Pamiętniki z wakacji, odcinek 1

Opublikowano Czerwiec 5, 2014 | przez ZP

mumbai_train

Czy nie dość, że Obama nie chce znieść wiz do USA, to jeszcze… zabierze mi możliwość swobodnego poruszania się po Warszawie? Boję się tego bardzo, dlatego do taksówki jadącej z Mokotowa na Dworzec Gdański wsiadam w środę 4 czerwca już godzinę przed odjazdem swojego pociągu. Mój misterny plan przynosi sukces: może i Barack wraz ze swoją świtą zablokowali pół stolicy, ale mnie nie udało im się pokonać! Ha, czyżby to był początek wymarzonego wypoczynku?

Większość znanych mi ludzi lubi czytać dzienniki. I lubi wakacje. Postanowiłem więc połączyć te dwie sprawy i podzielić się z wami swoimi zapiskami z kilkudniowego wypadu do Krynicy Morskiej.

Pociąg

Kiedy siedziałem w przedziale zatopiony w lekturze kolejnej książki Pilcha, byłem przekonany, że tego poranka nie spotka mnie nic lepszego. O ja naiwny! Nie minęły nawet dwie minuty od startu z dworca, a naprzeciwko mnie usadowiła się elegancka dama, na oko w wieku lat 30. Miała na sobie doskonale skrojony, dwuczęściowy czarny kostium, który kapitalnie kontrastował z czerwonym, letnim kapeluszem. Idealną całość zapewniały szpilki: wysokie, eleganckie, wspaniale pasujące do szczupłej łydki.

Liczyłem, że w swojej relacji będę mógł wam napisać mniej więcej coś takiego. Niestety, w tym zmyślonym opisie z rzeczywistością zgadza się tylko jedno: kobieta była około trzydziestki. Cała reszta różniła się od mojej imaginacji bardzo.

Przede wszystkim: Rosjanka, która usiadła naprzeciwko, miała około pięciu kilo nadwagi, przetłuszczone, niemyte od kilku dni włosy i zero makijażu na twarzy, a była to buzia, która akurat pomadki i tuszu do rzęs domagała się bardzo. W tej kobiecie najgorsze było jednak co innego: znad brązowych kozaków, na których znajdował się dumny napis Gino Rossi wielkości baneru reklamowego na Centralnym,  wystawały czarne antygwałtki. Jakby kto nie wiedział co to, uprzejmie tłumaczę: prześwitujące skarpety do połowy łydki.

Towarzyszka mojej podróży okazała się zupełnie bezwstydna, ponieważ w pewnym momencie… zdjęła buty i rozprostowała nogi prezentując tym samym światu – czyli mnie i jakiemuś chłopu podobnemu z wyglądu do rybaka – wspomniane okrycie stóp.

Tego było już za wiele, postanowiłem ruszyć do Warsa. Tam poza dobrą jajecznicą spotkał mnie wątek skarpetkowy numer dwa.

Przy stoliku obok siedział jakiś chłopak z dwa razy starszym od siebie dżentelmenem. Z rozmowy wynikały dwie sprawy: panowie poznali się w przedziale, a młodzian jest biznesmenem. Ponoć prężnym.

Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć. Majętni przedsiębiorcy raczej nie zakładają do czarnych półbutów białych skarpetek w stylu tych, jakimi handlowano w naszym kraju w latach 90. na każdym bazarze.

Autobus

Jazda na oko pięćdziesięcioletnim PKS-em – który zatrzymuje się plus minus co 1000 metrów, aby zgarnąć kolejnych pasażerów – bywa pouczająca. Po godzinie podróży, otoczony licznymi gimnazjalistami i licealistami, wiedziałem już o nich wszystko. Kto z kim sypia, kto nie lubi jakich przedmiotów w szkole i dlaczego Monika ze Sztutowa to lachon.

Poznałbym nieco więcej szczegółów, gdyby na pewnym etapie podróży nie dołączyła do nas starsza dama z psem, który swoim szczekaniem zagłuszyłby bezproblemowo całą Żyletę. Odkąd to bydle wsiadło, nie słyszałem nawet własnych myśli, o współpasażerach nie wspominając.

Szczęście, że wspólna podróż z rozryczanym czworonogiem o niewinnym, mylącym imieniu Kubuś, trwała tylko dwadzieścia minut. Po tym czasie wysiadłem na przystanku w Krynicy…

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑