Pieprzyć kilometrówki. Zajmijmy się naprawdę ważnymi sprawami

Opublikowano Grudzień 17, 2014 | przez ZP

e830f4dd7d0c5da9ac31309fea27a529-1-1280x960

Gdyby w ostatnich tygodniach Polskę odwiedził ktoś, kto nigdy nie słyszał nic o naszym kraju, zapewne taki osobnik pomyślałby, że jesteśmy najbardziej zwariowanym na punkcie aut narodem na świecie. Że każdy dorosły Polak ma przynajmniej jeden samochód, a po naszym państwie wije się sieć autostrad, przy której te niemieckie prezentują się śmiesznie. Obcokrajowiec mógłby dojść do takiego wniosku, ponieważ ciągle rozmawiamy o jednym: o kilometrówkach posłów.

Małżeństwa wybierają konwersację na ten temat zamiast seksu przed snem. Dla szefów dużych korporacji podróże parlamentarzystów są pewnie podczas zebrań istotniejszym sprawą niż budżet ich firm na 2015. O dziennikarzach nawet nie wspominam – oni niebawem zaczną rozliczać ze zrobionych tras ludzi, którzy zasiadali na Wiejskiej w okolicach 1993 roku.

Patrzę na ten medialno-podróżniczy szał i myślę sobie: myśmy naprawdę zapomnieli o tym, co jest w życiu ważne. Tak bardzo skupiamy się na polityce, że nie dostrzegamy spraw fundamentalnych dla rozwoju tego kraju.

Przykłady? A proszę bardzo, podam, i to dwa.

Zacznę od czytania. A właściwie od… nieczytania – zaledwie 39% Polaków zadeklarowało w 2012 roku jakikolwiek kontakt z książką. Hmm, wychodzę z prostego założenia: naród, który nie czyta, nie rozwija się. A jeśli nie idzie do przodu, w końcu upadnie. W naszym przypadku będzie to upadek z hukiem, ale o tym za chwilę.

Na razie jeszcze popiszę o książkach. Niestety, kiepskich. Nie mam bowiem złudzeń, że nieliczni, którzy po nie sięgają, raczej nie delektują się klasyką literatury, rzeczami wartościowymi, które mogłyby ich jakoś wewnętrznie wzbogacić. Jedna półgodzinna wyprawa do Empiku i już wiadomo, co rodak kupuje: albo jakieś pierdoły o wampirach, albo kolejny genialny poradnik kucharza znanego z telewizji, ewentualnie sto trzydziesty piąty skandynawski kryminał. Swoją drogą to ostatnie słowo doskonale określa nasz czytelniczy gust. A właściwie jego brak.

Sorry, ale upadek czytelnictwa Polaków jawi mi się jako temat 10 x ważniejszy od tego, że poseł X czy Y jest zachłannym małym człowiekiem, robiącym drobne przekręty. Oczywiście nie popieram tego zachowania, ale jestem zdania, że zamiast trąbić o nim w dziesięciu programach TVP, TVN-u i Polsatu dziennie przez miesiąc, można byłoby pochylić się nad tym, że z powodu braku lektury stajemy się coraz głupsi i kroczymy prostą drogą do upadku. Naprawdę, wolałbym, żeby Andrzej Morozowski czy Monika Olejnik zapraszali do siebie na wywiady krytyków literackich i pisarzy, a nie polityków i socjologów, których oklepane twarze i powtarzające się wywody o niczym po prostu irytują. Chciałbym również, żeby np. duże, wpływowe portale, takie jak Onet.pl czy Wirtualna Polska, zorganizowały wspólną kampanię przeciwko temu, że kretyniejemy.

Nie jestem jednak aż takim idiotą, żebym uwierzył w to, że ktoś mnie posłucha. Najważniejsza jest bowiem klikalność i oglądalność, a tę zapewniają kilometrówki a nie książki. Może dzieje się tak… właśnie dlatego, że nie czytamy? Gdybyśmy nie głupieli od braku lektur, nie interesowałyby nas wałkowane non-stop polityczne pierdoły. A gdybyśmy mieli je gdzieś, dziennikarze w końcu zajęliby się czymś poważnym.

Na przykład tym, że tyjemy. Niby to Polska obrodziła triathlonistami, maratończykami, rowerzystami i innymi rolkarzami, a jednak statystyki są bezwzględne i pokazują, że bełcuny nieustannie nam rosną. Czytam, że znaleźliśmy się na dziewiątym miejscu wśród krajów europejskich pod względem ludzi otyłych. I że 23 % Polaków cierpi na nadwagę. Czyli prawie co czwarty mieszkaniec naszego kraju odżywia się niezdrowo. Wpieprza kebaby, burgery, hot-dogi plus jakieś nafaszerowane chemią świństwa, które docelowo skracają życie.

Pytam: kto o tym mówi? I jak często? Owszem, raz na jakiś czas portal X wspomni o tym problemie, ale dzieje się tak głównie w dniu, w którym światu ukażą się statystyki. Medialna burza, a właściwie to pardon, kapuśniaczek, trwa dzień lub dwa. Potem wszyscy o tym zapominają i zajmują się kilometrówkami. Jak tak dalej pójdzie, liczba dni przez jakie będzie się o nich mówić, przewyższy liczbę posłów w Sejmie.

 

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑