Piękne i smutne love story, czyli jak mąż dokończył dzieło żony

Opublikowano Kwiecień 22, 2014 | przez Dżordż

maraton

Choć ukończył Maraton Bostoński w 3:51:57, wczoraj w USA było o nim niemal tak głośno, jak o zwycięzcach biegu. Poznajcie Scotta Menziesa i jego niesamowitą, smutną historię.

To był zimny, styczniowy dzień. Meg i Scott odprowadzili troje dzieci na autobus do szkoły, po czym udali się na randkę. Nietypową, bo… biegową. Ona kochała jogging, przygotowywała się do kolejnego maratonu. On nie pałał jakąś wielką miłością do tej formy aktywności, ale czasem trenował z nią, właśnie dlatego, że na co dzień ciężko było im znaleźć dłuższą chwilę dla siebie.

Śmierć „dogoniła ich” o 8.15 rano, za pośrednictwem niejakiego Michaela Carlsona. Pijany mężczyzna prowadził Toyotę, którą wypadł z drogi. Scott zdążył odruchowo uciec spod kół rozpędzonej maszyny, Meg nie miała tyle szczęścia. Dwie godziny później była już martwa.

Szok nr 1: zwykle o tej porze w poniedziałek małżeństwo było w innym miejscu niż to, w którym doszło do wypadku. Tego dnia autobus wiozący ich pociechy do szkoły wyjątkowo spóźnił się jednak o pół godziny…

Szok nr 2: Carlson to mężczyzna, który dziesięć lat temu stracił żonę w… wypadku samochodowym. Po tej tragedii internista wychowywał samotnie piątkę dzieci. Mimo że po śmierci żony otrzymał prawie 8 mln dolarów zadośćuczynienia, nie mógł sobie poradzić z traumą, która go dotknęła, a także z postępującą białaczką. W związku z tym pił. Często, dużo…

Scott Menzies postanowił oddać swojej małżonce hołd w najlepszy możliwy sposób: poprzez dokończenie dzieła, którego nie dane było jej wypełnić. Scott Menzies postanowił przebiec Maraton Bostoński.

– Jedynym powodem dla którego chciałem to zrobić, była Meg. Chciałem poczuć to co ona na trasie, chciałem patrzeć na ten bieg jej oczami – mówił przed startem amerykański policjant.

Podczas biegu dopingowały go setki ludzi. Czasem krzyczeli tak głośno, że nie słyszał muzyki, którą przygotował na start.

– To były piosenki, których żona lubiła słuchać w trakcie naszych biegowych randek – tłumaczy Menzies.  I dodaje, że do dwudziestej trzeciej mili maratonu czuł się dobrze. Potem przyszło zmęczenie, ale nie na tyle duże, żeby zszedł z trasy.

I przed, i po biegu Scott pięknie opowiadał o tym, jaką osobą była Meg:

– Nie była znana. Nie miała mentalności gwiazdy rocka. Była po prostu dobrą chrześcijanką, wychowującą trójkę dzieci: synów Gabriela i Whitfielda oraz córkę Skye.  One strasznie za nią tęsknią. Każda kolejna noc jest dla mnie ciężka. Dzień również, ponieważ dostaję wtedy od nich wiele pytań, na które nie umiem udzielić odpowiedzi. Nie byłem na to wszystko przygotowany. Stanowiliśmy przeciętną rodzinę, żyjącą spokojnie od pierwszego do pierwszego. Niestety, ten spokój został zburzony…

MegandScott3

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑