Piękna niepokorna: Martyna Wojciechowska – kobieta, która oszukała śmierć

Opublikowano Grudzień 16, 2015 | przez lucky bastard

troj34_16_01

Kto lepiej nadaje się na bohatera naszego cyklu, niż Martyna Wojciechowska? Kobieta, która całe życie udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Dla wolności i niezależności poświęciła całe życie – ze szczęściem rodzinnym na czele. Gotowanie obiadków, prasowanie koszul, wieczorny serial w TV – to nie dla niej. Podróże po glinianych chatach, wspinaczka na Kilimandżaro, ekstremalna jazda szybkimi furami – o, to już bardziej.

A przecież mogła się poddać. Mogła zrezygnować z porąbanych celów, a i tak spoglądając w lustro mogłaby z czystym sumieniem sobie powiedzieć: „trudno, tak musiało być. Nie dało się inaczej”. No bo czy ktoś, kto dwukrotnie złamał kręgosłup, nie miałby prawa odłożyć planów o zdobyciu wszystkich największych szczytów świata na przyszłe wcielenie? Pewnie, że by miał. Przecież nie mówimy o wyjściu po bułki do sklepu, a o morderczych wyprawach, do których potrzeba końskiego zdrowia i które wcale nie musiały skończyć się happy endem.

Martyna to kobieta, która ze śmierci zrobiła sobie jaja. Wystarczy napisać, że przeżyła:

– upadek z dużej wysokości w dzieciństwie,
– pieszczoty prądu po tym jak do wanny wpadła jej suszarka,
– wybuch motorówki, którą płynęła przez jezioro i wskutek tego poparzenie całej twarzy,
– złamanie kręgosłupa podczas zjazdu na nartach,
– złamanie kręgosłupa podczas wypadku samochodowego, w którym zginął jej operator,
– walkę z kilkoma egzotycznymi wirusami z wirusem gorączki krwotocznej na czele,
– walkę z nowotworem,
– 125236 wypraw do kompletnie odjechanych miejsc, w których mogli ją nabić na pal, wrzucić do kotła, spalić na stosie albo zabić, wypchać trocinami i uczynić z niej lokalną maskotkę,
– wejście na Mount Everest, mimo że większość lekarzy odradzałoby jej wejście na Gubałówkę,
– rajd Dakar, mimo że miałaby problem z zaliczenie testów medycznych na prawko.

Ale najbardziej robi wrażenie to, że mimo tylu osiągniętych celów, ona ma chęć na kolejne. 99% osób usiadłoby wygodnie na kanapę, odpaliło piwko i powiedziało: „no dobra, teraz już mogę”.

Każdy wykręcony sukces popycha ją do kolejnych. Ryzyko podczas egzotycznych wypraw? Jak sama mówi, największe obrażenia odnosiła podczas codziennych czynności, więc się niczego nie boi. No i w sumie to trudno się dziwić. Wyszła bez szwanku odwiedzając najniebezpieczniejsze regiony Kolumbii, a omal nie zginęła od nieuwagi przy suszeniu włosów podczas kąpieli (sic!).

Autorka tylu książek, że ciężko byłoby je pomieścić na półce. Stworzyła ogromną liczbę zajebistych dokumentów, za które wielokrotnie nagradzano ją w Polsce, ale ostatnio i za granicą. W tym roku jej film dokumentalny „Ludzie duchy” został uhonorowany „Złotą Nimfą” na mega prestiżowym festiwalu w Monte Carlo. Czyli że najlepszy film dokumentalny, który się pojawił w tym roku gdziekolwiek na świecie, został zrobiony przez Martynę. Opowiada o albinosach, których się zabija, albo odrąbuje im na żywca ręce i nogi – wszystko po to, żeby sprzedawać wytworzone z ich ciała eliksiry, które według Tanzańczyków mają zapewnić bogactwo, szczęście i zdrowie. Na czarnym rynku albinosi to żyła złota.

Obecnie Martyna zmaga się z kolejną chorobą – najprawdopodobniej z wirusem egzotycznym. Straciła na wadze 20 kg, nie czuje się na siłach, żeby podbijać świat. Ale jest przekonana, że wkrótce wróci do żywych i będzie dalej przesuwać horyzonty. A ty przypomnij sobie o tej historii za trzy lata, kiedy Martyna – po tym jak przezwycięży chorobę – zrealizuje kolejne odjechane wyzwanie, poleci w kosmos albo zrobi trip po największych wulkanach świata, a ty będziesz chciał wziąć L4 z powodu kataru.

Życzymy zdrowia, Pani Martyno. I motywacji, ale o nią się chyba Pani nie musi martwić.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑