Nie chciała truć ludzi, więc ją wyrzucili. I jak w Polsce ma być normalnie?

Opublikowano Lipiec 5, 2015 | przez lucky bastard

11714521_882154558526551_1578626045_n

Dzieją się w naszym kraju rzeczy dziwaczne, niezrozumiałe, kuriozalne, ale niestety też po prostu przykre. Z tą historią mamy wyjątkowy problem, bo dotyczy kogoś, kto robił swoją robotę na więcej niż sto procent, kto nie chciał pozostałych kantować (a w tym wypadku nawet: truć) i dostał za to, kolokwialnie mówiąc, w dupę. Nie tak powinno być, oj nie tak.

Olsztyn, osiedlowy sklep przy ulicy Okulickiego. Pracowniczka Ewa odkrywa, że właściciele wciskają klientom nieświeże towary. I to dosyć mocno nieświeże, bo żarcie potrafi być przeterminowane nawet o miesiąc, dwa. Chcielibyście taką rybką zakąsić, zrobić z takiej szynki kanapki dla całej rodziny? Wątpliwe, prawda? Żarty żartami, ale przecież taki obiad to mógłby się zakończyć zawiezieniem dziecka do szpitala. Zwyczajne trucie ludzi.

Pani Ewa nie zgadza się na handlowanie starzyzną, idzie do kierowniczki i protestuje. Niestety, nie doprowadza to do rozwiązania problemu, tylko do tego, że szefowa wyskakuje do pracownicy z tradycyjnym ryjem. Awantura awanturą, ale dobro klientów ważniejsze, więc pani Ewa dzwoni po sanepid.

Przyjeżdżają, robią trzy kontrole, każda, absolutnie każda potwierdza rażące nieprawidłowości. Przeterminowane mięcho, fatalny sprzęt, nieumiejętne składowanie. Pojeździli, poprzyglądali się, ponarzekali, a potem wlepili dwa mandaty po 500 złotych i pojechali. Miejmy nadzieję, że to nie wszystko, że jakieś kontrole na bieżąco będą, bo jeśli kontrolerzy zawołali kilka stów i koniec, to byliby niemal równie wielkimi parodystami w swojej pracy, tak samo szkodliwymi dla klientów, co prowadzący ów nieszczęsny sklep.

Najbardziej nieszczęsny jest jednak los pani Ewy. Została wyrzucona z pracy i to na skutek przecieku w sanepidzie, czyli znowu wszystko wskazuje na to, że i kontrolowani i kontrolujący są po jednych pieniądzach. I tylko osoba, która nie miała ochoty szkodzić ludziom i robić z nich wała, bo to było niezgodne z jej sumieniem, jest w tej sytuacji poszkodowana. No czysta patologia, nóż się w kieszeni otwiera.

Sęk w tym, że ta patologia może zatoczyć jeszcze szersze kręgi. Przypuśćmy, że pani Ewa zostanie pozostawiona sama sobie (wielce możliwe), a wtedy do pracowników w całej Polsce pójdzie przykład – nie wychylaj się, bo wylecisz i tyle z tego wyniknie. Następnym razem nawet jak komuś przydarzy się podobna sytuacja i będzie nią równie zniesmaczony, to może zostać przygnieciony poczuciem bezradności, bo już ktoś próbował i nie tylko nic nie wskórał, ale jeszcze na tym stracił. Miejmy nadzieję jednak, że tak nie będzie, że nasza bohaterka (nie bójmy się tego słowa) zostanie szybko przygarnięta choćby i przez jakiś inny sklep spożywczy, który nie boi się mieć w swojej kadrze uczciwych, moralnych ludzi. Bo to niby drobna historia, ale jednak czujemy, że waży się na jej szali coś szalenie istotnego.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑