Niestety, jesteśmy narodem śmierdzieli

Opublikowano Maj 21, 2013 | przez ZP

smierdzi

Marcin Meller napisał ostatnio, że Polacy śmierdzą. Niestety, jest to prawda. Walenie potem jest u nas tak powszechne, jak narzekanie.

Są sytuacje, w których smród jest uzasadniony. Trudno, żeby człowiek pachniał lawendą po godzinie biegu po dworze  w temperaturze 20 stopni. Albo żeby roztaczał wokół siebie tylko i wyłącznie zapach drogich perfum po całym wieczorze brylowania w dyskotece. W tego typu przypadkach jestem jeszcze w stanie usprawiedliwić fakt, że komuś jedzie spod pach.

Niestety, Polak capi nie tylko po wysiłku fizycznym. Polak capi nagminnie. W tramwaju, w metrze, na ulicy, w pracy, u cioci na imieninach, podczas spaceru po starówce, wizyty w sklepie, w kościele, w kinie, w teatrze, a nawet w operze. W tak zwanym życiu codziennym spotykam więcej smrodków niż ładnych kobiet. Niemalże co kilkadziesiąt metrów wpadam na jakiegoś gościa, który prowadzi prywatną wojnę z mydłem i dezodorantem. I jak to wojnie bywa, czasem dosięga ona przypadkowych ofiar, w tym przypadku przechodniów, pasażerów środków lokomocji, no generalnie biednych ludzi, którym piękne zapachy wiosny zabija jakiś kolo, spocony tak bardzo, jakby właśnie skończył nagrywać godzinnego pornola z Tori Black.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na horyzoncie nie widać szans na poprawę. Gdybyśmy żyli teraz w 1991 roku, miałbym jeszcze jakąś nadzieję. Uznałbym, że społeczeństwo nie nawykło do stosowania lepszych, droższych kosmetyków, ponieważ jesteśmy świeżo po upadku komunizmu i ludzie jeszcze nie zrozumieli, jakie porządne mydło i dezodoranty stwarzają przed nimi niesamowite możliwości. Albo że na razie obywateli nie stać na takie frykasy. Trudno, zacisnąłbym zęby, a właściwie to zatkał nozdrza, i z utęsknieniem czekał na lepsze, mniej jebiące potem czasy.

Żyjemy jednak w 2013, w którym dezodoranty są ŁATWO dostępne i NIEDROGIE. Już za kilkanaście złotych można kupić taki o, zwyczajny, a za około 40-60 specjalistyczny, dla ludzi mających problemy z nadmiernym poceniem. Niestety, mało kto z polskich obywateli korzysta z tego komfortu. Gdyby to jeszcze była wiedza tajemna, rozumiałbym, że nie dezodorują się, bo nie wiedzą skąd taki stuff wytrzasnąć. Ale nie, reklamy antyperspirantów atakują ostrzej niż Brazylijki Europejczyków w klubach Rio de Janeiro: z setek bilboardów, z głośników wielu stacji radiowych i niemalże każdego kanału telewizyjnego. Niestety, nic to nie daje. Polak jak śmierdział, tak śmierdzi.

Co zrobić w tej sytuacji? Zakładając, że w grę nie wchodzi emigracja ani permanentne zamknięcie się w domu, polecam wam to coś poniżej – zatyczki do nosa stosowane przez pływaków w basenie. OK, w miejscu publicznym człowiek będzie w czymś takim wyglądał głupio, ale w sumie czy to ważne? Najistotniejsze, że nie będzie ci się kręcić w głowie od nadmiaru zapachowych doznań 🙂

 zatyczka

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑