Panie Hołowczyc, coś pan kręci

Opublikowano Marzec 8, 2015 | przez MB

hołek

Wraca sprawa Krzysztof Hołowczyc kontra policyjny wideorejestrator. Choć urządzenie wyraźnie pokazało, że znany kierowca jechał ponad dwieście na godzinę, Hołek stara się wymigać. Bardzo nieładnie.

„Gdy mijałem patrol, rozpędzałem się”, „myślę, że mogło to być ok. 100-105 km/h”, „samochód pracujący na wyższych obrotach spowodował mylne poczucie u panów policjantów”, „prędkość jaką wskazało urządzenie, to prędkość radiowozu”, „użyty trzynastokrotny zoom jest niedopuszczalny”, „wideorejestrator jest stary, niedoskonały i wycofywany w wielu krajach”.

To tylko niektóre ze zdań, jakie na swoją obronę, miał Krzysztof Hołowczyc, który dozwoloną prędkość przekroczył o… 114 km/h. Nasz utytułowany rajdowiec nie dostał mandatu od dwudziestu lat i tego, który chciano mu wręczyć w 2013 roku, również nie przyjął kierując sprawę do sądu. Mocno urażony faktem, że policjant nawet śmiał pomyśleć o ukaraniu go, na antenie TVN 24 stwierdził, że funkcjonariusz „miał ochotę wielką Hołowczycowi przywalić” (co to w ogóle jest za składnia?). Czyli jak się zatrzymuje Kowalskiego za przekroczenie prędkości i wlepia mu się mandat to jest sprawiedliwość, a jak się zatrzymuje Hołowczyca, to czysta złośliwość?

Tym ostatnim zdaniem Hołek strzelił sobie w kolano i może mieć pewność, że społeczeństwo mu tego nie daruje. Po raz kolejny bowiem okazuje się, że polskie gwiazdy na drodze czują się chronione immunitetem. Szczególnie, kiedy startują w Dakarze, bo przecież na pustyni ograniczenia prędkości – przeważnie – nie istnieją. W polskim prawie istnieją za to przedawnienia, a świadomy tego rajdowiec za wszelką cenę stara się uniknąć odpowiedzialności i miga się jak tylko może.

Wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują na to, że Hołowczyc przekroczył przepisy ruchu drogowego. Mimo to duma wielkiego sportowca nie pozwala mu się do tego przyznać, jakby miało to oznaczać, że nie zasłużył sobie na wszystkie tytuły jakie zdobył. Mętne tłumaczenie się, absurdalne usprawiedliwienia, podważanie kompetencji policji i wykorzystywanie własnej popularności to niestety nie są cechy wielkiego kierowcy. W sieci już huczy od głosów, że Hołowczyc „stanął po stronie bandytów drogowych” i zepsuł sobie wizerunek. A wystarczyło po prostu przyznać się do błędu, przeprosić i zapłacić mandat. Korona by mu z głowy nie spadła. Teraz na łeb, na szyję leci jego dobre imię.

Mimo wszystko mamy nadzieję, że Hołek prędzej czy później otrzepie się z tego, jak z dakarskiego piachu.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑