Nie aktualizujcie niczego! Jak przyspieszyłem 10-calowego złoma

Opublikowano Lipiec 15, 2013 | przez Gofrey

Mam 10-calowy złom, który stanowi brakujące ogniwo między Amigą a nowoczesnymi laptopami działającymi z prędkością straży miejskiej widzącej pieszych śmigających na czerwonym świetle. Choć „brakujące ogniwo” to chyba zły zwrot. To jest coś w rodzaju hybrydy. Wygląda jak netbook, ale zachowuje się jak rozkapryszone dziecko taśmy magnetofonowej i Amigi składanej w piwnicy ze szwagrem.

Wkurwia mnie niebywale to powolne dziadostwo. Używam tego ustrojstwa wyłącznie do pracy, a pracuję głównie w biegu. Nie mam wówczas ani sekundy do stracenia na aktualizowanie do najnowszej wersji acrobat readera, na wysłuchiwanie co nowego ma mi do przekazania Avast i jakie świetne, świeże i innowacyjne funkcje przygotowała dla mnie Opera. Wszystkie powiadomienia wyłączam, jeszcze zanim się na dobre rozwiną. Myślałem, że kiedyś nawarstwienie zaległych aktualizacji będzie tak duże, że sprzęt wybuchnie, ale nie. Okazało się, że przynajmniej w przypadku wtyczki Adobe Flash notoryczne olewanie aktualizacji stało się błogosławieństwem.

Pewnego dnia, jak zwykle zagoniony, odpalam jakiś portal, niech będzie, że Onet. Normalnie zaatakowałoby mnie siedemnaście reklam, a zanim wszystkie wczytałyby się na tym sprzęcie, zdążyłbym zaparzyć sobie kawę, zjeść drugie śniadanie i odpisać na wszystkie zaległe smsy. I tu… szok. Sekunda, strona działa. Nic mi nie wrzeszczy do ucha, że telefon Sony to coś tam, a wodoodporny tablet jest mi równie niezbędny jak tlen do oddychania. Nie migają reklamy. Nie ma ruchu. Zużycie procesora zmalało, poznałem to po braku unoszącego się nad klawiaturą dymu. Coś jest nie tak – pomyślałem błyskotliwie, szukając przyczyny tak fenomenalnej prędkości wczytania najbardziej irytującej strony w Internecie czyli owego onetu właśnie.

I widzę w rogu – jest! To przyczyna mej awarii. Wtyczka Adobe Flash jest NIEBEZPIECZNA i wymaga aktualizacji. Niestety, bez niej żadna z reklam nie działa. To znaczy – nie działa, póki na nią nie kliknę. Okazało się bowiem, że wszystko dalej ładnie praży, tylko wczytuje się dopiero wówczas, gdy sam sobie tego zażyczę. Cóż, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek życzył sobie wyświetlania głośnych, fleszowych reklam na przedpotopowym sprzęcie.

Zlewając aktualizację wtyczki Adobe Flash uratowałem mój komputer przed nachalnymi reklamami, przed otwierającymi się bez mojego pytania materiałami filmowymi i tym wkurwiającym jak głos Senyszyn krzykiem „NIVEA to krem, którego potrzebujesz”.

Teraz onet wygląda tak:

 dobre

Podobnie jak każda inna strona atakująca mnie fleszowym gównem (ostatnio przoduje w tym Przegląd Sportowy, który potrafi pod artykułem o dopingu Gaya odpalić samoczynnie materiał filmowy na temat zgrupowania Wisły Kraków). Załatwiłem was wszystkich, synki. Nie aktualizujcie niczego i nawet pokraczne monstrum ASUS-a będzie działało jak złoto.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑