Obsrane ręce, czyli jak opanował mnie techniczny debilizm

Opublikowano Czerwiec 12, 2013 | przez ZP

broken_laptop

Mój pech, peszek właściwie, nie mylić z Marią, rozpoczął się w radiu, jeszcze w liceum. Starszy kolega z pracy wręczył mi z namaszczeniem mini-dysk i i kazał z nim iść na ulicę, by przeprowadzić pierwszą sondę. Dla 17-latka było to wydarzenie nie lada, szczególnie, że sam mogłem wymyślić jej temat.

Jako że od początku swojej przygody z mediami starałem się być oryginałem, zapodałem taki temat: kto tak naprawdę pani/pana zdaniem zabił Kennedy’ego?

Wyobraźcie sobie ludzi w niewielkim, nieco ponad stutysięcznym miasteczku, którzy pędzą rano do pracy, a tu niespodziewanie drogę zachodzi im jakiś młokos, zadający idiotyczne pytanie o amerykańskiego prezydenta.

Tak, tłum mało mnie nie zlinczował.

Ostatecznie udało mi się uzyskać kilka odpowiedzi, tylko co z tego skoro i tak nigdy nie poszły w radiu. Jednak nie dlatego, że były nudne, nie, powód był inny – rozwaliłem mini-dysk. Nacisnąłem jakiś tajemniczy guzik, który sprawił, że sprzęt padł. Na amen. Nie dało się go uruchomić ponownie, naprawić, no kompletnie nic. Trup.

Starszy kolega nie ukrywał swojego rozbawienia.

Jego dobry humor zamienił się rychło w czarną rozpacz. Stało się to dokładnie tydzień później, kiedy to… zepsułem program do nagrywania dźwięków przez telefon. Oczywiście pięćdziesiąt osób przede mną z niego korzystało i nic, zawsze wszystko było OK. Naturalnie zanim go rozpieprzyłem postępowałem zgodnie z poleceniami, a mimo to jakiś diabelny chochlik sprawił, że zdechł.

– OK chłopie, od dziś nazywam cię obsrane ręce. Tylko ty ze znanych mi ludzi jesteś aż tak nietechniczny. Coś czuję, że w przyszłości będziesz miał z tym nie lada problemy – podsumował kumpel.

Jego przepowiednia okazała się równie trafna co ta Zbigniewa Bońka, który po MŚ w 1986 roku stwierdził, że Polska przez dłuższy czas nie wystąpi na mundialach – kolejne lata rzeczywiście przynosiły jeszcze większe techniczne rozczarowania.

I nie chodzi nawet o to, że przed wizytą na komisji wojskowej zestresowałem się tak bardzo, iż kiedy mnie wywołano przed oblicze tejże, to zapomniałem wziąć komórki leżącej na krześle obok, co skwapliwie wykorzystali towarzysze niedoli mej, dresiarze jacyś, którzy pewnie potem przehandlowali ten telefon błogosławiąc najłatwiejszy w życiu zarobek.

Nie, chodzi o coś innego – tak, jak Anatolij Kaszpirowski uzdrawiał ludzi swoimi tajemniczymi metodami, tak ja, kierowany zapewne przez równie szatańskie moce, niszczyłem doszczętnie lub chociaż dotkliwie, niemal każdy napotkany na mej drodze życiowej sprzęt elektroniczny. Tak na szybko licząc rozpiździłem na amen trzy komórki i dwa laptopy. Trzeciego rozwaliłem napieprzając weń pięściami, kiedy zaciął mi się po raz czterechsetny.

Total, wiem.

Już chciałem iść z tym do lekarza – psychologa, psychiatry, a może do dobrego informatyka po prostu? Byłem o krok od szukania specjalisty i nagle puf!, pech zniknął tak samo zwyczajnie jak się pojawił. To znaczy nie do końca – zdarza mi się, że kiedy piszę tekst na Wyszło, to nie wiedzieć dlaczego nagle jakaś tajemna siła wyrzuci mnie z programu, w którym go płodzę. Czasem podczas rozmowy telefonicznej ni stąd ni zowąd wyłącza mi się komórka, bywa, że pralka pod dotykiem palców moich zaczyna wydawać z siebie dziwne dźwięki i na czas jakiś działać przestaje.

No ale to wszystko pikuś w porównaniu z tym, co było wcześniej, w sumie czuję się teraz jakbym cudem wyleczył jakiegoś nielichego wirusa, który z początku wydawał się  być śmiertelnym, a teraz został po nim drobny ślad, grypa jakaś nic więcej, stąd radość moja i tekst ów.

Choć szczęśliwy do końca nie jestem, ponieważ boję się, że ta dobra passa jest li tylko chwilowa, że w najmniej spodziewanym momencie zło powróci do mych palców i np. na dyktafonie nie nagra mi się wywiad życia z jakąś znaną personą.

Jeszcze bardziej prawdopodobne jest jednak to, że na taki interview… w ogóle nie wezmę sprzętu do nagrywania, ponieważ moim drugim kłopotem jest skleroza, no ale to temat na inny tekst. Napiszę go niebawem, o ile nie wypadnie mi to z głowy.

 

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑