NFL – liga, która odbiera zdrowie

Opublikowano Marzec 22, 2015 | przez MB

borland

Jeden sezon gry w lidze NFL wystarczył, by dwudziestoczteroletni Chris Borland zakończył karierę sportową. Swoją decyzję uzasadnił krótko: nie chcę trafić do szpitala. Mięczak? Tylko dla bezmózgich karków. Futbol amerykański to gra, która odbiera zdrowie.

Górna granica wieku dla zawodowego gracza NFL to trzydzieści pięć lat. Po wykonaniu ostatniego przyłożenia w życiu jest jeszcze piękny, młody, w dodatku bogaty i całe życie przed nim. Tyle tylko, że to życie wcale nie musi wyglądać kolorowo.

Trwałe urazy stawów skokowych, stawów kolanowych, obręczy barkowych, przeciążenia, ciężkie do wyleczenie skręcenia i wylewy wewnątrztkanowe to najpowszechniejsze kontuzje wśród sportowców uprawiających futbol amerykański. Gdyby jednocześnie można było zaliczyć je do najpoważniejszych, młody Borland prawdopodobnie nadal grałby w NFL i na lata stał się podporą zespołu San Francisco 49ers. Wbrew pozorom futbol amerykański nie jest najbardziej kontuzjogenną dyscypliną sportową. Mechaniczne uszkodzenia to dla zawodowców chleb powszedni i nie są w stanie złamać ambitnego i silnego chłopaka. Borland zanim ogłosił swoje odejście z ligi nie konsultował się z chirurgami a z… neurologami. Były już linebacker chce za wszelką cenę uniknąć urazów mózgu, które w NFL zdarzają się tak samo często jak zwichnięcia i nadwyrężenia.

Do wstrząśnień dochodzi w co drugim meczu (Borland w dzieciństwie zaliczył już dwa). Nic w tym dziwnego, w końcu praca futbolistów w dużej mierze polega na zderzaniu się głowami. Konsekwencje takiego zachowania są nieodwracalne i robią wielkie spustoszenie w organizmie zawodnika. Badania przeprowadzone na studentach amerykańskich uczelni grających w futbol amerykański wykazały na przykład, że mózgi zawodników po wstrząśnieniu cechuje gorsze o 25% funkcjonowanie obszaru odpowiadającego za pamięć i interpretację emocji . Historia sportu zna zaś co najmniej kilka przypadków, w których urazy mózgu kończyły się dla zawodników tragicznie. Za każdym razem przyczyną dramatu była encefalopatia (pod tym pojęciem kryją się wszelkiego rodzaju urazy mózgu skutkujące zaburzeniami zachowania).

duerson

Najsłynniejszy jest przypadek Dave’a Duersona, utytułowanego gracza Chicago Bears, New York Giants i Phoenix Cardinals. Gdy na dobre skończył ze sportem okazało się, że w jego pamięci pojawiły się spore luki, latami odczuwał kłujące bóle po lewej stronie głowy, zaczął widzieć niewyraźnie i miewać zmienne nastroje. Wystąpiły trudności z wysławianiem się i artykułowaniem podstawowych słów. Wymienione dolegliwości przyczyniły się do tego, że Duersonowi gorzej szło w życiu. Zbankrutował, rozstał się z żoną i popadł w długi. Potem totalnie się załamał i postanowił pożegnać się ze światem. W 2011 roku mając pięćdziesiąt lat Duerson odebrał sobie życie strzałem w klatkę piersiową.

Denver Broncos v Kansas City Chiefs

Być może na wyobraźnię Borlanda mocniej zadziałała historia Jovana Belchera, gracza Kansas City Chiefs. W 2012 roku defensywny zawodnik najpierw zastrzelił swoją dziewczynę, a chwilę potem przybył do ośrodka treningowego swojego klubu i popełnił samobójstwo. Świadkiem zdarzenia był m.in. trener Rome Crennel. Gdy doszło do tragedii Belcher miał dwadzieścia pięć lat, czyli zaledwie rok więcej niż Borland obecnie. W tym samym wieku był O.J. Murdock, talent drużyny Tennessee Titans, kiedy w 2012 roku zabił się we własnym samochodzie.

Były już gracz 49ers w swoim oświadczeniu stwierdził, że nie chce umrzeć młodo i spędzić życia na zderzaniu się głowami z wielkimi facetami, które może przekreślić całą jego przyszłość. Uznał, że sport oraz pieniądze, jakie mógł zarobić na grze, nie są warte tak dużego ryzyka (za najbliższy sezon miał zgarnąć pół miliona dolarów). Teraz chce poświęcić się nauce i uzupełnić swoje wykształcenie zdobyte na University of Wisconsin.

Nawet pomijając aspekt psychologiczny i wracając do obrażeń fizycznych, futbol amerykański niesie za sobą spore niebezpieczeństwo. W Stanach Zjednoczonych w rozgrywkach tylko na poziomie uniwersyteckim rocznie dochodzi aż do jedenastu zgonów na boisku. W rozgrywkach na poziomie NFL zdarza się ich jeszcze więcej. Najczęstszymi przyczynami są przeciążenia organizmu. Gracze doznają też urazów kręgosłupa lub, tak jak Eric LeGrand, gdy w 2010 roku niefortunnie zatrzymał rywala, zostają sparaliżowani od szyi w dół. Scena z „Męskiej gry” z Alem Pacino i Jamiem Foxxem, w której jeden z graczy Miami Sharks traci oko pod wpływem zderzenia z przeciwnikiem, również nie wydaje się wyssana z palca.

Rodzi się więc pytanie, czy futbol amerykański to gra dla prawdziwych mężczyzn i hardych twardzieli czy dla skończonych matołów, którym życie niemiłe? Chris Borland mając dwadzieścia cztery lata zdecydował, że odpuści sobie NFL. Zrezygnował z wielkiej kasy, sławy, darmowego koksu i gorących lasek na pstryknięcie palcami. Zagrał w klasyczne „za i przeciw” i podjął decyzję, po której jego umięśnieni kumple pewnie nadal stukają się w czoło. Ta decyzja przekreśla go jako sportowca. Ale prawdopodobnie ratuje jako człowieka.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑