Płaczący facet – miękka faja czy prawdziwy mężczyzna?

Opublikowano Sierpień 2, 2013 | przez Tindowiec

Anguished and sweaty. Camera: Canon EOS 1Ds Mark III.

Co rok sytuacja się powtarza. Wybija godzina 17:00. Syreny w całej stolicy zaczynają wyć. Ludzie stają na ulicy. Młodzi, starzy, dresiarze, mohery. Wszyscy przez jedną minutę oddają hołd ludziom, którzy oddali swoje życie dla miasta, w którym żyjemy.

Co rok sytuacja się powtarza. Gdy widzę to wszystko, oczy mi się szklą. Gdy uświadamiam sobie w tym momencie co działo się tutaj 69 lat temu, co spotkało tych ludzi, nie mogę powstrzymać łez. Nie jest to płacz konwulsyjny, ot takie ciche łkanie.

Co rok sytuacja się powtarza. Odpalam jeden z moich ulubionych filmów – „The Fountain” Darrena Aronofsky’ego. TOP 5 moich ulubionych obrazów ever. Świetny scenariusz, kapitalna gra aktorska, rozbrajająca muzyka Clinta Mansella.

Co rok sytuacja się powtarza. Gdy nadchodzi scena, w której bohater grany przez Hugh Jackmana wypowiada słowa „I’m going to die”, kiedy godzi się z tym, że wszyscy, włącznie z jego ukochaną, kiedyś umrzemy, rozklejam się. W tle kwartet Clinta Mansella podsyca emocje, obrazy wirują na ekranie. A ja mam znowu szklane oczy.

Wczoraj naszła mnie pewna refleksja – czy ze mną jest coś nie tak? Czy to normalne, że dorosły facet, o gabarytach bliższych Pudzianowi niż Christianowi Bale’owi z filmu „Mechanik”, rozkleja się jak dzieciak? Dlatego napisałem te kilka zdań, po to, żeby poznać waszą opinie. Facetów – tych płaczących i tych twardych jak metalowe dildo. I kobiet – tych, które uważają łkającego faceta za uroczego, i tych, które nigdy z taką łajzą nie umówią się na randkę.

To co, panowie i panie – to jest fajne? Usprawiedliwione? Żenujące? Słodkie? Czy po prostu normalne, a ja napisałem niepotrzebny tekst? Zapraszam do dyskusji.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑