Nie ruszaj (?) dupy ze swojej grupy

Opublikowano Wrzesień 10, 2013 | przez Drysus

file.impreza-podryw-podrywanie

Każdy z takim problemem zetknął się w życiu chociaż raz. Może był gówniarzem i śmigał jeszcze po podstawówkach i gimnazjach ze śmiesznym tornistrem na plecach, a może stawiał już pierwsze kroki w dorosłej licealnej rzeczywistości – nieistotne.

Każdy musiał zetknąć się kiedyś z problemem byłej dziewczyny kumpla. Jednym z największych dylematów życiowych faceta, który w jednej chwili lojalność (że tak to sobie nazwę) musi zestawić z kobietą. A że w takich sytuacjach zazwyczaj jest się na przegranej pozycji, to pojawia się spory problem.

Podczas mojej weekendowej wyprawy do domu współlokator w pełni korzystał z uroków wolnego mieszkania i – jak to teraz mówi – „chujowo się czuje”. Schemat jest oczywiście znany: kumpel miał dziewczynę, był o nią mega zazdrosny, więc w końcu go rzuciła. W piątek spotkała się przy piwku z moim współlokatorem i sprawy z lekka wymknęły się spod kontroli.

I jest dylemat, bo to jednak „była” kumpla. Nie wiem jak u was, ale w moich rodzinnych stronach zawsze obowiązywało stare, proste powiedzenie: nie ruszaj dupy ze swojej grupy.

Generalnie sprowadzało się to do tego, że jak już któryś facet z paczki wyrwał sobie laskę, to dla pozostałych była spalona. I tej zasady się trzymaliśmy bez żadnych problemów. Zdarzało się oczywiście westchnąć z żalem na widok „marnującej się” Ani, Asi, czy innej Moniki, ale to wszystko.

Było wygodniej, bo chociaż czasami odpuszczało się naprawdę fajne laski, to jednak paczka trzymała się zawsze razem. Ponoć jeśli na coś warto postawić swoje pieniądze, to właśnie na kumpli. Rotacja lasek jest niesamowita – jedna przychodzi drzwiami, drugą wyrzucasz oknem – ale kumple się nie zmieniają. Nie warto (zazwyczaj, nie zawsze…) ryzykować dla jakiejś dupy.

Generalnie ta stara jak świat zasada funkcjonowała właśnie po to, żeby zgrzytów w grupie nie było. Żeby w klasie/grupie/paczce nikt nie wypadł poza margines przez głupią przygodę z laską. Żeby z fajnego gościa nie stać się nagle największym chujem świata. Nie ruszasz i już – dla kumpli, dla siebie, dla atmosfery.

W teorii proste, ale w praktyce bywa jednak różnie. Dla nas temat był z góry przegrany i zawsze tak do tego podchodziliśmy. Na luzie i bez zgrzytów. Co innego jednak dużo mówić, a co innego dużo zrobić, a właściwie sęk w tym, żeby nic nie zrobić. Łatwo jest odpuścić sobie laskę, do której nigdy nawet nie wystartowałeś, ale jak do łóżka pakuje ci się piękna blondynka to cudów nie ma. Kozaków, głoszących wcześniej te wszystkie piękne lojalnościowe hasełka o których wspomniałem, też nie.

Współlokator ma teraz lekki dylemat. Z jednej strony czuje się głupio, bo to jednak sytuacja wpisująca się jakoś w „grupową” zasadę. Patrząc jednak na to z innej perspektywy: nie zwinął kumplowi dziewczyny, tylko wziął jego byłą, a to spora różnica. Niby zgrzyt, ale jednak gdzieś z tyłu głowy tli się myśl: jebać to.

Cóż, skończy się pewnie na krótkiej wymianie epitetów, w skrajnym przypadku (facet był o nią mega zazdrosny) bokserską rundką i tyle. Zrobił wcześniej krok za dużo – nie mówię, że zły – i innej opcji już teraz po prostu nie ma. Fajnej laski przecież nie odpuści, nie ma głupich.

Ciekawi mnie jak jest u was. Mimo wszystko trzymacie się zasad, czy wykładacie lachę?

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑