Oficjalne info: Wiśniewski nagrał najgorszą „piosenkę” w historii muzyki

Opublikowano Grudzień 18, 2013 | przez ZP

wisnia

Kiedy zobaczyłem nowy image Michała Wiśniewskiego, pomyślałem sobie „oho, może wydoroślał?” Ściął w końcu te śmieszne, czerwone włosy, zapuścił bródkę, to chyba jakaś zapowiedź dojrzałości życiowej, a co za tym idzie i artystycznej. Niestety, wczoraj moją teorię trafił szlag.

Zaledwie 223 sekundy wystarczyły, żebym zweryfikował pogląd o Wiśniewskim. Właśnie tyle trwa bowiem jego nowa „piosenka” pt. Filiżanka. Cudzysłów nie jest tu przypadkowy – to coś ciężko nazwać utworem muzycznym. Michaś spłodził potworka przy którym jego dawne charczenie w „Ich Troje” jawi się jako najsłodsza muzyka świata. Więcej – przy „Filiżance” nawet Feel wychodzi na poważny zespół, który ma coś do przekazania światu.

„Filiżanka” wymyka się wszelkim artystycznym schematom. To już nie jest pop, a jeszcze nie poezja śpiewana. To na pewno nie techno, choć wolę najgorsze umcyk umcyk od skowytu Wiśniewskiego, to zaiste nie jazz, rock ani house. O, już wiem! „Piosenka” Michasia pasuje do nowej kategorii, stworzonej na jej potrzebę: KOMPLETNY BADZIEW.

Już początek sugeruje, że artysta rozminął się ostatnimi czasy z rozumem:

Pije kawę, jest cudownie,
Pocałunków lekka pianka
Słodko pieści suche usta
Moja panna filiżanka.

Wiśniewski śpiewa te słowa z takim przejęciem, jakby właśnie wyznawał ukochanej miłość przy jej i swoich rodzicach oraz najbliższych przyjaciołach. A przecież, na Boga, tu nie o żadne uczucie chodzi tylko o to, że kolo delektuje się małą czarną. Oczywiście zapewne nie zabraknie w tym miejscu mędrców uważających, że „piosenka” ma drugie dno. Odpowiem im od razu: nie ma. To bullshit czystej wody, kawy znaczy się.

Lecimy dalej:

Moja panna porcelana,
Cała w bieli delikatna,
W środku diabeł i kochanka,
Z wierzchu anioł, żona i matka.

Jestem trochę zboczony, czytałem w życiu o różnych dewiacjach seksualnych. Wiem, że bywają ludzie, którzy osiągają spełnienie spółkując z drzewem, ale żeby robić to z filiżanką? Nie jestem co prawda pewien, czy Michaś na nią leci, ale przyznacie sami, że cztery powyższe wersy raczej nie pozostawiają wątpliwości, że tak.

Prawdziwy popis grafomanii w „utworze” napisanym przez Igora Jaszczuka mamy jednak tutaj:

Bez ciebie dzień straciłby smak, muzyka rytm, urodę kwiat
Bez ciebie dzień, bez pary bal, miłość bez róż, morze bez fal.

Hm, nigdy w życiu nie będę się już czepiał Paulo Coelho, przyrzekam. Zdania budowane przez Brazylijczyka to delicje w porównaniu z tymi, które proponuje nam Jaszczuk.

Nie wiem, czy już nie kręci Wam się w głowie i nie macie mdłości, gorszych niż przy porannym kacu. Jeżeli nie i jeśli posiadacie w sobie nie cząstkę, a kawał masochisty, czytajcie dalej:

Wrócę, siądę przy stoliku,
Z radia zagra nam piosenka
Całą drżącą i gorącą,
Znów uniosę ją w swych rękach.
Wie dokładnie gdzie jej miejsce,
Gdy odstawiam ją na spodek,
Czasem lekko zastepuje jakiś standard…
Gdy odchodzę.

Piję kawę, jest cudownie,
Świat zatrzymał się na chwilę
Gdy ku tobie zbliżam usta,
Znowu w brzuchu mam motyle.

Dobrze, że Tuwim, Gałczyński i paru innych naszych znanych poetów jest już po tamtej stronie. Jestem pewien, że każdy z nich czytając tekst „Filiżanki” popadłby w depresję, zakończoną odebraniem sobie życia. W tym miejscu mam prośbę do jednego z najlepszych współczesnych twórców, Marcina Świetlickiego: nie zapoznawaj się pan z tym czymś! Nieuchronnie skończyłoby się to harakiri, a ja za bardzo cenię sobie pańską twórczość, żeby pozwolić na zejście z tego padołu przed napisaniem jeszcze kilku tomików.

Fatalny tekst to jedno, niewspółmierne do niego emocje Wiśniewskiego – drugie. Trzecie to ten feralny teledysk: jakaś baletnica, jakieś zabytkowe wnętrza, jakiś nieśmiały kochanek, odpicowany całościowo na czarno. I jeszcze na końcu ten żenujący dialog, pełen wyświechtanych frazesów. WTF? Producenci Klanu wzięli się za muzykę czy jak?!

Michał Wiśniewski „Filiżanką” wkroczył na zupełnie inny poziom. Poziom, na szczęście, nieosiągalny dla żadnego innego twórcy w tym kraju, włącznie z artystami z branży disco-polo.  MW pędząc w dół przebił się z rozmachem przez Rów Mariański i zatrzymał dopiero w jądrze Ziemi. Przy okazji obrzydził wielu ludziom kawę. Na przykład ja już nigdy nie będę w stanie jej wypić delektując się ciepłym porankiem czy leniwym popołudniem przy ciastku. Nie, od wczoraj mała czarna będzie mi się kojarzyć z czymś bardziej ciężkostrawnym niż kilo kiełbachy opitolonej w 5 minut.

Michale, mam do Ciebie prośbę: nagraj jeszcze jakieś arcydzieło o alkoholu. Chciałbym kompletnie zrezygnować z jego konsumpcji, ale nie potrafię tego zrobić. Jestem natomiast pewien, że jakbyś coś o tym zaśpiewał, odechce mi się procentów raz na zawsze. Oczywiście pod warunkiem, że tekst do tej piosenki napisze nieoceniony Jaszczuk.

Dla tych, którzy dobrnęli do końca artykułu nagroda. Przeżyjmy to jeszcze raz:

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑