Obywatel najzabawniejszy od czasów Seksmisji?

Opublikowano Listopad 9, 2014 | przez lucky bastard

Film obywatelgr

Opublikowano Listopad 9, 2014 | przez lucky bastard

0

Nie ma sensu pogrywać suspensem, bo nasza opinia na temat „Obywatela” została już przedstawiona poprzez gwiazdki w tytule. Nie tyle nie podobało nam się, ale spodziewaliśmy się po filmie zdecydowanie więcej. Siłą rzeczy trudno mieć niskie oczekiwania wobec projektu, w którym główne role grają wybitny Jerzy Stuhr oraz – będący na najlepszej drodze do zostania wybitnym – Maciej Stuhr.

Albo inaczej – gdyby wymienić obsadę, niewiele by z filmu zostało. Mało który reżyser ma porównywalny komfort, który pozwala na tak wiarygodne przedstawienie głównego bohatera na przestrzeni całego życia. Stuhr senior powierzył sobie rolę starego Jana Bratka, którego w czasach młodości zagrał idealnie predysponowany do tego celu jego syn. Jakkolwiek patrzeć, trudno o lepsze przygotowanie do roli, niż niemal 40-letnia obserwacja ojca.

W jednej z przedpremierowych wypowiedzi Jerzy Stuhr przyznał, że jego syn przez całe życie pracował nad własnym wizerunkiem, który pozwoliłby mu zerwać z wizerunkiem ojca. Żeby to zrobić, musiał rozłożyć tatę na czynniki pierwsze, skupić się na każdym szczególe jego osobowości. Dzięki temu wcielenie się w młodszą wersję postaci granej przez Jerzego okazało się dla niego całkiem naturalne. Do tego stopnia, że w wielu scenach Maciej pozwolił sobie na parodiowanie ojca i robił to z dużą gracją.

Można powiedzieć, że narzędzia, którymi dysponował Stuhr senior, były porównywalne z tymi, jakie mieli autorzy kręconego przez dwanaście lat „Boyhood”. Realizm obydwu filmów jest porównywalny. Przy „Obywatelu” również ma się poczucie, że praktycznie cały film odegrała jedna osoba, która nie musiała sobie dorysowywać zmarszczek, ani stosować żadnych innych zabiegów, by pokazać starość.

Wydaje się też, że Jerzy Stuhr zgadza się z poglądem, iż chronologia jest oznaką bezradności intelektualnej. Do tego stopnia, że postanowił wywrócić całą fabułę do góry nogami. Jana Bratka poznajemy jako starego człowieka, który wraz z rozwojem akcji stopniowo cofa się w czasy młodości. Dzięki takiemu zabiegowi pod koniec filmu możemy pośmiać się ze scen zaprezentowanych już we wstępie. Dopiero kiedy poznajemy szerszy kontekst, odkrywamy humor początkowych zdarzeń.

Humor jest jednak aspektem, który najbardziej nas w filmie rozczarował. Tak naprawdę zaserwowano nam zlepek ogólnie znanych sytuacji, które nie miały prawa w jakikolwiek sposób zaskoczyć widza. Gdybyśmy mieli ocenić „Obywatela” jednym słowem, prędzej napisalibyśmy „gorzki” niż „śmieszny”. To oczywiście nic złego, ale twórcy zapowiadali w mediach jednak trochę innego rodzaju widowisko.

Do refleksji zmusza przede wszystkim motyw przewodni całego filmu, czyli przypadek. Przypadek, który ma największy wpływ na losy człowieka, wplata go w różne niedorzeczne sytuacje, prowadzi karierę zawodową i polityczną. Który uczy pokory. Wynosi człowieka na piedestał, po czym brutalnie wyciera nim podłogę. Wreszcie łączy ludzi w pary, bądź ich rozdziela, co najczęściej kończy się zmarnowanym życiem.

Czy warto wybrać się do kina? Oczywiście, że tak, ale nie nastawiajcie się na salwy śmiechu, prędzej na gorzką refleksję. Niestety, najśmieszniejszym fragmentem tej – było nie było – komedii, jest jej zapowiedź: „Najzabawniejsza rola Jerzego Stuhra od czasów Seksmisji”.

Komentarze

Postać zagrana przez Stuhrów
Humor filmu
Humor zapowiedzi
Urocza żonka Jana Bratka

Podsumowanie: Siłą "Obywatela" jest przede wszystkim rodzina Stuhrów. Jerzy i Maciej stworzyli ekstremalnie wiarygodną postać, poniekąd wyręczając charakteryzatorów. Przy oglądaniu w ogóle nie ma się wrażenia, że ktoś nieudolnie próbuje nas oszukać, na przykład dorysowując bohaterom zmarszczki.

3.3


Ocena użytkowników: 1.1 (65 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑