Plener, grill i piwko – fajne wesela wcale nie muszą być drogie

Opublikowano Czerwiec 17, 2013 | przez ZP

wedd

Znajoma zrobiła ostatnio małe wesele. Zajebiste, w plenerze. Grill, piwko, muza grana z komputera, a nie przez zespół. Ludzie bawili się wyśmienicie, wielu uznało, że to najlepsza impreza poślubna na jakiej byli.

Dziewczyna wymyśliła sobie, że aby miło spędzić czas nie potrzebuje tego całego standardowego zamieszania: głośnego disco-polo śpiewanego przez niespełnioną, gorszą wersję Gosi Andrzejewicz, wujków niewidzianych od lat, którzy tańczą z wodospadem potu pod pachami obmacując przy okazji jakieś młódki, stu pięćdziesięciu różnych potraw i innych takich.

Nie wiem, czy zrobiła tak ponieważ chciała przyoszczędzić, czy może nie lubi wielkich spędów, a może z obu powodów, to w sumie nieistotne. Ważne jest co innego: kolejny raz okazało się, że aby wesele było w dechę nie trzeba wydawać na nie fortuny. Nie trzeba sali ociekającej przepychem, wyglądającej jak te, w których odbywał się Kongres Wiedeński. Nie trzeba barku z milionem różnorakich alkoholi, wystarczy stare, dobre, schłodzone piwko plus ewentualnie jakaś wódeczka z sokiem. Nie trzeba kaczki w wiśniach, bo przecież karkówka z grilla to zajebiste, sprawdzone danie.

Podkreślam to raz jeszcze: zorganizowanie fajnego wesela nie wymaga wyobraźni godnej Salvadora Dalego ani portfela Donalda Trumpa. Piszę to jako osoba niemal trzydziestoletnia, która zaliczyła już naprawdę sporo tego typu zabaw.

Wielu ludzi w Polsce nadal jednak tego nie rozumie. Dlatego działają według znanej od dawna zasady: zastaw się, a postaw się. Biorą jakieś szalone kredyty, wyżebrują od rodziców ich ostatnie oszczędności, odwiedzają dziadków w nadziei, że ci mają na strychu jakiś zapomniany obraz Malczewskiego, który można przehandlować, a wszystko po to gdyż ” ślub bierze się raz w życiu”.

To koronny argument każdej pary mającej sraczkę na VIP imprezę. Argument jak dla mnie zupełnie bezsensowny. Dlaczego skoro coś zdarza się tylko raz, to od razu owo wydarzenie ma nas wprowadzić w wielomiesięczne długi, a tym samym – być może – w depresję? Czy tych kilkudziesięciu tysięcy złotych, które przeznaczymy na wesele, nie lepiej jest wydać na chociażby wykończenie mieszkania? Czy jeden szalony wieczór naprawdę wart jest aż takiej kasy?

Wiele pytań, odpowiedzi na nie są wyjątkowo proste. Masz hajs i możliwości, a także ciśnienie na weselicho na 200 osób – proszę bardzo, baw się. Jesteś przeciętnym obywatelem, dla którego taka impreza to naprawdę duże obciążenie budżetu? To dobrze pomyśl zanim się na nią zdecydujesz.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑