Nie chcieli Biedronki, teraz narzekają na stragany. O przerośniętym ego mieszkańców Lemingradu

Opublikowano Lipiec 1, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard01

Jeszcze niedawno, bo około dwanaście lat temu, na terenach Miasteczka Wilanów były pola, po których biegały bażanty. Dziś to wyjątkowa w skali Polski enklawa, pieszczotliwie nazywana „bananowem” czy „lemingradem”. Mieszkam tu od blisko dwóch lat, ale dopiero teraz bezpośrednio zetknąłem się ze zdziwaczałą mentalnością niektórych miejscowych. Miejscowych, czyli tak naprawdę naturalnie przyjezdnych.

Jak tylko zrobiło się ciepło, w bardziej uczęszczanych miejscach Miasteczka pojawili się sprzedawcy owoców i warzyw. Normalni rolnicy, którzy przyjeżdżają po to, żeby szanowna burżuazja mogła być fit. Wydawać by się mogło, że to zupełnie naturalna sprawa, nawet pożyteczna. Wszystko, co dobre pod nosem, za stosunkowo niewielkie pieniądze. Okazuje się, że nie do końca. Przynajmniej nie dla wszystkich. Ostatnio na facebookowym fanpage’u Stowarzyszenia Mieszkańców Miasteczka Wilanów pojawił się post ze zdjęciem jednego ze straganów i pytaniem o doświadczenia z tego typu sprzedawcami.

11703028_918726111528460_3284472504312547379_n

No i się zaczęło…

Część wpisów jak najbardziej pozytywna. Że blisko, że tanio, że schludnie. Nie wszystkim wilanowskim panulkom i paniusiom stragany przypadły jednak do gustu. Jedna oburza się, że szpecą idealny krajobraz. Drugi facet dopowiada, że to nie miejsce na takie kramy i lapidarną wypowiedź kończy inteligentnie, czyli dziesięcioma wykrzyknikami. Jeszcze ktoś inny sugeruje, żeby je ujednolicić i wpasować w otoczenie, bo wyglądają nieekskluzywnie. Niektórym naprawdę przeszkadza pospolity na całym świecie widok paru skrzynek, rybackiego krzesełka i kolorowego baldachimu. Dlaczego? Bo nie spełnia miejscowych norm. Norm papierowej burżuazji, ludzi najlepszych i najważniejszych, oczywiście wyłącznie w mniemaniu ich samych.

Ręce opadają.

Jakiś czas temu podobnie było z otwarciem sklepu Biedronka w okolicach Świątyni Opatrzności Bożej, w niektórych kręgach zwanej Gwiazdą Śmierci. Mieszkańcy zawzięcie protestowali. Nie chcieli plebejskiego sklepu w swoim małym, betonowym Eldorado. Supermarket ostatecznie powstał. I co? Niekiedy naprawdę trudno dopchać się do kasy. A niebawem jakiś kilometr dalej ma stanąć Lidl. Skoro są plany, to klientów na pewno nie zabraknie. Będą chodzić, najlepiej wcześnie rano. Tak, żeby sąsiad nie widział. Niebywałe.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑