Niepokorni artyści kontra bezjajowi rzemieślnicy, czyli tatar z gówna

Opublikowano Lipiec 17, 2013 | przez Tindowiec

sushi

– W szatni każdego zespołu powinien być taki piłkarz jak on. Wolę dwóch lub trzech zawodników z charakterem niż jednego dobrego zawodnika, ale bez charakterupowiedział kiedyś Johan Cruyff o bułgarskim graczu Christo Stoiczkowie. Johan to jest mądry facet. Wolicie iść na piwo z trzema nudnymi kumplami z pracy i godzinami rozprawiać o szefie i o „Grze o tron”, czy urżnąć się z najlepszym przyjacielem, osikać budkę telefoniczną i skończyć na Kolskiej?

Świat nie lubi nudziarzy. Są poukładani, spokojni, inteligentni (sami dopiszcie kilka kolejnych przymiotników) ale wciąż są NUDNI. Niezdolni do tworzenia czegoś fajnego. Potwierdzenie tych słów znalazłem ostatnio w jednej z moich ulubionych knajp z Sushi.

Mniejsza z nazwą, nie chce robić kryptoreklamy (choć nią nie zasługują o czym dalej). Pracowali tam moi znajomi. Andrzej i Siwy (powiedzmy, że tak się nazywają). Andrzej zajmował się przygotowywaniem ryb, doglądał wszystkiego na kuchni, ogarniał temat. Siwy był sushi masterem. I robił, nie boje się tego powiedzieć, jedne z najlepszych rzeczy jakie jadłem w życiu. Gdybym siedział właśnie w więzieniu w Teksasie, czekając na krzesło elektryczne, jako ostatni posiłek zamówiłbym tatar z łososia zrobiony przez Siwego.

Średnio-ostry.

Dobrze przyprawiony.

Poezja.

Kulinarny rimming z równoczesnym pieszczeniem jajek.

Andrzej i Siwy mieli dwie wspólne cechy: pierwsza to mistrzostwo w swoim fachu. Drugim wspólnym mianownikiem był za to pociąg do kieliszka. Łagodnie mówiąc. To patusy, chlejtusy i zwyrole. Siwy, gdy wychodził na przerwę, żeby zapalić, szybko leciał do shotbaru obok knajpy.

Jedna.

Druga.

Czasem trzecia bania.

Papieros. I można wracać do klejenia rollów.

Andrzej natomiast zamykał knajpę i ruszał w długą, często kończąc imprezę tuż przed pracą dnia następnego.

Słuchy o tym doszły chyba do pracodawcy i ten postanowił chłopaków zwolnić. W ich miejsce przyszło dwóch pizdowatych, nudnych kucharzy. Byłem tam ostatnio dwa razy. Inna restauracja. Jedzenie było do wyrzucenia, tatar z tuńczyka smakował jak gówno. Gówno zjedzone przez psa i znowu wysrane. Nierozmrożony, nieprzyprawiony, po prostu dramat. Gdybym zamówił to na swój ostatni posiłek siedząc w Teksasie, krzesło elektryczne nie byłoby już potrzebne, zszedłbym po pierwszym kęsie.

Możecie myśleć, że pracodawca miał rację. Andrzej i Siwy byli nieodpowiedzialni, pili w pracy, bla bla bla. Byli jednak mistrzami, a mistrzów trzeba doceniać, pozwalać im na więcej. Czasem przemilczeć jeden czy drugi wyskok. W innym przypadku świat wypełni się nudnymi cipkami, a życie wkoło zacznie smakować jak tatar z tuńczyka po odejściu Andrzeja i Siwego. Jak GÓWNO.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑