem zawodowym: wydawca „Wiadomości” TVP 1, współtwórca „Faktów” TVN, doradca marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego, szef zespołu „Zapraszamy do Trójki”. Na potrzeby ludycznej rozrywki został wioskowym kuglarzem nie mając pojęcia o takich zjawiskach jak spontaniczność i przebojowość. W formacie reality show pasował jak pięść do oka.

Podobnie jak kolega ze stacji Jarosław Kuźniar. Po drugiej edycji X Factora zrezygnował z prowadzenia programu. Sam czuł, że robi coś, co nie do końca jest zgodne z jego emploi. A wraz z nim męczyli się też widzowie.

Tego typu niepotrzebnych akcentów we wspaniałych biografiach jest jeszcze kilka. Maciej Maleńczuk w „Idolu”, Zyta Rudzka, Izabella Cywińska, Radosław Piwowarski w „Debiucie” (czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta ten program? Drugie miejsce zajął w nim Igor Kwiatkowski, lider kabaretu Paranienormalni), Marcin Szczygielski w „Chłopakach z taśmy”, Zbigniew Zamachowski w „Pytaniu na śniadanie”.

Jedynymi szanowanymi postaciami, które po uczestnictwie w medialnych przedsięwzięciach nie straciły honoru, są Jacek Cygan oraz Elżbieta Zapendowska. Można powiedzieć, że do „Idola” i „Must Be The Music” trafili jak dzik w szyszki. Zachowali klasę i autorytet, czego niestety nie da się powiedzieć o osobach powyżej.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑