Niebywałe – co wyjeżdżam z Polski, w kraju dochodzi do jakiegoś dramatu

Opublikowano Grudzień 7, 2013 | przez ZP

 flaga

Jestem potrzebny temu krajowi. Jak nowe miejsca pracy. Albo sukces polskiej reprezentacji piłkarskiej. Po czym wnoszę? Ponieważ z reguły gdy przebywam poza granicami naszej ojczyzny, to… dochodzi w niej do spektakularnej tragedii.

2006 rok, styczeń. Zawalił się dach hali targowej w Katowicach. Wielka katastrofa, mówi o niej cała Europa. Wiem, bo akurat przebywam w delegacji w Szwajcarii i tamtejsi, niezwykle sympatyczni ludzie składają mi kondolencje.

2011 rok, sierpień. Wyjeżdżam z Warszawy na wesele znajomej pary Niemców pod Norymbergię. Nie ma mnie kilka dni, akurat w tym czasie nie miałem dostępu do internetu, dzwonię więc do mamy spytać co ciekawego stało się pod moją nieobecność. Odpowiedź jest nokautująca:

– Andrzej Lepper się powiesił.

– Ale masz czarny humor…

– Nie żartuję, serio.

2013 rok, grudzień. Wbijam na chwilę do Austrii, a tu pach: Orkan Ksawery paraliżuje kraj, a ludzie giną jeden po drugim.

Podsumowując: podczas trzech z pięciu moich ostatnich zagranicznych wojaży w Polsce wrzało. Niezła średnia wypadków. Zastanawiająca. I każąca mi dojść do jednego słusznego wniosku: jestem potrzebny ojczyźnie w… ojczyźnie. I nigdzie indziej. A skoro tak, liczę na to, że kraj jest gotowy zrobić wszystko, aby utrzymać mnie w swoich granicach. Aby sprawić, że przestaną mi się marzyć wyjazdy na gorącą Dominikanę, czy do ekscytującej Ameryki.

Bez owijania w bawełnę: w najbliższych dniach liczę na telefon z Kancelarii Premiera. Sympatyczna asystentka Donalda Tuska umówi mnie na spotkanie ze swoim szefem, który przy lampce (lub butelce) dobrego wina stwierdzi: chłopie, nie opuszczaj Polski, ponieważ to prowokuje tragedie. Zostań, opłaci ci się to.

Kojarzycie tych fartownych kolesi, którym kasyna płacą gruby hajs, żeby nie pojawiali się w ich progach? Ufam, że stanę się kimś na kształt kogoś takiego. Państwo polskie będzie bulić mi powiedzmy 20 tys. zł na łapę tylko za to, że nie wybieram się na zagraniczne wojaże.

– Z czasem możesz zostać radnym, a potem kto wie, może załapiesz się do sejmu albo na jakiegoś wiceministra – doda premier tuż po przedstawieniu mi propozycji finansowego eldorado. I zażartuje: – Pewne jest za to jedno: nigdy nie staniesz się europosłem.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑