Panie, daj pan jedną cygaretę

Opublikowano Luty 24, 2014 | przez ZP

dean

Kiedy idziesz po stolicy w piątkowy wieczór z fajkiem w ustach, czujesz się jak celebryta – co kilkadziesiąt metrów ktoś cię zaczepia. Niestety, panowie nie chcą przybić piątki i zrobić sobie wspólnego zdjęcia, a panie nie proponują niezobowiązującego numerku. Ludzie zajmują czas tylko w jednym celu: żeby zadać kultowe pytanie „poczęstujesz jednym?”.

O papierosa proszą niemal wszyscy, bez podziału na wiek, płeć czy status społeczny. Ludzie chcą od obcego fajek z różnych powodów. Jeden jest skąpy i szuka frajera, co by samemu zaoszczędzić jak najwięcej petów na czarną godzinę, innemu skończyła się paczka, bywa też, że ktoś po prostu ma ochotę na jednego, a że papierosów na sztuki nie sprzedają, to idzie po prośbie.

Są też sytuacje bardziej skrajne: papieros bywa dobrą „grą wstępną” do tego, żeby spuścić intelektualiście wpierdol:

– Ej ty, masz szluga?

– Tak – odpowiadasz i szybko sięgasz do kieszeni, ponieważ widzisz, że z tymi kolesiami nie ma żartów. Niestety, zanim wyjmiesz dłoń z płaszcza, inna dłoń, cudza, zaciśnięta w pięść, ląduje już z brakiem jakiejkolwiek gracji na twoim nosie. W efekcie kończysz z jego złamaniem i z paczką w kieszeni, ale za to bez portfela i komórki.

Życie.

Bywają jednak i przyjemniejsze chwile: człowiek idzie akurat z restauracji do klubu, a tu na drodze stają mu dwa podchmielone podlotki:

– O, palisz, super! Daj ze dwa papieroski!

Wprawne oko podrywacza błyskawicznie ocenia, że dziewczyny łapią się przynajmniej na ósemkę w dziesięciostopniowej skali, dlatego zamaszystym gestem otwierasz paczkę, a następnie podpalasz łaniom fajka. Jeśli będziesz miał pecha, grzecznie podziękują i pójdą w siną dal, jeżeli jednak dopisze ci szczęście oraz błyskotliwość, zatrzymasz je przy sobie na dłużej/zaciągniesz do klubu. A wtedy, bracie, jak to śpiewała Anitka Lipnicka „wszystko się może zdarzyć”, włącznie z penetracją.

Na spacerującego po stolicy palacza czekają nie tylko potencjalny wpierdol oraz seks. Czasem zdarzają się sytuacje rodem z Barei. Stałem kiedyś na rogu Chmielnej i Nowego Świata w oczekiwaniu na koleżankę, raczej wystrojony, na pewno pachnący i ciut napalony, aż tu nagle zza winkla wyszedł on. Brudny, podchmielony, wydzielający zapach niekoniecznie będący lawendą. Zagadał do mnie ochrypłym głosem Janka Himilsbacha:

– Panie, daj pan jedną cygaretę.

Normalnie bym tego nie zrobił, ale był w tym facecie tak duży pierwiastek smutku, że po prostu go poczęstowałem.

– Dzięki miszczu złoty, pan jesteś człowiek z klasą, nie to co reszta tu. Odpicowane, wyglancowane chłoptasie, ale zero klasy, nie pomogą bezdomnemu, skandaliczne czasy, co za lanseria pierdolona – wyrzucił to wszystko z siebie na jednym wydechu, w tempie karabinu maszynowego.

Nim zdążyłem odpowiedzieć, już go nie było. Nim zaciągnąłem się po raz kolejny, zagadał do mnie następny amator darmowych fajek…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑