Niesamowite historie warszawskiego taksówkarza

Opublikowano Wrzesień 2, 2013 | przez ZP

taxi

Lubię typ taksówkarza-gaduły. Takiego co to wiecie, podczas jednego kursu opowie wam pół swojego życia. Dziś miałem przyjemność podróżować z panem Olkiem (rocznik 1957), który przez dwadzieścia minut sprzedał mi kilka naprawdę ciekawych historii:

Palę trzy paczki papierosów dziennie. Lucky Strike, czerwone. Próbowałem zerwać z nałogiem, ale najwięcej w życiu wytrzymałem… osiemnaście godzin. Po tym czasie znów zacząłem jarać. Jestem załamany tym, że nie umiem z tym wygrać. Wiesz pan, ile wydaje miesięcznie na fajki? Jakiś tysiąc pięćset złotych. Szok. Ostatnio chciałem sobie kupić skórzane, ładne buty. Za 180 zł. Nic z tego. Szybko wszystko policzyłem i wyszło mi, że jak je wezmę, nie starczy mi na pety. No to poszedłem do chinola i sprawiłem sobie dużo gorsze obuwie, za pięć dych.

Tak w ogóle to do porannej kawy jaram pięć fajek. A trzeba panu szanownemu wiedzieć, że to nie jest jakieś badziewie z mleczkiem tylko konkretna siekiera. Stawia na nogi jak jasna cholera.

Ile czasu palę? A będzie tego ze czterdzieści lat. Na szczęście płuca nadal mam zdrowe, ostatnio robiłem badania. Choć przez brak ruchu i zły tryb życia trafiłem już kiedyś do szpitala ze stanem przedzawałowym. Ze stresu ograniczyłem fajki do dwóch paczek dziennie, ale wytrzymałem tylko tydzień. Potem wróciłem do trzech.

Gdybym do palenia dołączył regularne picie byłoby po mnie. Na szczęście bez alkoholu to potrafię wytrzymać nawet pięć lat. No a jak już se golnę? To wtedy nigdy nie kończy się na jednym piwku. Ciąg trwa u mnie mniej więcej tydzień. Wtedy biorę wolne w robocie i… wychodzę na osiedle.

Bo ja, drogi panie, nie umiem pić sam, w domu. Muszę mieć kompanów, toteż zapraszam takich leśnych dziadków z osiedla do taksówki i bum, ładujemy. Ja na przednim siedzeniu, oni na tylnym i jest całkiem miło. Wspominamy stare, dobre czasy.

Dawniej robiłem w tak zwanej szarej strefie. Handlowałem czym popadnie, głównie wódą. Ryzyko było niewielkie, nawet jak ktoś cię złapał wystarczyło dać dobrą łapówkę i było po sprawie. To były moje złote czasy – przez miesiąc zarabiałem tyle, że starczyłoby na niezłe auto. Panie, jak ja wtedy balowałem! Teraz jest kiepsko, ale chociaż mam co wspominać. Szczerze to wolę umrzeć biedny, ale z przeżyciami niż bogaty i nudny. Miałem takiego kumpla na osiedlu, straszny sknera był. Jak piliśmy czy jedliśmy w większym gronie, to nigdy nie składał się z resztą tylko od nas dziobał po kawałeczku.

Wiesz pan jak umarł? Na sraczu, na zawał. Gówniane życie, to i gówniana śmierć – tak żartowaliśmy z kumplami. A jak go rodzina znalazła zimnego, to potem zajęła się mieszkaniem. Ludziska byli w szoku, okazało się, że facio miał w tapczanie milion sto tysięcy złotych! Tak oszczędzał i co? Gówno, śmierć na sraczu czyli.

Jesteś pan dziennikarzem? No proszę, mój syn to by chciał zostać sprawozdawcą sportowym. No ale chyba nic z tego – ma już dwadzieścia osiem lat i nigdzie się jeszcze nie załapał. To chyba dlatego, że mówi tak niewyraźnie. Był już u logopedy i nic to nie dało, czasem ciągle trudno go zrozumieć. Często mówię mu „kochaniutki zwolnij, strasznie seplenisz”.

Mam nadzieję, że w końcu znajdzie dobrą robotę. Byłoby fajnie, bo w moim fachu jest coraz ciężej. Szef zatrudnił wielu nowych taksiarzy, to i ze zleceniami problem. Panie drogi, ja to miałem najgorszy lipiec od lat. Jeszcze jakoś przędę i utrzymuję familię, ale diabli wiedzą, jak długo uda mi się wiązać koniec z końcem.

***

20 minut. Jedna trzecia głupiej godziny. 1/72 dnia, a tyle emocji, zwierzeń, problemów.

I jak tu nie lubić  szczerych, prostolinijnych ludzi?

foto: www.biznes.interia.pl

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑