Nie ma nic gorszego, niż burak w policyjnym mundurze

Opublikowano Październik 3, 2014 | przez lucky bastard

PmybRMN

Ostatnio piłkarz Cracovii Adam Marciniak został wyciągnięty ze swojego domu przez policję i odprowadzony na izbę wytrzeźwień. We krwi miał 0,48 promila alkoholu i podobno zachowywał się agresywnie.

Według internetowych źródeł zawodnik waży 78 kg, więc taki stan upojenia osiąga po wypiciu około dwóch półlitrowych piw. Drobna kobieta, ważąca 50 kg, podobnie by się „odurzyła” pijąc tylko jedno piwo. Sytuacja może być więc przestrogą dla wszystkich pań sięgających w zaciszu własnego mieszkania po butelkę bądź kieliszek. Okazuje się, że jest to najkrótsza droga do spędzenia nocy poza domem i to w scenerii, o której raczej trudno marzyć.

Wiadomo, że w przypadku Marciniaka alkohol był tylko pretekstem, a izba wytrzeźwień sposobem wyżycia się na nim. Z kolei rzekome awanturowanie się wcale nie musiało oznaczać rzucania „chujami” w stronę policjantów. Zazwyczaj agresywne zachowanie w rozumieniu mundurowych ma miejsce wtedy, kiedy człowiek nie płaszczy się przed patrolem i próbuje dociekać swoich praw.

Nie będę udawał, że wiem jak było naprawdę, bo tego dnia – ani żadnego innego – z Marciniakiem nie piłem. Być może facet po spożyciu małej ilości alkoholu robi się agresywny i wobec interweniujących policjantów zachowywał się jak kompletny burak. Zdrowy rozsądek, ale i doświadczenie, podpowiadają mi jednak, że było dokładnie odwrotnie.

Sam kiedyś brałem udział w podobnej sytuacji. W czasach studenckich siedzieliśmy sobie w wynajętym przez kumpla mieszkaniu i piliśmy piwo (w niewielkiej ilości). Godzina była wczesna, więc jedna z koleżanek wyciągnęła gitarę, a ktoś zaczął śpiewać. Nie wiedzieć kiedy minęła 22, a chwilę później usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Jak się okazało, sąsiedzi byli mało elastyczni i z zegarkiem w ręku czekali na rozpoczęcie ciszy nocnej, by od razu zadzwonić po policję.

Kolega przekręcił kluczyk, nacisnął klamkę i momentalnie dostał drzwiami wejściowymi w nos. Patrol złożony z kobiety i mężczyzny wbił do lokalu z gracją jednostki antyterrorystycznej. Ona podeszła do poszkodowanego kumpla, a facet – przygłup w wieku około 25 lat – prawie wbiegł do pokoju, w którym siedzieliśmy. Na pytanie koleżanki, jakim prawem w ogóle wszedł do mieszkania, odparł krótko, lecz treściwie: „zamknij się”.

Zdążyłem tylko z zażenowaniem parsknąć śmiechem, więc wyskoczył do mnie mordą: „Co się, kurwa, śmiejesz?” Nie wiem dlaczego, ale w takich sytuacjach pierwsze, co przychodzi człowiekowi do głowy, to: „nie jesteśmy po imieniu”. Rzecz jasna nie jest to żadna obelga, bardziej nieudolna próba nakreślenia granicy, co wolno interweniującemu policjantowi a czego nie. W tym konkretnym przypadku podziałało to jednak jak płachta na byka. Tonem nieznoszącym sprzeciwu zostałem zaproszony na klatkę schodową i, na swoje nieszczęście, polecenie wykonałem.

Wyszliśmy, a jak tylko zamknęły się drzwi, wymierzył mi porządny cios z otwartej dłoni w kark, którego odgłos usłyszeli wszyscy w mieszkaniu. Jest coś takiego, jak reakcja bezwarunkowa i tak zwany odruch obronny. Dłoń sama zacisnęła mi się w pięść, jednak w ostatniej chwili opanowałem się i nie oddałem mu. Znam jednak ludzi z bardziej porywczym charakterem, którzy w analogicznej sytuacji nie byliby w stanie się powstrzymać. Gdyby trafiło na któregoś z nich, prawdopodobnie skończyłoby się paką, po uprzednim skatowaniu w policyjnym radiowozie.

Jedyne, co mi przyszło do głowy, to postraszenie faceta. Wymyśliłem na poczekaniu, że ojciec jest prawnikiem i poprosiłem o okazanie legitymacji policyjnej. Usłyszałem jednak to samo, co chwilę wcześniej koleżanka. W ogóle nie dał mi nic powiedzieć. Wziął tylko ode mnie dowód osobisty, powiedział że każdy z nas dostanie maksymalny mandat w wysokości 500 złotych, a ja dodatkowo jadę na izbę. Wprowadził mnie do środka, kazał zaczekać w przedpokoju i dołączył do koleżanki przepytującej resztę.

Moje słowa musiały jednak zrobić na nim jakieś wrażenie, bo finalnie nie wystawił żadnego mandatu, nie chcąc chyba zostawiać po sobie jakichkolwiek śladów. Skończyło się na upomnieniu, a wychodząc rzucił we mnie moim dowodem. Po fakcie próbowałem dowiedzieć się, który patrol podjął całą interwencję, ale poinformowano mnie, że takie działanie w ogóle nie zostało zarejestrowane. Czyli nie mogłem nic zrobić.

Morał z sytuacji jest jeden – burak w mundurze może w tym kraju wszystko. Z kolei normalnym ludziom pozostaje mieć nadzieję, że nie trafią na gościa, który ma akurat gorszy dzień. Inaczej można dostać po łbie albo, jak Marciniak, spędzić nockę w izbie wytrzeźwień. Niestety nie mylił się Wojciech Smarzowski, który jak dotąd najwierniej oddał obraz polskiej policji w filmie. Jeśli nie wiecie o czym mowa, obejrzyjcie „Drogówkę”.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑