Pamiętam dobrze ideał swój…

Opublikowano Listopad 3, 2013 | przez Deszczowiec

mem

 

Niedawno zrobiłem taki gruntowny przegląd listy znajomych na fejsie. Gdzieś pomiędzy kawą, którymś tam papierosem, a klepaniem o drugiej w nocy jakiegoś tekstu. Z tego przeglądu zrobiła się niemal podróż sentymentalna. Nagle okazało się, że chyba uciekło mi gdzieś tak około 10 lat życia.

Pięć czy sześć dziewczyn… ha, teraz już kobiet!, znałem pod innymi nazwiskami. Kilku kumpli z klasy, czy to z gimbazy czy z liceum, jest już dumnymi ojcami. Kilku osób nie widziałem od minimum pięciu lat! Patrząc po ich twarzach dostrzegałem rzeczy, które uważałem wcześniej za abstrakcję: komuś tam błysnął siwy włos, komuś tych włosów ubyło od momentu, kiedy kurzyliśmy razem szluga za liceum. Gdzieś tam przy oczach pokazały się zmarszczki… Przeraziło mnie to. Zamknąłem Facebooka i do końca pracy nie miałem odwagi tam zaglądać.

Kilka dni później pojechałem do domu. Odpocząć od Warszawy, zapalić znicz na grobie siostry. Ot, takie życie słoika. Będąc w domu spotkałem się z kumplami. I po raz kolejny zafundowałem sobie drogę w przeszłość.

To jest coś, czego się nie zastąpi. Święto nie święto, praca nie praca. Po prostu dzwonisz do kilku osób, mówiąc „za godzinę u…”. I nie ma wykrętów. Po prostu trzeba się stawić. Żeby zobaczyć się nawzajem, pogadać, powspominać.

– Ty, a pamiętasz, jak rozwaliłeś Trolowi nos na angliku?

– Ta, kartkówkę wtedy pisaliśmy.

– Bez kitu. Ale właściwie czemu to zrobiłeś wtedy?

– Aaaa, graliśmy wtedy w „zaskakiwanie”. Mnie się udało.

– No, najbardziej zaskoczona była babka, jak on wstał z czerwoną od krwi kartką i poszedł się myć.

– Ale miała minę, o kurwa… (wybuch długiego śmiechu)

Natomiast kiedy śmiech ucichł, przyszła taka refleksja.

– A co u Małego?

– No, siedzi w Niemczech. Już z pięć lat chyba.

– A Ruła?

– Ruła pracuje, widziałem go ostatnio chyba rok temu.

I tak dalej, i tak dalej.

Niesamowite jest to, jak silne więzy wykształcają się między ludźmi, którzy znają się od ponad 20 lat. Od zerówki. To jest moc! Te same (choć już nie takie same jak jeszcze pięć lat temu) twarze. Ten sam zestaw głupich dowcipów, te samy gesty rąk, ten sam sposób odpalania papierosa czy otwierania butelki z piwem. Ale chyba po raz pierwszy padły słowa, których chyba nie chciałem usłyszeć, ale które paść musiały: „ale to było dawno temu…”.

Zabolały mnie gdzieś w duszy te słowa. Ten prywatny wehikuł czas, przenoszący mnie w przeszłość zachrobotał, zakasłał, a ja nagle wyskoczyłem z czasów, gdzie mieliśmy po 14 – 15 lat i naszym największym zmartwieniem było to, żeby po meczu Ligi Mistrzów oglądanym u kumpla matki nie wyczuły od nas spitego browara. „Autobiografia” nagle zmieniła się w „Ordinary People” Neila Younga. A może w „74 – 75”  The Connels?

Minęło dużo czasu odkąd się ostatnio spotkaliśmy w takim gronie. Ktoś zmienił pracę, a ktoś rozbił samochód. Ale mimo tych zmian, jakie w nas zaszły i czasu, który rozpędza nasze wehikuły, jedna rzecz okazała się pocieszająca: nasza trójka odbyła sporą część podróży w jednym „wehikule”. I co by się nie działo, co by się nie zmieniło u każdego z nas potrafimy ze sobą rozmawiać tak, jak rozmawialiśmy ze sobą 10 lat temu.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑