Ostateczny dowód na upadek cywilizacji – męski foch

Opublikowano Kwiecień 25, 2014 | przez Gofrey

 klotnia

Mało jest rzeczy równie niemęskich jak wkurzający się o bzdury, wiecznie nabzdyczony, marudzący i niezadowolony ze wszystkiego facet. Już samo mamrotanie pod nosem, że pociąg jedzie za wolno, słońce świeci za mocno, a konduktor jest zbyt gruby może być mocno wnerwiające i przekreślające nazywanie mamroczącego delikwenta mężczyzną (preferowane określenie: chłopiec).

Gdy jednak chłopiec ów do swojego manifestowanego wszem i wobec Weltschmerzu dodaje typowo kobiecy foch za bzdurę – na usta cisną się wulgaryzmy, za które na stadionie można wyłapać zakaz wyjazdowy.

Skąd takie przemyślenie? Zacznijmy od początku.

Jeśli miałbym określić jak winna wyglądać podróż do piekła, by jak najbardziej uprzykrzyć życie zmierzającym „w diabły” grzesznikom, rozpisałbym to właśnie w ten sposób. Męki i krzyki opalanych w smole złoczyńców byłyby co prawda niemal ulgą po tego typu demonicznej trasie, ale tortury przeżyte w drodze doskonale uzupełniałyby wieczność po ognistej stronie świata po śmierci.

Bez kitu, podróżowałem z gościem, który wyprowadziłby z równowagi nawet tybetańskiego mnicha. Nieżyjącego od trzystu lat. Skremowanego dwa wieki temu.

Umówmy się – jestem spokojnym człowiekiem. Gdy o 18.00 dowiedziałem się w Poznaniu, że jedyna droga, by przedostać się do trzeciego miasta Polski pod względem ludności, to pociąg z przesiadką… w Warszawie, jedynie się uśmiechnąłem. Tak, Poznań po godzinie 18.00 chętnie umożliwia wycieczkę do Łodzi, pod warunkiem, że planujesz dotrzeć do niej dnia następnego, a w międzyczasie zwiedzić jeszcze Warszawę, ale uznałem, że to całkiem zabawna sprawa, zresztą podobne zdanie miało małżeństwo kupujące ten sam bilet w kasie obok.

– Proszę pana, jeszcze w dodatku do tej Warszawy to na stojaka, bo miejscówek już nie ma – zachichotała pani przy okienku obok. Ekspedientka, wyraźnie zmieszana: „no ja nie wiem jak to panu powiedzieć…”

– Okej, postoję, my jesteśmy z Łodzi, przyzwyczajeni do trudu.

– Ha, ale jeszcze się pan zdziwi ceną – odparła sympatyczna pani z boku.

Pach. 64 złote, a mam zniżkę studencką. No trudno, 64 złote za ulgowy bilet do Łodzi, przez Warszawę, pół trasy na stojaka… W sumie, fajny temat na tekst na Wyszło!

Tyle że potem dostarczono mi tematu o wiele bardziej bolesnego. W przedziale po przesiadce dostał mi się typ, który – gdyby był królem – nosiły przydomek „Bolesny”.  Zaczął gadkę przez telefon z dziewczyną, która miała potrwać z krótkimi przerwami dwie godziny.

– Miałaś zadzwonić… Nie zadzwoniłaś… No to jak nie chcesz rozmawiać to okej… Jasne, wracaj sobie do swoich fejsbuków… No ale ja nie jestem przecież zły, po prostu jak nie chcesz rozmawiać, to nie… Do kurwy nędzy, słuchaj mnie, jak do ciebie mówię.

Empetrójkę rozkręciłem tak, że prawie wybuchnęły mi słuchawki, ale i tak przedzierał się jego wkurwiający wokal.

– Tłumaczę ci teraz ważne rzeczy, więc mnie słuchaj, a nie śpiewasz sobie piosenki. Jak chcesz sobie pośpiewać, to oddzwoń, tylko tym razem oddzwoń.

Psia kość, żeby ta dziewucha coś odwaliła, ale nie, ona po prostu nie poświęcała mu dość uwagi w rozmowie telefonicznej. Śmiała przez chwilę milczeć, a wcześniej nie oddzwonić, po czym zanuciła sobie kawałek melodii. Ale nie, Pan Bolesny tłumaczył jej właśnie obsługę Dropboxa, więc wyraźnie wkurwił go ten lekceważący brak uwagi.

– No kurwa, jak ja z tobą rozmawiam to z tobą rozmawiam, a nie zajmuję się innymi rzeczami – ehe, po prostu aktualnie do wyboru masz tylko leżeć plackiem w przedziale, gdybyś miał choćby gazetę to nie pierdoliłbyś dwie godziny przez telefon.

– No najwyraźniej nam się skończyły tematy, to nie jest nic złego. Nie musimy rozmawiać przecież non-stop – kurwa, gościu, napieprzać w babę, że chce się rozłączyć to jak ochrzaniać ją za ugotowanie przepysznego obiadu, albo wyrzucać z domu za pozmywanie naczyń!

– No postaram się przez chwilę zdrzemnąć – wybawienie?

– No do kurwy nędzy, mówiłaś, że jutro będę mógł iść na siłownię od rana – ta, wybawienie…

– No to ja pójdę, a i tak będziemy jeszcze mieli chwilę, by pogadać.

I tak dalej. 120 minut. Dwie godziny. Całą wieczność. Gość wkurwiał się o najdrobniejsze szczegóły, po bluzgi sięgał jeszcze częściej, niż ja w tekstach o tego typu sytuacjach, a miałem wrażenie, że gdyby dziewczyna była tu z nim, przesiadłby się do innego przedziału, by zamanifestować jak zły i niezrozumiany jest nasz wrażliwy i gadatliwy bohater.

Pomyślałem sobie, że to zwyczajnie wkurwiające i dlatego podzielę się z wami moją tragiczną historią najgorszych dwóch godzin w pociągu, odkąd jechałem na obóz sportowy i zerwaliśmy hamulec ręczny. Potem jednak doszedłem do wniosku, że takich typów jest więcej. Typów, którzy… strzelają zwyczajne, typowe, by nie rzec – podręcznikowe – babskie fochy.

Tyle narzekamy na feministki, które są wolne i niezależne tak długo, na ile wystarcza wina w szafce i chusteczek w kosmetyczce, a najlepszym dowodem na pozamienianie się płci jest drastyczne niewieścienie facetów przejmujących się tym, że dziewczyna śmie nie wytrzymywać dwugodzinnej rozmowy ze swoim Romeo. Niesamowicie irytujące jest zamienianie się subtelnych kobiet w nieczułe babochłopy, ale tak samo przykrym widokiem jest metamorfoza silnej, z natury racjonalnej i pragmatycznej płci w bandę drażliwych i przewrażliwionych narcyzów. O dziwo, niemęskim nie stajesz się pomykając w różowych polówkach (choć ja takiej nigdy nie założę), ale przejmując zachowania typowe dla przeciwnej płci.

Babski, bezprzyczynowy foch to jedna z najbardziej wyrazistych różnic – nie przypominam sobie w literaturze, historii czy opowieściach przodków takiego zachowania mężczyzn. Kobiety – da się zrozumieć, taka płeć, nic nie poradzisz. Ale gdy mężczyźni zaczynają walić takie fochy…

Boże, miej w opiece naszą cywilizację.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑