Nie ma to jak bzyknąć misskę!

Opublikowano Lipiec 25, 2014 | przez kozak

5e491549eco1_500.jpg

Gdzieś doczytałem się, że to portal „jajcarski”. Ha, czyli o jajach, a ponieważ ja tu o jebaniu, no to skojarzenie nie jest wcale z kurami. I przypomniała mi się moja pierwsza misska (miski to te, które zdobywały korony, nie chodzi tylko o ładne dziewczyny, takich to się nawet imion nie pamięta). No więc dmucham pierwszą miskę, ona dzwoni co chwila do jakichś koleżanek i do jednej z nich mówi: – Wiesz ile wart jest facet? Trzy złote. Rurka z kremem za dwa i dwa jajka po pięćdziesiąt groszy!

No zjadła tych rurek wtedy kilka bo tak już jest, że z takimi nie warto gasić światła, wystarczy wciągnąć brzuch. A te pierwsze poznałem przez… pieniądze oczywiście. Bogaty kumpel z Poznania, pedał który kochali się w piłkarzach, dla niepoznaki miał nie tylko żonę i dzieci, ale taki harem. No i jak się poznaliśmy, to tylko podjeżdżaliśmy na jakieś osiedle, trąbił, i za chwilę wyskakiwała jakaś ślicznotka. „To wicemiss Polski” – przedstawiał. „A to miss Poznania”. No i wicie rozumicie, lokale jeden po drugim i wyrko, ja zawsze robiłem za dwóch. Kumpel był fajny, zapraszał zawsze (dalej zaprasza) na początek tygodnia i mawiał: „Wiesz, Paolo, w piątki i soboty to się plebs bawi i tłoczy, a my, panowie, to poniedziałek i wtorek!”.

I faktycznie, do jedynego stolika stało zawsze kilku kelnerów.

Ta pierwsza miska, tak śliczna że ciągle była na okładkach tygodników, lubiła przyjeżdżać do Warszawy,  i już wtedy zauważyłem, że na wierność nie ma co liczyć. Dla mnie poniedziałek i wtorek, środa i czwartek na inne balety, a weekendy dla narzeczonego. One zawsze mają chłopaków, chodzą z nimi do kina, takich cherubinków bez grosza przy duszy. No, ale lepiej jeść schabowego w towarzystwie, niż kaszankę w samotności, nieprawdaż?

No więc potem misek posypał się ciąg, człowiek uczy się kłamać i fantazjować, a te dziewczęta uwierzą nawet, że ziemia jest płaska (choć są wyjątki, jak wszędzie, jedna moja kumpela z uniwerka skończyła filozofię i została Królową – niestety, mądrości zabrakło, gdy suszyła włosy w wannie i poraził ją śmiertelnie prąd, znana sprawa). No więc im więcej kitu i im bardziej ordynarny – tym bardziej łykają, jak te rurki. Ojciec ma hurtownię farmaceutyków na Pomorzu. Jeżdżę mercedesem, ale teraz na przeglądzie, komputer się zjebał (one rzadko wiedzą co to komputer, raczej puder). Itd., itp. No, ale wysyp nastąpił pewnego lata, jak zwykle nieoczekiwanie…

Na jakimś meczu poznaję Miss Śląska. Łyka wszystko. Zaprasza na półfinały miss Polski. Jadę. Tam, na bankiecie, zaczepia mnie jakiś młody gościu o prezencji gangstera. Okazuje się jednak, księgowy (mafia księgowych też jednak potrzebuje, bardziej nawet niż cyngli). I od słowa do słowa zaprzyjaźniamy się. I pada zaproszenie: – Wiesz, mam fabrykę skór i ubieram te misski, teraz na ogólnopolski finał w Tunezji. Poleciałbyś? Będziemy jurorami.

Nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Już w samolocie nie mogłem usiedzieć. Wokół pięćdziesiąt (!) uczestniczek, polowa nastolatki, połowa dwudziestolatki. I dolatujemy. Okazuje się, mieszkają w hotelu, w którym mają przejść tygodniowe szkolenie z choreografii, pod transmisję TV. I w całym lokum jest te 50 dupek, przecudnych, i trzech facetów. Ja z kumplem i choreograf pedał.

Już pójście na śniadanie graniczyło z zawałem, zwłaszcza jak te biedne dzieciaki (bo z biednych rodzin, reguła, bogaci mają brzydkie córki) wskakiwały do basenu…

Co pół dnia poznawało się inną, połowa peletonu została blisko na dziesięć lat nawet, i jedna tylko wyszła na ludzi. A seks? Tak, to prawda, ładna leży jak kłoda, rzadko potrafi się wyginać czy zastrugać ołówek, ale widoki – ha, to lepsze niż polskie kino. Sto razy.

Jakbym stracił wzrok, kobiety stałyby mi się w zasadzie kompletnie zbędne. Pamiętajcie taki wierszyk:

„Kobieta to stworzenie Boże, więc powinno stać w oborze.

Lecz ze względu na kształt dupy, chłop ja zabrał do chałupy”.

O tych misskach, bo potem trafiło się i sto kolejnych, a to przez fotografów, a to agentury dla wtajemniczonych, będzie jeszcze sporo, ale napiszę o ostatniej. Poznałem jakoś w Sylwestra, był niby Lewy, ale patrzyłem tylko na nią. No i bajer. Jak ona, że jest miss, ale chce zostać aktorką, no to ja, że piszę scenariusz filmu. „Dla mnie główna rola!” – zażądała, z czym się zgodziłem, bo kogoś tak pięknego nie widziałem, ale że potrzeba kilka prób…

No i jak zaczęliśmy próbować i już nie tylko grała i śpiewała, ciało bajeczne (oczywiście zażądała powiększenia piersi, które i tak były cudne, ale zgodziłem się, zabrałem nawet na badania – miało kosztować 14 tysięcy), no to bardzo się zżyliśmy i raz w tygodniu, regularnie, posuwaliśmy (czasem mi dokuczała, że Radek lepiej jest zbudowany, ha, przy mnie lepiej zbudowane są nawet bloki na Służewcu), aż któregoś razu patrzy mi w oczy i pyta:

– Czy mogę ci zadać poważne pytanie?

– No wal!

– Ale to będzie bardzo poważne i przyrzeknij, że odpowiesz szczerze!

Nagle mrówki przelatują po plecach. Boże, my stale bez kondomów, kolejne dziecko? Zaczyna pot kapać z czoła…

A ona, ze śmiertelną powagą:

– Bo wiesz, bo chciałam cie zapytać, czy ja nie mam za dużego nosa?

No więc takie są miski właśnie, piękne pustaki.

Oczywiście porzuciłem ją, zaraz przed tym jak ogłosiła mi, że znalazła dla siebie dobre auto za… 77 tysięcy (plus 14, to już 89), i ze to prawdziwa okazja! Poczekałem tylko jak zrobi pierwszą scenę i udałem śmiertelnie obrażonego. Oczywiście stare numery. Najpierw poniżanie („nie stać cię na mnie!” – jasne, nikogo normalnego nie byłoby stać na tak kosztowne struganie ołówka), potem straszenie („Oskarżę cie o takie rzeczy, że nie uwierzysz!). No, takie bywają koszty zawiedzionych uczuć i dlatego też warto przeczytać, albo chociaż obejrzeć „Niebezpieczne związki”.

Ale że przy okazji rozbiła mi dwa samochody, rozstałem się zanim rozbiła mnie.

Misski, pamiętajcie, to jest fajna sprawa połączona ze stąpaniem po bardzo kruchym lodzie.

Ale nigdy się nie żałuje. Nas są miliony, ich ze setka może. Wstrzelić się w taki temat – bezcenne.

Ale są skuchy straszne czasem, co zakończę życiowo i na czasie. Miss Ukrainy, parę lat nazad. No, ładniejsza od tych naszych, najpierw myje mnie starannie co zaskakujące, potem nie chce strugać („u nas nie priniato” – niedoinformowana jeszcze, młoda, bo priniato), więc od razu do rzeczy. I tak pakuję raz, drugi, a tu słychać wrzask:

„Oooooo! Uuuuuuu! Aaaaaaaa!”.

No to delikatnie przerywam i sugeruję, żeby nie udawała orgazmu, bo od paru ruchów kutasem nikomu nie jest dobrze…

A ona, krasawica, gawarit:

– Ale mnie wcale nie jest dobrze! Tylko niedawno skrobali mi rebionka i mnie boli!

Najpiękniejszy z możliwych materac, oczy rozradowane, fujara też, a nie chcielibyście tego nigdy przeżyć.

PAOLO RIVER

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑