Niepotrzebnie rozdmuchane, czyli artyści bez wstydu cz.1

Opublikowano Kwiecień 24, 2013 | przez MB

Komu należy się największe lanie za niesłusznie rozbudzone nadzieje? Kto w ciągu ostatnich kilku tygodni rozczarował najbardziej? Który wykonawca wcisnął nam największy kit? Przeczytajcie poniżej.

Zaczynamy lajtowo, bo od wrocławskiego zespołu Mikromusic, który jadąc na opinii wyrobionej płytą Sennik, wydał zawstydzająco słaby i smutny singiel Takiego chłopaka. Facebook ocipiał, nastolatki oszalały, ale nie dajcie się nabrać. Popłuczyny po wartościowym materiale. Sytuacji nie poprawia stylowy, vintage’owy teledysk.

 

Krok dalej posunęli się kolesie z The Strokes obiecując wszystkim, że w końcu nagrają dobrą płytę. Nic z tego. Po raz kolejny zjedli własny ogon, który od czasów Is This It zaskakująco często im odrasta. Comedown Machine leży i kwiczy.

 

Wspominając mijające tygodnie nie można nie wspomnieć o pradziadach z Black Sabbath. Wielki powrót, oryginalny skład znowu w studiu, nowe kawałki, nowa trasa, sranie w banie. Płyty jeszcze nie ma, a dwie klapy zaliczone. Rozczarowanie nr 1 – okładka. Płonąca trzynastka? Błagam… Rozczarowanie nr 2 – God Is Dead?. Utwór ociężały, bez jaj. Ale czekam.

 

Najsolidniejszy wycisk powinien dostać jednak Dawid Bowie. Gdy w mediach poleciała pierwsza fala zachwytów powiedziałem sobie: tylko się nie zesrajcie. No i się zesrali. Jeszcze krążka nie było, jeszcze singiel się nie ukazał, a już mu niesiono suknię z welonem. Okładkę w Przekroju dostał, a i tak wydał szmaciany album.

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑