O jejku, co ja najlepszego jej wczoraj obiecałem!

Opublikowano Maj 4, 2014 | przez ZP

 Classic Collection. Page 132. 10425359. Man lying in bed, in striped pyjamas, clutching his head.

 

Po jedenaste: nie obiecuj kobiecie przyrządzenia śniadania, jeśli noc przed tym wydarzeniem idziesz pić. Z kumplami, a nie z nią…

Otwierasz oczy. Znaczy próbujesz to zrobić. Nie jest łatwo, ponieważ powieki ważą w tym momencie więcej niż Pudzian. Głowa boli tak, jakby Mariusz właśnie trafił cię soczystym ciosem. Nie to jest jednak najgorsze. Dużo bardziej niże łeb irytują cię… uszy. A właściwie to, co słyszą:

– Misiu, wstawaj! Za godzinkę idę do pracy, jestem głodna. Skocz po bułki i ser. A, oczywiście kup też jakąś kawę, może być americano.

Dzień wcześniej chciałeś udobruchać dziewczynę przed wyjściem z kolegami. Żeby nie czuła się poirytowana, iż zostaje w domu podczas gdy ty idziesz konsumować sympatyczne procenty, rzuciłeś w powietrze: Nie będę szalał, spokojnie. Wrócę w takim stanie, że na pewno zrobię ci rano śniadanko.

Niestety, jak to bywa podczas męskiego wieczoru sytuacja wymknęła się spod kontroli. Może nie aż tak strasznie, może podczas powrotu nie wypadłeś z taksówki jak zwłoki, ale jednak umówmy się: nocą byłeś daleki od idealnego stanu.  A że człowiek już nie najmłodszy, kac nie ulatnia się z rana jak mgła, wręcz przeciwnie, atakuje z furią godnych ostatnich scen filmów z Van Dammem, w których nasz bohater nie wiadomo skąd znajduje w sobie dodatkowe pokłady ekstra energii, żeby skopać rywalowi dupę.

W tej konkretnej sytuacji to kac jest belgijskim karateką, a ty bad-boyem, który solidnie obrywa.

Leżysz, myślisz o tym, przekręcasz się na drugi bok, zarzucasz kołdrę na głowę, chcesz zasnąć, ale jest to niemożliwe – słodka rączka wybranki serca potrząsa twoim ramieniem. A jej piękne usta, w tym momencie zadające tyle bólu opuchniętej głowie, mówią stanowczo: NO RUSZAJ SIĘ.

Rad nie rad próbujesz złapać pion jednocześnie unikając wzroku partnerki. Nie chcesz, żeby jej karcące spojrzenie zadało ci dodatkowy ból, a poza tym boisz się, że zareaguje niezbyt entuzjastycznie na przekrwione do bólu białka. Coś tam seplenisz w jej kierunku, narzucasz na siebie dres – jebać prysznic, tylko cię rozbudzi, a przecież gdy ona wyjdzie do roboty chcesz dalej spać – i ruszasz na „polowanie”.

Niestety, mimo że żyjesz w śródmieściu dużej europejskiej stolicy, najbliższy sklep usytuowany jest jakieś 600 m od twojej kamienicy. Ten dystans bywa irytujący nawet wtedy, gdy człowiek jest trzeźwy i wyspany, a co dopiero w tej sytuacji? Rad nie rad ruszasz powolnym krokiem. Po czasie, który wlecze się bardziej niż dziesięć ostatnich kilometrów maratonu, docierasz do sklepu. Los to złośnik, więc musisz wystać swoje w kolejce po ser i do kasy. Oczywiście przed tobą musi stać akurat starowinka, która traktuje zakupy jako święto, dlatego też przed wyjściem z domu wylała na siebie cały flakonik perfum. Masz kaca, więc odczuwasz zapachy z dużo większa intensywnością, babunia niemalże doprowadza cię do bełta.

Na wymioty zbiera ci się też w Pini dokąd udałeś się po gorrrącą kawę dla wybranki serca swego. Powód? Trzy businesswoman, na co dzień podejmujące w swojej korpo tysiąc decyzji, nie potrafią wybrać: capuccino czy jedna latte? Masz ochotę wykrzyczeć im w twarz coś w stylu: SZYBCIEJ DZIWKI, ale jednak brakuje ci odwagi. A może energii? Musisz ją oszczędzać, w końcu przed tobą droga powrotna do domu.

Uff, jesteś z powrotem. Pierwsze wrażenie u progu? Odyseusz wracał do Itaki szybciej niż ja z tych pieprzonych zakupów.

Dziewczyna się kąpie, a ty czym prędzej stajesz przy kuchennym blacie i zaczynasz robić obiecane śniadanko. Po pięciu minutach wszystko gra, zostawiasz jej pyszności na stole, a sam kładziesz się z powrotem do łóżka marząc tylko o jednym: żeby przespać kaca. I kiedy robi się tak błogo, przyjemnie tak jak nigdy, z sąsiedniego pokoju dochodzą dwa zdania, które niszczą twoje marzenia:

Misiu, ale jak to, nie potowarzyszysz mi w śniadanku? Chodź tu, prędko!

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑