Ogarnij się! Kilka porad, jak nie paść ofiarą internetowej inwigilacji

Opublikowano Październik 16, 2013 | przez Pato

inwigilacja-w-sieci

Dziwnych czasów dożyliśmy. Jeśli jesteś studentem, wejdź na maila grupy, a dowiesz się, że ktoś z twoich znajomych szukał w Google klamerek na sutki. Jeśli pracujesz, spróbuj wrzucić na Twittera zdjęcie z melanżu, a istnieje szansa, że zostaniesz wylany. Internet to bagno – wiadomo, ale ostatnio uświadomiłem sobie, że bagno, w którym coraz łatwiej zatonąć. Jeden zły ruch i po tobie.

Uważaj na grupowe maile

Często jest tak, że ktoś zakłada jednego maila i daje dostęp innym. Może to być kółko sklejania latawców, warsztaty szachowe albo grupa na studiach japonistyki, gdzie wszyscy od wszystkich zżynają referaty. Jak ktoś jest sprytny to sprawdzi historię takiego maila i nieco się zdziwi. Pytania o to, jak przeprosić dziewczynę, którą uderzyło się w twarz jeszcze przejdą, ale skórzane pejcze i kluby swingersów to już grubsza sprawa. Poza tym zwykle jest dużo pytań o ciążę. Jakiś czas temu kolega zastanawiał się, dlaczego pewna dziewczyna przestała chodzić na zajęcia. Gdy zobaczył w Google pytania o ginekologa wszystko stało się jasne. Ginekolog z Warki. Dziewczyna z Warki. Nie ma to jak grupowe maile, w których pierwsze, o czym powinniście pamiętać, to przycisk „logout”.

Nie podawaj haseł

Standard, nikt głupi nie dzieli się taką wiedzą z drugą osobą. Ale, że człowiek nieroztropny, to czasem poda kumplowi hasło do forum muzycznego, do strony, gdzie można ściągać filmy itp. Zwykle jest to te same hasło, którego używa gdzie indziej. A stąd już tylko kilka kroków do maila, facebooka, do wszystkiego, by sprawdzić, że właśnie zarwałeś nockę oglądając murzyńskie burdelmamy.

Nie pisz po pijaku na Facebooku

Jakie to banalne, a i tak wszyscy się na tym wykładają. W Ameryce wyrzucono na bruk kelnerkę, bo na FB narzekała na niskie napiwki. Strażnik więzienny dostał wypowiedzenie po tym, jak dodał do znajomych więźniarkę, a policjant został wyjebany, bo wrzucił fotkę radiowozu z tancerkami go-go. Takich historii było mnóstwo, a wszystkie sprowadzają się do kilku kliknięć, w których nikomu ani na moment nie zapaliła się w głowie ostrzegawcza lampka. Klik i chuj. Zabłysnę. Pochwalę się. Powiem, co wiem. Prosta zasada: po pijaku nie piszemy.

Nie dawaj głupich lajków

Wydawałoby się, że nie ma w tym żadnego zagrożenia. Prosty lajk. Nic więcej. Znam jednak historię, gdy za głupi, prosty kciuk urażona osoba wywalała ze znajomych. Kciuk czasem jest obiektem kłótni, latających garnków, a czasem wywalenia z roboty, o czym przekonał się pewien pracownik NC+. 29-letni Michał polubił na Facebooku tekst o kłopotach swojego pracodawcy, a potem – gdy znalazł się na bruku – tłumaczył, że to przecież wolność słowa, że jest ofiarą itd. Wszystko, tylko nie uderzenie w pierś i słowa: jestem debilem. Jadę publicznie z pracodawcą, chociaż jestem na jego garnuszku. Kalam gniazdko, w którym sam siedzę. Aż przypomina się historia pewnej Amerykanki, która pierwszego dnia pracy napisała, jak to bardzo się jej nudzi, a jedynym, który to skomentował, był jej szef. Warto więc wyciągnąć lekcję. Zamknąć gębę albo ustawić prywatność na „tylko ja”.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑