Oto najpiękniejszy film o miłości tego roku

Opublikowano Wrzesień 8, 2014 | przez Dżordż

film

Czasem, kiedy jestem bardzo zmęczony a mimo to nie mogę zasnąć, włączam sobie film. Taka „kuracja” zazwyczaj działa lepiej niż proszki – po dziesięciu minutach projekcji odpływam. W niedzielę miałem jeden z tych ciężkich wieczorów, gdy trzeba było zastosować stary, sprawdzony sposób. Około 00.30 odpaliłem więc „The Fault in Our Stars”, czyli obraz, który chwilę wcześniej gorąco polecał na fejsie mieszkający w LA kolega z aktorskimi ambicjami. I wiecie co? Tym razem nie padłem po chwili, tym razem przez bite dwie godziny nie byłem w stanie oderwać wzroku od komputera.

Rzadko kiedy mam wrażenie, że obcuję z niesamowitą książką lub wspaniałym filmem. Przeważnie to, co znajomi określają jako „niezwykłe”, w najlepszym wypadku przyjmuję bez „wow” na ustach, a często bywa tak, że po prostu ich odkrycia mnie nudzą. Minionej nocy było inaczej…

Marcin napisał tak: „Oh gosh, this movie almost broke my heart… So sad…”. Kiedy przeczytałem ten opis, pomyślałem: przesadza. Po pół godzinie projekcji stwierdziłem, że chyba jednak nie przegiął pały. Po zakończeniu filmu doszedłem do wniosku, że miał 100 % racji.

Szczerze? Już dawno nie zdarzyło mi się popłakać tyle razy, co podczas projekcji „The Fault in Our Stars”. Mniej więcej co kwadrans Josh Boone serwuje widzowi taką scenę, że człowiek po prostu się rozkleja. A kiedy nie płacze, to… wyje ze śmiechu. Tak tak moi drodzy, 35-letni reżyser z Wirginii nie nakręcił bowiem dzieła na wskroś dramatycznego, które doprowadzałoby ludzi do zaawansowanej depresji. Nie, on momenty smutne zręcznie zmiksował z tak pozytywnymi, że nie sposób nie szczerzyć zebów do monitora podczas ich oglądania.

Fabuła? Brzmi banalnie: dwoje nastolatków poznaje się na grupie wsparcia i zaczyna w sobie zakochiwać. Hazel ma raka tarczycy i wiadomo, że nie zostało jej dużo czasu. Gus pokonał nowotwór, ale sporym kosztem – amputowano mu nogę. Mimo tego gościu ciągle się uśmiecha. Jest równie pozytywnym wariatem co Driss, bohater uwielbianego w Polsce filmu „Nietykalni”. Przykład? Kiedy rozmawia z ojcem naszej bohaterki o swojej chorobie, mówi:

– Nie uciąłem sobie nogi dla przyjemności, choć to doskonały sposób na utratę wagi!

Kompletny świr, potrafiący cieszyć się KAŻDĄ sekundą życia plus złośliwa intelektualistka to para, która zdobywa nasze serca w minutę. A potem wyciska z nich całą wrażliwość jaką mamy. I choćby dlatego warto obejrzeć „The Fault in Our Stars”. Oraz dlatego, żeby zobaczyć genialny epizod Willema Defoe a także, by dowiedzieć się, czemu główny bohater ciągle chodzi z fajką w ustach, mimo że nigdy w życiu… nie zapalił papierosa.

Komentarze

Niezapalone fajki
Ślepy rzuca jajkami
Okej, okej, zawsze, zawsze
Amsterdam, och Amsterdam

Podsumowanie: Must see tej jesieni. Świetny, wzruszający a zarazem zabawny film.

5


Ocena użytkowników: 2.5 (58 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑