Paolo River w nowym cyklu o seksie: Uszczęśliwię tyle kobiet, ile Bóg pozwoli (+18)

Opublikowano Czerwiec 27, 2014 | przez kozak

na bloga

Ktoś poprosił, żeby pisać o seksie. Ha, to zaszczyt stanąć w jednym szeregu z takimi autorami jak Bocaccio („Dekameron”, przecudna epopeja o pierdoleniu w tysiącu przeróżnych konfiguracji), czy Jan Kochanowski. Kiedyś w lekturach szkolnych była taka jego fraszka.

„Na matematyka”

„Ziemię pomierzył i głębokie morze,

Wie, jako wstają i zachodzą zorze;

Wiatrom rozumie, praktykuje komu,

A sam nie widzi, że ma kurwę w domu”.

A czytaliście kiedyś XIII księgę Pana Tadeusza autorstwa – ponoć – albo Mickiewicza, albo hrabiego Fredry, obu mistrzów niezwykłych w ruchaniu i pisaniu wierszem…

Noc poślubna Tadeusza i Zosi (fragmencik):

Wnet też świtać poczęło, Tadeusz zmęczony,


jak na męża przystało, legł dupą do żony.


Kołdrę na grzbiet naciągnął, w jaja się podrapał,


twarz do ściany odwrócił i głośno zachrapał”.

No, niezłe towarzystwo zaprawdę, zatem żaden powód do wstydu. Czemu pod pseudonimem, choć każdy i tak wie kim jestem? By tym setkom i tysiącom kobiet nie było przykro, że nie są jedyne – a często słyszę to jako zarzut. Tymczasem moim mottem (a idolem w nauce pisania felietonów i śmiałych wypowiedzi) było niewinne zdanie żydowskiego satyryka (jak i ja wychowanka przytułku) Arta Buchwalda z International Herald Tribune, a pisał też regularnie dla Washington Post i Los Angeles Times. Zdanie mnie to rozwaliło, bo czując już młodzieńcze podniecenie chciałem więcej i więcej. To motto brzmi: „Uszczęśliwię tyle kobiet, ile Bóg pozwoli”.

I natychmiast, jak klasyczny sędzia, napisał uzasadnienie: „Dlaczego ma mnie mieć tylko jedna kobieta, skoro jest wiele innych, które również na to zasługują!”.

No więc wcielałem słowa w czyn, i to nie ja robiłem laskę Amerykanom, tylko Amerykanki mnie. I Rosjanki, Ukrainki, Murzynki i niepoliczone Polki, i obywatelki połowy globu. Seksoholizm? Wcale. Zwyczajny popęd płciowy, charakterystyczny dla zwierząt nawet, a i dla ludzi. Tyle że myśmy z prokreacji uczynili radość życia, a z chęci przypodobania się samicom dostrzegliśmy najpierw, że warto się przyzwoicie ubrać (to jak paw strojny w piórka czy król lew w grzywę), ale też dobrze się uczyć, żeby mieć więcej pieniędzy, zatem łatwiejszy wybór i dostęp do miodu, zaczęliśmy ciężej pracować albo przynajmniej zapragnęliśmy zostać świetnym piłkarzem (jednak zostaje praca, łatwiej, a i baba na oku), a przede wszystkim zacząć się myć.

Kobietom też się przydaje to wszystko, z tym że tu zamiast piłkarstwa zostaje piosenkarstwo. A’ propos, wiecie że sperma, czyli czyściutkie białko, to balsam na struny głosowe? I nie róbcie fe, one chcą ładniej śpiewać, zwłaszcza te operowe! Sami zresztą jesteście ze spermy właśnie, wszyscy bez wyjątku (poza niepokalanym poczęciem, ale i Kościół Rzymski uznaje coraz częściej nawet, iż jest to symboliczne określenie jedynie, zatem wyjątków niet).

Otóż gdyby nie pierdolenie (dmuchanie, bzykanie, jebanie, kopulowanie etc.), to z Adama i Ewy, którzy musieli być na początku i na pewno gdzieś w Afryce (stąd może to nasze murzyństwo, kolego S.?) – na pewno nie byłoby nas teraz aż 7 000 000 000. Siedem miliardów! A i to bez chowających się w dżungli amazońskiej pigmejów, niepoliczonych, albo dzieci pochowanych po piwnicach w krajach Europy. I po wszystkich dżumach i cholerach, kanibalizmie i po dzikich zwierzętach zjadających naszych przodków.

Dupczą księża i wasi rodzice, dzięki viagrze bywa i dziadkowie, a naukowcy liżą cipy fryzjerkom – będziemy się tymi sprawami zajmować z takim oddaniem, jak nasi futboliści kopaniem piłki. Czyli raz na dwa tygodnie. Zrobimy tu współczesna, polską Kamasutrę – Boże, oni nie dość że przed tysiącami lat, to jeszcze rysowali te bezeceństwa, dostrzegając w tym urok życia. Bo pożądanie męskiej pyty to zakochanie, rodzina, dzieci…

Pierwsze co trzeba zrobić we własnym sumieniu z seksem, to uznać, że jest to normalne zachowanie dające milionowe korzyści i rozwój. Można jednak kochać jak w „Walce o ogień”, pięknym acz rzadko powtarzanym filmie, gdy stado małp atakuje stado samic i ładuje je od tyłu, i zmyka na pobliskie drzewa i do jaskiń, a one robią dalej pranie w rzeczce. Sporo moich koleżanek dalej lubi takie pierwotne, zwierzęce ładowanie od strony pupy, i też w przerwach na pranie, ale dla zadowolenia mężczyzny i one jednak coś zmieniają – malując sobie na pośladkach te wszystkie serduszka, motyle, albo na plecach dzikie węże. Wolimy oglądać twarze, niż dupeńkę, ale one czują, …że muszą pójść na czworaka, muszą, jak pramatka Ewa po zejściu z jabłoni.

Dobra, nawet małpy przyjęły w końcu najpierw pozycję stojącą, a gdy zgubiły ogon – wyrosły im większe i bardziej jeszcze pazerne ogony z przodu, chujami zwane bądź pytonami gdy naprawdę spore, i poczuły, że nie trzeba przestrzegać żadnych godów, można się bawić w mamusię i tatusia na okrągło! No to wtedy pokonaliśmy nawet mamuty, liczebnie. Jebały rzadziej, było ich coraz mniej, aż wszystkie zjedliśmy.

Dobra, wkrótce popłyniemy w świat erotyki. A dziś zakończę anegdotą o Fredrze właśnie, mistrzu rypania i rymowania, którego cytować zamierzam setki razy jeszcze. Otóż idzie on do domu i widzie napis na murze:

„Stary Fredro w księgach grzebie

A młodzież mu żonę jebie”.

Nie zastanawiając się długo wyjął z surduta kredę i dopisał poniżej:

„Jebcie, jebcie, moje dziatki

Jam pierdolił wasze matki

I zapewne z tej przyczyny

Takie z was są skurwysyny”

PAOLO RIVER

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑