Niewiarygodne, ale prawdziwe: powstał gorszy film o kawalerskim niż „Kac Wawa”

Opublikowano Grudzień 6, 2016 | przez lucky bastard

Wiecz_r_kawalerski_Kena_Stag_2013_WEBRip_Xvi_D

Może to niedawne zaręczyny, może po prostu nuda – w sumie nie wiem, co mnie podkusiło, ale zorganizowałem sobie maraton filmów, którego motywem przewodnim jest ostatnia impreza na wolności, zwana powszechnie wieczorem kawalerskim. Wbrew pozorom stwierdzenie maraton jest tu całkowicie adekwatne – nakręcono tego od cholery, to zabawa na kilka wieczorów. Niestety, najprawdopodobniej nie jestem zwycięzcą i nie zostanę diamentem, bo nie dobiegnę do tej mety. Sorry Piotrze Blandfordzie, próbowałem!

Początek – jak to zwykle bywa – był super! Trylogia „Kac Vegas” weszła jak 100 gramów dobrzej zamrożonej substancji Januszowi Gajosowi w „Żółtym szaliku”. Później był staroć „Wieczór kawalerski” z Tomem Hanksem, czyli też naprawdę spoko. I choć jeszcze nie dobrnąłem nawet do połowy, już wiem, że ostatni odcinek tej trasy był zbyt morderczy. Jednak jeśli wydaje wam się, że odpaliłem karłowatego kuzyna z Polski komedii z Bradleyem Cooperem, czyli „Kac Wawę”, no to się mylicie. Widziałem kiedyś ten szajs i zostawiłem to sobie na deser. Ale deseru nie będzie, bo obejrzałem „Wieczór kawalerski Kena” z 2013 roku (to polski tytuł, generalnie to „Stag”).

Na plakacie twórcy tego dzieła chwalą się jakimiś nagrodami. Jeśli to nie podpucha i rzeczywiście ktoś je przyznał, to widzę tylko dwie opcje – albo to jakiś odpowiednik malin i węży, a twórcy chcieli wykorzystać brak wiedzy potencjalnych widzów w zakresie filmowych wyróżnień, albo ktoś komuś zrobił laskę, by dostać nic nie wartą, ale jednak statuetkę.

image

Jeśli po obczajeniu tej fotki wydaje wam się, że są powody, by jednak ten film obejrzeć, no to ostrzegam. Grana przez tę aktorkę postać striptizerki-blogerki irytuje najmocniej. Aktorsko to poziom pomiędzy Gulczasem a Dariuszem z „Trudnych Spraw”. A cycki  i tak pojawiają się tylko na ułamek sekundy.

Dlaczego wybrałem akurat ten film spośród kilku innych, które zapowiadały się lepiej? Prosta sprawa – było późno, a to „tylko” 75 minut. Nie nastawiałem się na wiele, od czasu do czasu lubię obejrzeć głupawą komedię – wydawało się, że to plan prawie bez wad.

W filmie chodzi o to, że tytułowy bohater Ken to śmieszek nad śmieszkami. Jest specjalistą od gagów na wieczorach kawalerskich (generalnie słabych), więc obawia się srogiej zemsty ze strony ekipy w trakcie imprezy poprzedzającej jego ślub. Problem w tym, że nic się nie dzieje. No może poza tym, że dwóch starych kumpli odkrywa pożądanie względem siebie i wychodzi z szafy w sposób obleśny. Nawet striptiz nie wychodzi, bo – że tak to ujmę – panowie nabierają wątpliwości natury etyczno-moralnej.

Tyle? No nie do końca, bo główny bohater, który wcześniej był przerażony, teraz jest wkurzony, że koledzy jednak nie zrobili mu pranka. Dochodzi do szczerej dyskusji, w trakcie której dowiadujemy się, że plan był (zrobienie napisu na fiucie, który miałby być dowodem zdrady, niezmywalnym flamastrem), ale nie wypalił. Straszna szkoda. Ten lipny wieczór, sądząc po tym jak ułożyło się ich życie później, był jednak cenną lekcją życia dla wszystkich jego uczestników. Jakim cudem? Tego niestety nie wiemy.

Po seansie można dojść do odważnych wniosków.

Pomysł na film: „Kac Wawa” > „Wieczór kawalerski Kena”

Poziom humoru: „Kac Wawa” > „Wieczór kawalerski Kena”

Gra aktorska: „Kac Wawa” > „Wieczór kawalerski Kena”

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑