Pięć rzeczy, które zaczęły nas wkurzać dopiero po 30-tce

Opublikowano Marzec 13, 2016 | przez lucky bastard

Życie how-to-control-anger-postiveattitudematters-com

Opublikowano Marzec 13, 2016 | przez lucky bastard

0

Życie po 30-stce wygląda zupełnie inaczej. To znaczy nie twierdzimy, że u każdego granica wypada w tym samym wieku, ale z pewnością ona istnieje. Mamy tu na myśli moment, w którym uświadamiamy sobie, że wkurzają nas błahe rzeczy, na które wcześniej w ogóle nie zwracaliśmy uwagi. I uświadamiamy sobie przy okazji, że jesteśmy starzy. Co konkretnie mamy na myśli?

Żarty w radiu

Gdybyśmy mieli stopniować poziom śmieszności, leciałoby to mniej więcej tak: bardzo śmieszne – średnio śmieszne – nieśmieszne – śmieszne jak Tomasz Jachimek – śmieszne jak żarty w radiu. Szczerze, nie mamy nawet pewności, czy te Himalaje dowcipu w porannych audycjach kiedykolwiek wywołały u nas uśmiech, czy po prostu rzadziej zdarzało nam się tego słuchać, bo – na przykład – nie jeździliśmy o świcie samochodem do roboty. Tak czy inaczej, te wszystkie telefony od i do słuchaczy, te podszywki, polityczne żarty czy audycje Szymona Majewskiego… To jest tak masakrycznie nieśmieszne, że nie potrafimy na to znaleźć słów.

Przykład pierwszy z brzegu – jakiś koleś z Radia Zet dzwoni po ludziach udając starą babę. Gość ma tylko jedno wcielenie, bo prawdopodobnie niczego innego nie umie. Nie bardzo rozumiemy też, dlaczego do roli starej baby nie zatrudniono akurat jakiejś starej baby, ale być może nie łapiemy dowcipu. Tak czy inaczej, nie znamy osoby, która chociaż uśmiechnęłaby się przy tej audycji. Nie mamy nawet pewności, czy to w ogóle możliwe.

Przechodnie

Spacerując po mieście zaczęliśmy zwracać uwagę na różnego rodzaju przechodniów. A nawet nie tyle zwracamy na nich uwagę, co oni nas zwyczajnie wkurwiają. Nagminna sytuacja to taka, w której ludzie idą od nas szybciej, ale tylko do pewnego momentu. Konkretnie do chwili, w której zbliżą się na jakieś 30 centymetrów do naszych pleców. A potem, zamiast nas ominąć czy zrobić cokolwiek innego, chuchają nam w szyję i mówią nam prosto do uszu. Dodajmy też, że tego typu osoby zazwyczaj nie wyprzedzają, choć mają do tego świetne warunki. A najbardziej typowa sytuacja to brak innych ludzi w zasięgu wzroku, pełno pustej przestrzeni wokół oraz oni i my, zbliżeni na 30 centymetrów. Na samą myśl chce nam się krzyczeć.

Hałas w nocy

Kiedyś głośna muzyka od sąsiada około drugiej w nocy oznaczała mniej więcej tyle, że gdzieś obok ktoś bawił się głośniej niż my. Dziś natomiast to skrajne chamstwo, które dezorganizuje człowiekowi dzień. Tak, dzień, bo przecież noc jest od tego, by nabrać sił, by od rana móc zająć się różnymi obowiązkami. Wybudzeni w środku nocy łatwo zapominamy, że kiedyś też byliśmy młodzi i zdarzało nam się tracić kontrolę nad emisją dźwięków. Wybudzeni w środku nocy nie mamy litości dla nikogo.

Namawianie do alkoholu

Na każdej imprezie znajdzie się osoba namawiająca do picia, najczęściej odwołująca się do świętego argumentu „ze mną się nie napijesz?”. Różnica jest jednak taka, że kiedyś obecność takich osób była jak najbardziej pożądana i zapewniała lepszą zabawę, bo większość ludzi nie potrafiła im odmówić. Dziś to zwyczajnie wkurwia. Kiedy wyznaczamy sobie limit trzech piwek na wieczór, bo rano chcemy skoczyć na siłkę przed pracą, staramy się być konsekwentni. Na grzeczną propozycję wypicia kolejnego trunku grzecznie odmawiamy. Kiedy jednak jakiś nastukany gość ignoruje nasze odpowiedz i próbuje nam siłą wepchnąć kieliszek do ręki, przestajemy być uprzejmi i nie przebieramy w słowach.

Marsze i biegi uliczne

Biegi uliczne, przejazdy rolkarzy i rowerzystów. Demonstracje pod sejmem, pałacem prezydenckim i na ulicach. Parady studenckie i protesty grup zawodowych. A wszystko ma jeden wspólny mianownik – nieprzejezdne ulice. Kiedyś człowiek cieszył się, że coś się w mieście dzieje, że ludzie są zaangażowani i chętni do wspólnych inicjatyw. A dziś pozostaje złość po przykładowych dwóch godzinach wyjętych z soboty z powodu korków.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑