Nie tylko Wiedźmin. Najlepsze polskie gry sprzed lat

Opublikowano Luty 18, 2016 | przez ZP

Wiedźmin. Polska gra, która rzuciła świat na kolana. Marka, która dziś reprezentuje cały kraj. Ale przecież i w przeszłości mieliśmy gry znad Wisły, w które łupali na polskich komputerach wszyscy: Franko, Mortyr, Gorky 17, Liga Polska Manager i wiele innych. Kto tych tytułów nie pamięta? Ich niedociągnięcia – czasem, przyznajmy, znaczne – dobrze pokazują jak wielką drogę przeszła branża gier w Polsce.

Robbo

Jeśli pamiętacie starego poczciwego Robbo, to znaczy, że parę wiosen już widzieliście. Data wydania: 1989, gra na Atari, prehistoria. Wcielałeś się w robota wędrującego przez wiele planet, który musi pozbierać brakujące części. Brzmi niepozornie, ale gra była jak na swoje czasy – bez cienia przesady – wybitna. Światową sławę zdobył Boulder Dash, a przecież Robbo był bardzo inteligentnym rozwinięciem tamtej idei. Były zagadki, trzeba było wykazać się strategią, logiką. Rozgrywkę komplikowały teleporty, bomby, przesuwalne skrzynie, magnesy i wiele, wiele innych. Produkt był tak dobry, że nad Wisłą gracze nie mogli uwierzyć, że nie przyszedł… z zachodu. Był też bardzo żywotny – dzięki edytorowi miodny był przez wiele lat.

Franko

franko_02

Nie będziemy udawać, że swojski Franko rzucał wyzwanie Mortal Kombat czy innemu Street Fighterowi. Nie, po latach dobrze widać, jak bardzo ograniczona była to gra, wręcz prymitywna. Ale wszyscy mamy do opowiedzenia tą samą historię: włączony Franko, kumpel na drugim dżojstiku, jedno ucho nastawione na wyłapywanie bon motów per „spadaj pierdoło” i „brykaj”, a drugie nasłuchujące czy nie idzie rodzic. To była gra, która najbardziej przyciągała – cóż, trzeba powiedzieć wprost – swoją brutalnością, a także polskimi realiami. Byliśmy przyzwyczajeni tak bardzo do gier zagranicznych, że zobaczenie na ekranie realiów polskich, nieważne, że przerysowanych, imponowało, wciągało. Trochę złapano nas tutaj na tanie instynkty, ale to była też gra rzucająca wyzwanie, naprawdę trudna, jak ją przeszedłeś – o, był szacunek na dzielnicy. Z podobnych przyczyn wielu porwały Rezerwowe Psy, choć zostały zmasakrowane przez krytykę – CDAction dał tej grze bodajże jedynkę.

Teenagent

teenagent2

Teenagent wyszedł w złotych czasach przygodówek. Ten gatunek później – delikatnie mówiąc – wytracił tempo, ale był bardzo wymagający dla twórców. Potrzebna była ciekawa fabuła. Humor. Interesujące zagadki. Teenagent miał to wszystko, opowiadał barwną historię w bardzo lotny sposób, a jeszcze jak na tamte czasy nie odstawał grafiką i animacją od zachodniej konkurencji. Wysoki poziom w koronnym na tamte czasy gatunku, gra zapewniająca wiele godzin dobrej zabawy. Produkcja Adriana Chmielarza, guru polskiej branży gier, późniejszego twórcy takich gier jak Reflux, Gorky 17, Painkiller, Bulletstorm.

Jack Orlando

Zabawne, że jedną z najlepszych przygodówek w stylu noir zrobili właśnie Polacy. Fabuła przenosi nas do Ameryki lat trzydziestych, bohaterem jest prywatny detektyw, tonący w morzu alkoholu, ale stający przed misją, która ma rozstrzygnąć o jego być albo nie być. Typowy point and click, z tego niechlubnego gatunku, gdzie często bez solucji nie było po co siadać, ale jednak niezwykle klimatyczny. Grafika robiła swoje, ale już muzyka… miłośnicy jazzu mogliby kupić Jacka Orlando tylko dla niej.

Polanie

ZJAZF1YAxvfivkHUuK2r

Na Polan mówiono, że to polski Warcraft, a trudno dociec ile w tym było szyderki, a ile docenienia. Bo nie da się ukryć – była zrzynka ze światowego hitu, ale przecież bardzo udana, a i próbująca wprowadzić swoje elementy. Graczom zapadła w pamięć dzięki głównemu surowcowi, którym było… mleko, a także dzięki słowiańskim klimatom, które znowu zadziałało jak we Franko – raz świat gry przemawiał bezpośrednio do nas. Te polskie odzywki, nawet tak oszczędne jak „Co!”, „Idę!”, wtedy miały zupełnie inny wymiar. Poza tym oddajmy grze co jej: jak na swoje czasy była to zupełnie dobra produkcja.

Mortyr

524399-197999_20060512_screen015

Polska branża gier zaczęła mieć ambicje, by podbić zagraniczne rynki. Mortyr był podczas produkcji przedstawiany jako ten, któremu się uda. W czasach, gdy FPS-y nie miały żadnej fabuły, Mortyr opowiadał o wehikule czasu, dzięki któremu hitlerowcy wygrali II wojnę światową, a dzięki któremu teraz możemy cofnąć się w czasie i przywrócić pierwotny bieg historii. Strzelaliśmy od 1944 po daleką przyszłość, mieliśmy dostęp do różnorakiego arsenału, można było grać po sieci. W Polsce była hitem, dla wielu był to w ogóle pierwszy FPS, w jaki grali, a to robiło wrażenie. Za granicą jednak grę zglanowano, nazwano ją prymitywną, przestarzałą już w momencie wydania, zwracano uwagę na sztampową rozgrywkę, fatalne AL wrogów, rekompensowane oszustwem, czyli ich doskonałą celnością. Na swój sposób Mortyr najlepiej pokazuje jak wielki postęp zrobiła polska branża gier. Od „bardzo chcielibyśmy, ale nie mamy dość prochu w arsenale” po „rozkładamy wszystkich na łopatki”.

Earth 2140

earth-2140-pc-digital-1

Tak naprawdę przez lata nasza flagowa produkcja. Gra dla koneserów, taktycznych freaków, która jednak sprzedała na świecie dwa miliony egzemplarzy i doczekała się ciekawych sequeli. Earth 2140 był strategią RTS osadzoną w wyrazistym, postapokaliptycznym świecie, gdzie rywalizowały ze sobą frakcje mające zupełnie inną charakterystykę. Była trudna, wymagająca, ale dla określonej grupy graczy była zarazem spełnieniem marzeń. Warto podkreślić, że świetnie umiano ją rozwinąć w kolejnych wersjach, oddając do dyspozycji nowe, bardzo odmienne frakcje, możliwość tworzenia własnych jednostek (wybór podwozia i broni należał do ciebie), niszczenia terenu czy też drążenia tunelu, w których również można było walczyć. Wiele pomysłów serii zapoczątkowanej przez Earth 2140 było rewolucyjnych, ta seria nie oglądała się na nikogo.

Liga Polska Manager

1251-2

Kto przesiadał się z Championship Managera, temu przeszkadzała prostota, ale dla całej reszty był to atut. Mogłeś zaspokoić ambicje wygrania Ligi Mistrzów Sokołem Aleksandrów, zbudować europejską potęgę w Radzionkowie czy Świnoujściu. Serię zapoczątkowano w 1995, choć pewnie większość pamięta tą z 2000, aktualizowaną przez kolejne lata. Na dobrą sprawę był to bardziej tycoon niż piłkarski menadżer, bo zarządzaliśmy też budową stadionu, cenami biletów, kontraktowało sponsorów i obracało pieniędzmi na giełdzie. Z perspektywy wszystko o ograniczeniach LPM mówi fakt, że w jednej z wersji silnik meczowy pozwalał na maksymalnie 5 goli w meczu! Jak miałeś mocną ekipę i strzeliłeś piątaka w trzydzieści minut, dalsza potyczka była zwyczajnie bezsensowna. Dziś – absurd, wtedy – nie przeszkadzało, dawało wiele niezapomnianych godzin. Do historii przeszła możliwość kupowania meczów.

Gorky 17

maxresdefault

Gorky 17 zapisało się złotymi zgłoskami w branży polskiej rozrywki elektronicznej. Choć nie był to światowy hit, tak mógł w pełni rywalizować z najlepszymi i bardzo wysoko oceniany był na całym świecie. Wciągał ciężkim, postapokaliptycznym klimatem, gdzie nasz zdany na siebie skromny oddział musiał rywalizować z groźnymi mutantami. Walka rozwiązana była nietypowo, bo w formie turowej, ale sprawdzała się znakomicie, wymagała bowiem strategii, a nie tylko bezmyślnego strzelania. Do tego dochodziły elementy RPG, rozwój postaci, interesująca fabuła, piękna jak na 1999 rok grafika – na pełnych detali tłach do dziś można zawiesić oko. Wielka szkoda, że sequele nie pociągnęły tego pomysłu tylko spłyciły rozgrywkę czyniąc z wyjątkowego produktu tylko kolejną szprotkę w morzu.

Chrome

357733.1

Pamiętamy te zapowiedzi w prasie. Chrome to wreszcie gra, która przebije szklany sufit. Rzuci na kolana cały świat. Będzie miała najlepszą grafikę, nowatorskie rozwiązania, jakich nie miał nikt, umieści Polskę na mapie branży. Gracze żyli bajecznymi screenami, opowieściami o kupowaniu wszczepów, które miały zmieniać parametry naszego bohatera… Takiego hype’u nie miał nawet Mortyr, ale dzieło Techlandu rozczarowało. Owszem, nie zostało zarżnięte przez krytyków, było zupełnie dobre, a silnik Chrome zyskał dużą popularność, jednak oczekiwano produktu pierwszej wielkości, FPS-a z najwyższej półki. Z perspektywy był to jednak ważny krok: podjęliśmy rękawicę. Jeszcze się nie udało, ale zaczęliśmy zgłaszać ambicje i okazało się, że nasze plany nie były budowane na piasku.

Painkiller

painkiller

Sukces, światowy sukces. Painkiller to była gra o zasięgu światowym. Była dobra sama w sobie, wyróżniania przez prestiżową prasę branżową – gracze z przyjemnością fantazyjnymi pukawkami wybijało się kolejne hordy potworów. Stała się jednak międzynarodowym fenomenem ze względu na świetny multiplayer – przez dwa sezony była oficjalną platformą Cyberathlete Professional League’s World Tour, wyróżnienie, które mówi wszystko. Cieszy, że nie była jednorazowym wyskokiem, tylko wyważeniem drzwi, po którym wdarliśmy się na salony i z roku na rok coraz odważniej rozpychaliśmy się łokciami.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑