Niezwykłe zawody. Pszczelarz z Himalajów

Opublikowano Kwiecień 11, 2016 | przez lucky bastard

Pszczelarz, czyli zawód wymagający wielkiej odwagi, wybitnej sprawności fizycznej, małpiej zręczności, a nawet przebiegłości. Co, zgłaszacie wątpliwości? Mówicie, że macie w rodzinie pszczelarza i wujek Mietek ogarnia ule bez kłopotów nawet po połówce? No cóż, są pszczelarze i pszczelarze. Nam chodzi o niezwykłe zwyczaje Nepalczyków z prowincji Gurung w Himalajach.

honey-hunters-andrew-newey-2

Apis Laboriosa – pszczoły skaliste – to największe pszczoły świata. Już sam fakt, że lata ci wokół głowy kilka takich owadzich gigantów większość wystraszyłby na odległość kilometra, oczywiście pokonaną sprintem, a tu jeszcze mowa o „włamywaniu się” do ich domów i potyczce z całą chmarą. W dodatku gdzie zakładają swoje siedziby? Na klifach. W cholernie niedostępnych górskich miejscach. Naprawdę cenią sobie spokój i prywatność.

Spokój i prywatność, którą nepalscy pszczelarze naruszają od lat. Jakże różny to sposób pozyskania miodu o tego, który znamy z polskich pasiek: śmiałka – słowo ani trochę na wyrost – czeka wspinaczka i lawirowanie na linie.

o31tcd4avbi11dkr1sn7

Cały proces jest dla tubylców święty. Przed robotą dokonują ceremonii, która ma uzyskać przychylność górskich bóstw (wiemy jak to brzmi, ale to prawda). W tym celu poświęca się rytualnie zwierzaka, np. owcę, oferuje też kwiaty, owoce, ryż, a cała wieś zmawia modły.

Najpierw trzeba – taktyka rodem z „Nic śmiesznego” – dymić, dymić i jeszcze raz dymić, celem wygonienia pszczół. Potem panowie posługują się arcynowoczesnym sprzętem – długim naostrzonym kijem – by dostać się do miodu, a ten zebrać do pojemników. Wszystko w gęstym dymie, oczywiście balansując na linach na dużej wysokości, z coraz większym obciążeniem, bo pszczelarz zbiera podczas jednego wypadu nawet 20kg miodu.

nepali-mezgyujtes05

Tradycja zaczyna jednak umierać. Co zrozumiałe, młodzi Nepalczycy nie kwapią się już tak bardzo, by pozostawać w wioskach całe życie, a nawet jeśli zostaną, to nie kwapią się by tak ryzykować kilka razy do roku. Może przekonają ich jednak pieniądze: po pierwsze, miód jest cholernie drogi. Po drugie, jest to tak niezwykły sposób pracy, że bogaci Japończycy i Chińczycy zjeżdżają i płacą duże pieniądze – nawet od 250 do 1500 dolarów jednorazowo, choć tylko małą część kwoty dostają tubylcy – by móc obejrzeć wybierających miód pszczelarzy na żywo. Obecność turystów niszczy jednak klify, zmusza też pszczelarzy do nadnaturalnie częstszego wybierania, co powoli wyjaławia te osobliwe pasieki.

Czy komercja zabije tradycję? Zmieni ją w parodię samej siebie? Nie byłby to pierwszy, ani na pewno ostatni raz.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑