Nitro Circus Live = witajcie w świecie fantastycznych pojebów

Opublikowano Grudzień 16, 2013 | przez Dżordż

nitro

Po zaliczeniu udanego triku skaczą, wrzeszczą, wymachują rękami jak szaleńcy. Jakby właśnie strzelili gola w finale mistrzostw świata. Uczestnicy Nitro Circus Live… jarają się swoimi wyczynami jeszcze bardziej niż kibice. I prawidłowo – to, co wyprawiają jest naprawdę fantastyczne.

Motocykle. To pierwsze słowo z jakim kojarzy się całe to zamieszanie. Ludzie myślą o Nitro i widzą w wyobraźni kolesi wyczyniających gimnastyczne cuda w powietrzu w towarzystwie swoich jednośladów. To dobre łączenie faktów, choć… nie do końca. Bo show Travisa Pastrany wykracza daleko poza szaleństwa na tych pojazdach czy też rowerach, rolkach i hulajnogach. Przekonałem się o tym w minioną sobotę na Stadionie Narodowym.

Patrzyłem na to, co się dzieje na murawie i nie mogłem uwierzyć – te fantastyczne pojeby zjeżdżały z osiemnastometrowej (!) platformy na… samochodach-zabawkach, wózkach z dyskontu czy też na zwykłym fotelu, jakich pełno w naszych mieszkaniach. Szok. Podnieciłem się ich wyczynami tak bardzo, że nawet zapomniałem, jak chłodno jest na stadionie. A uwierzcie – piździło, że ho ho. To był chyba najbardziej mroźny dzień tej zimy, szczególnie dla takiego idioty jak ja, który założył lekkie jeansy i żadnych kaleson pod nie.

Dobra, ale ja nie o tym, wróćmy do najważniejszego: w całym tym Nitro zajebiste jest to, że człowiek w pewnym momencie chce wyć do księżyca z wrażenia . Co to są za kolesie! Numerem jeden są – a jakże by inaczej – motocykliści. Ci szaleńcy łamią w powietrzu wszelkie zasady grawitacji, na szczęście dużo rzadziej łamiąc przy okazji nogi czy ręce. W żadnym wypadku nie odstają od nich rowerzyści, którzy za nic mają swoje kończyny. Często po udanym skoku zamiast na dwóch kołach lądują na dupie, głowie czy innym barku, ale nic to. Kiedy myślisz, że oto byłeś świadkiem złamania sobie karku przez jakiegoś facia, on wstaje i zaczyna skakać z podniety oraz wymachiwać rękami, ponieważ właśnie spełnił swoje marzenie wykonując jakiś szalony trick, którego nazwy nie jestem tu w stanie za Chiny powtórzyć.

A propos marzeń – Pastrana spełnia też te kibiców. W Warszawie wybrał z ponad 30-tysięcznego tłumu dwóch szczęśliwców, następnie ubrał ich w odpowiedni kombinezon i… posłał na motocykl. Ale spokojnie, nie samych. Panowie usiedli razem z jednym z zawodowców, a potem… wykonali z nim salto w powietrzu. Po wszystkim kolesie mało nie posrali się w majtki z radości i wcale im się nie dziwię.

Co ciekawe, największy entuzjazm na widowni wzbudził… niepełnosprawny sportowiec. Koleś zapieprza na wózku inwalidzkim jakby brał udział w jakimś wyścigu, potrafi jeździć na… krawędzi jednego koła, no i oczywiście skacze. Jego popis ZAWSZE wzbudza szalony entuzjazm trybun, ale i kolegów z tego popieprzonego cyrku – gdy ląduje na ziemi, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, wszyscy podbiegają do niego, przytulają, całują, poklepują po plecach. Fantastyczna dawka pozytywnych wibracji! Po czymś takim człowiek wychodzi ze stadionu uśmiechnięty od ucha do ucha, a gęba cieszy mu się jeszcze przez kilkadziesiąt kolejnych godzin podczas których trudno wyrzucić z głowy Nitro. Świetna impreza, oby takich w Polsce organizowano w kolejnych latach jak najwięcej.

PS. Żeby nie było za pięknie, impreza w Polsce miała minusy, dwa:

a) kiepskie nagłośnienie na Narodowym. Momentami naprawdę nie szło zrozumieć, co mówią prowadzący.

b) polscy spikerzy byli okrutnie męczący. Starali się na siłę pokazać jako fajne, wyluzowane chłopaki co to oglądają Nitro na żywo po raz 50. w życiu. Ta ich nonszalancja po jakimś czasie zwyczajnie wkurwiała, a nie rozluźniała widownię.

 

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑