Obejrzałem „Top Model”. Brr, dawno się tak nie bałem

Opublikowano Marzec 7, 2013 | przez ZP

topmodel

Darling, ju ar soł super – Dżoana wymawia to zdanie z tak oczojebnym uśmiechem na ustach, że aż muszę zmrużyć powieki. Instynktownie szukam w szufladzie okularów – bez nich jej kolejne suszenie zębów mogę przypłacić utratą wzroku.

Obejrzałem wczoraj „Top Model” po raz drugi w życiu. Wcześniej zdarzyło mi się to tylko wtedy, gdy znajoma wzięła udział w castingu.

Wnioski? Pamiętacie „Twin Peaks”? W doskonałym serialu Davida Lyncha jest taki surrealistyczny fragment, w którym dziwaczny karzeł tańczy na tle czerwonej kotary. Człowiek patrzy na to i aż ma ciarki na plecach. Boi się. Podobne wrażenie miałem w środę koło 22. „Top Model” to program, który u zdrowego psychicznie faceta ewidentnie  może wzbudzić strach, głównie przez demonicznych prowadzących.

Michał Piróg dobiera się pazernie do spodni o dwie głowy wyższej dwudziestki, by szybko ją rozebrać – jury chce ją błyskawicznie zobaczyć w kostiumie. Jego członek – jury, nie Piróga –  Marcin Tyszka wygląda jakby wyszedł właśnie ze sklepu z farbami, w którym Al-Kaida podłożyła bombę. Facet jest bardziej kolorowy niż Delhi latem.

Drugi kolo, niejaki Dawid Woliński, ma uszy wielkości Pałacu Kultury. Cokolwiek by nie mówił,  jest dla mnie bezwartościowy jako ekspert – kiedy kamera pokazuje tego projektanta, myślę tylko o nich. Patrzę i zastanawiam się czy koleś zaraz nie odfrunie, serio.

Mój słuch zdominowała za to Krupa. Biadoli z jakimś dziwnym akcentem mieszaniną polsko-amerykańskich wyrazów. Gada niewyraźnie, szybko, z nutką infantylizmu w głosie. Bez trudu wyobrażam sobie jak profesor Jan Miodek oglądając ten program wali głową w stół.

Jest jeszcze laska, której kompletnie nie znam. Siedzi po prawej, w ogóle się nie uśmiecha, ma wyraz twarzy podobny do dziewczyny, która w klubie mówi ci „spierdalaj”. Gdy w końcu otwiera usta, mam wrażenie, że jest strasznie męska. Prawie jak Anna Grodzka.

Uff, jury to niezły zestaw oryginałów. Dołożyłbym jeszcze Janusza Korwina-Mikke i „Cyrk Zalewski” z najlepszych lat nie miałby z nimi szans.

Ale „Top Model” to nie tylko eksperci, to także uczestniczki. Tu też jest ciekawie. Wychudzone dziewuszki, pochodzące głównie z wiosek, w których mało kto słyszał o smartfonach, dają czadu po całości. Moją uwagę zwraca ta opowiadająca „wzruszającą” historię o lasce, która rozbiła jej na twarzy kufel – stąd blizna na policzku. Krupa słysząc o tym zdarzeniu jest ewidentnie wzruszona. Gdyby nie dbałość o perfekcyjny makijaż, pewnie nawet by się rozbeczała.

Cała reszta wielkomiejskich pięknisiów z jury też wstrzymuje oddech. Dziewczyna ostatecznie przechodzi dalej, choć jak na nią patrzę dochodzę do wniosku, że bardziej niż świat mody przydałaby się jej kroplówka. Jest tak chuda, że mam wrażenie iż lada chwila złamie się w pół. Każdy jej krok wzbudza u mnie poczucie paniki, boję się, że jest ostatni. Czuję też smutek, że program nie jest pokazywany „na żywo” – wtedy niezwłocznie zadzwoniłbym po karetkę, może udałoby mi się uratować tę kobietkę.

Program dobiega końca. Po godzinie z „Top Model” jestem bardziej wycieńczony psychicznie niż po przeczytaniu w liceum „Nad Niemnem”.

TVN włącza po programie film ze Stevenem Seagalem w roli głównej. Amerykański zabijaka przy gwiazdach stacji Mariusza Waltera zdaje mi się być ostatnim nudziarzem. Jego dźwignie i hurtowe łamanie kości to betka w porównaniu z tym z jaką gracją Dżoana łamie serca niektórych kandydatek na modelki.

 

 

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑